Pamięć wiecznie żywa 01.11.2017

20171101_171304Tak sobie myślę o tym że jeszcze nie tak dawno powtarzałam że nie mam do kogo iść na cmentarz w Święto Zmarłych, nie miałam tu nikogo.

To było całkiem niedawno.

A teraz mam tu córkę, nawet w najgorszych snach nie przewidziałam takiego scenariusza jaki napisało samo życie.

Tu mam córkę (*) , a tam ukochaną Babcię, moja ukochaną Stasieńkę (*)

Nasza córka umarła i teraz msza na cmentarzu stała się obowiązkiem, bo nie wyobrażam sobie że w tłumie ludzi moja córka jest samotna. Nie potrafię sobie wyobrazić że przy każdym grobie stoi rodzina a przy grobie Otysi nie ma nas.

Ja muszę tam być, w takim dniu jak ten muszę tam być.

Uzyskanie wolnego dnia niestety graniczyło z cudem. Moją ostatnia deską ratunku by mieć ten dzień wolny i być przy mojej Otysi była „opieka nad dzieckiem zdrowym”… o ironio ja potrzebowałam opieki nad dzieckiem … martwym.

Zamiast ściskać cieplutką drobniutką rączkę mojej córki ściskałam zimny granit. Zamiast szyć kreacje z kwiecistych różowych materiałów, szyję na miarę kompozycje z różowych kwiatów, projektując coraz to nowe kompozycje.

Nie tak miało być.

W drodze na cmentarz nie mogłam oderwać wzroku od dziewczynki w białej czapeczce, około 5 letniej, mała główka w blond loczkach…

Ciężko.

Dziękuję każdemu kto pamiętał, kto w dniu dzisiejszym wspomniał moją ukochaną córkę, każde światełko jest jak płomyk nadziei, rozświetla otchłań mojej duszy, daje wiarę i siłę, umacnia barwy obrazu pamięci wiecznie żywej… mojej ukochanej Motylki.

A Tobie najdroższa córeczko dziękuję za ten znak. Dzięki tak drobnym a tak szczególnym i nieprzypadkowym znakom wiem że jesteś blisko. że jesteś gdzieś tam kochanie. Czuwasz nad nami. Ten motyl przy światełkach pamięci… nie ma słów.

20171031_121345

Pamiętajmy

 

298077_2139005071848_1147795830_31940312_64617221_n(1)

Mamy córkę Otylkę, Motylka naszego Ukochanego (*)(*)(*)

Nasza Iskierka zaczęła chodzić do przedszkola, na razie na zajęcia przygotowujące z rodzicami, były też inne mamy i zaczęłyśmy rozmawiać o naszych pociechach. Bardzo często spotykam się z zachwytem i zdziwieniem że mamy trzech chłopców. Aż trzech i tylko chłopców.

Nie zawsze mam potrzebę mówić.

Nie każdemu chcę mówić.

Ale dziś mówię wszystkim .

Mam córkę.

Mamy córkę.

Nasi synowie mają siostrę.

Dbam o to by pamiętali o swojej siostrzyczce.

Chcę by pamiętali.

Bo mamy córkę.

W Niebie, ale mamy córkę.

Urodziłam córkę.

I jestem mamą córeczki.

Naszej Motylki. Naszego serduszka. Aniołeczka.

Moja ukochana córka ma na imię Otylia (*)(*)(*)

Dzień Dziecka Utraconego 2017

Baloniki…

Tak bardzo brakuje mi baloników.

Otysia dała nam dziś piękne słońce, jest wprost wymarzona pogoda na baloniki…

Niestety nie było baloników. Brakuje mi takiej formy upamiętnienia dzieci. Kiedyś się w to zaangażowałam i było warto. Niebawem 1 listopada…

Piękna dziś była pogoda. Dziękuję Ci córeczko za to otulenie gorącym słońcem, dokładnie w chwili kiedy już skończyłam ogarniać nagrobek, dałaś mi znak, promienie słońca otuliły płytę i każdą literkę po kolei, i zalśniło Twoje imię Kochanie.

Kochana córeczko pamiętamy i będziemy pamiętać do końca życia (*)(*)(*)

Kochamy Cię serduszko nasze (*)

 

20171015_123750a

Właśnie dziś dostałam zdjęcie od przyjaciela… z motylkiem. Dziękuję że się Nią opiekujesz Otysiu podczas wypraw. Nie dajesz o sobie zapomnieć mała psotko :) Takie znaki są nam potrzebne jak tlen do oddychania.

***************

Czasami myślę że nauczyłam się żyć z żałobą. Czasami nawet myślę że udało mi się tą żałobę przepracować. Czasami…

I wtedy zwyczajne -”niezwyczajne” wydarzenie wywraca moje przekonania do góry nogami.

A mój stabilny pozornie świat trzęsie się w posadach.

Kiedy patrzę jak Iskierka bawi się z dziewczynką o blond włosach, którą jest oczarowany, a ta dziewczynka jest dokładnie w wieku Otysi, uśmiecham się, choć serducho w kawałkach. Ciężko mi potem dojść do siebie. Kiedy namacalnie mam możliwość widzieć co straciliśmy. Wszyscy, cała nasza rodzina, nie tylko ja mama. Cała nasza rodzinka.

Czasami myślę…

Ech

Tęsknię

Tęsknię za tym miejscem.

Potwornie.

Wiem jednak że nie mogę być tu szczera jak wcześniej, a maskować swoich odczuć i uczuć nie mam zamiaru. Jednak nie chcę by niektórzy mieli wgląd w głąb mojej duszy. To tylko moje miejsce, moja samotnia.

Palce zręcznie suną po klawiaturze. Myśli tłumię w sobie.

Nie chcę a nie mam pomysłu co dalej.

Pisaniem szłam przez żałobę, przez stratę… a teraz czuję że ugrzęzłam.

Powrót do przeszłości 26.05.2017

Dokładnie pięć lat temu od tych słów zaczęłam prowadzić tego bloga, przelewać moje uczucia i po omacku zaczęłam brnąć w czarnej otchłani mej martwej duszy. Dokładnie pięć lat temu podzieliłam się ze światem moją Drugą Stroną Duszy.

Bardzo symboliczna data… jak na rozpoczęcie przygody z blogowaniem… przygody??? nie, to złe określenie… jak na kolejny etap moje żałoby. Kolejny??? a może ciągle ten sam. Minęły zaledwie cztery miesiące, ból nie zelżał nawet o jedną tysięczną tonu… nawarstwia się.”

Pięć lat. Tak wiele się wydarzyło. A jakby to było wczoraj. Dokładnie trzy lata temu po operacji stwierdzającej jednoznacznie niepłodność wtórną na wizycie 26 maja w Dzień Matki dowiedziałam się że pod sercem rozwija się nasz mały CUD nasza Iskierka.

Mam zatem powody do świętowania.  I świętuję, uśmiech zagościł na mojej twarzy, nie umiem się smucić takiego dnia, jest zaduma jest refleksja, i potworna tęsknota, ale jest też radość i szczęście. Jestem mamą Ziemską i Aniołkową jestem mamą która świętuje ten dzień i posyła miliony buziaków i uśmiechów do swojej ukochanej MOtylki i rozdaje miliony buziaków i uścisków swoim ukochanym synom. Jestem ogromnie dumna z czwórki moich dzieci.

Uwielbiam być mamą.

( Choć czasami mam ochotę wziąć nogi za pas i uciec ;)) Ale to chwilowe i szybko mi przechodzi ;)

Wszystkiego najlepszego w tym szczególnym Dniu Aniołkowe Mamusie <3