Tuli Luli

big_file-tuli-luli-logo-02mcut-653Kochani

Zwracam się do Was z ogromną prośbą!!!!

Wiecie jak ważna jest opieka nad rodzicami i rodziną w chwili gdy dowiadujemy się o chorobie naszego nienarodzonego dzieciątka. Na szczęście powstają hospicja perinatalne. Niestety nie są refundowane przez Państwo, co za tym idzie utrzymanie takich ośrodków jest bardzo kosztowne. Ja na taką pomoc nie mogłam liczyć ale jestem całym sercem z osobami które podejmują tego rodzaju przedsięwzięcia jakim jest Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny TULI LULI, przy Fundacji Gajusz.

To bardzo ważne poczytajcie o tym ośrodku. Wiem że macie ogromne serducha i wiecie że takie miejsce jest BEZCENNE!!!!


http://www.gajusz.org.pl/dla-potrzebujacych/tuli-luli/

Na tej stronie znajdziecie wszelkie informacje. Potrzebny jest sprzęt ale również takie akcesoria jak smoczki, pieluchy, pościele, leżaczki, monitory oddechu, materace, bodziaki. Wystarczy że każdy zakupi jedną rzecz, lub zorganizujecie paczkę wśród znajomych.

Razem możemy więcej !!!! Pomagajmy!!!!

Chciałam ale…

nie umiem.

Ciągnie mnie tu jak pszczółkę do miodu.

Co wieczór jak zasypiam, zamykam zmęczone powieki i w głowie tworzę kolejne wpisy.

Mam już mega zbiór, potrzebuję przechowalni albo resetu.

Resetu chyba nie chcę.

By się nie udusić w sieci własnych myśli, wypływam na powierzchnię własnej emocjonalności i piszę. Każdy kolejny oddech wydaje się wtedy łatwiejszy, lżejszy.

Tęsknota po stracie nie traci na sile.

Łzy przychodzą z łatwością. Choć kiedyś myślałam że kiedyś ich zabraknie.

Kupuję lilie… zamiast liliowej sukienki.

Kap. Kap. Kapią znów na wyschniętą ziemię.

Kolejny aniołek choć obiecałam sobie że innych nie będzie.

Łamię kolejne przyrzeczenia.

Nie uczę się żałoby. Nie chcę się jej nauczyć, bo jestem wyjątkowo niepojętą uczennicą w tym temacie. Biorę ją z dnia na dzień. Nie chcę jednak jej czerni. Dzieci uwielbiają kolory…

Lili na przykład.

20160716_160642

Naruszeie moich praw

Witam Was kochani moi czytelnicy

Wiem że nie dzielę się już z Wami moimi emocjami, niestety moje emocje sięgają zenitu kiedy widzę swój wizerunek który zostaje mi ukradziony. Nie zakładam żadnych stron w internecie posługując się logo bloga, a powstała kolejna strona na Facebooku która nielegalnie wykorzystuje mój wizerunek i moje słowa bez mojej zgody.

Bardzo Was proszę o sygnały takiego naruszenia prawa. I zapewniam że nie jestem założycielem tej strony.


https://www.facebook.com/Poszukuje-poszkodowanych-1750236068521989/?fref=ts

20160616_235059

The End

Cały dzień ubierałam myśli w słowa. Byłam pewna że wiem jak zacząć, a raczej jak skończyć.

A tu czarna dziura.

A więc od początku…

Kiedy zaczynałam pisać bloga nie miałam założeń dotyczących czasu. Czas to pojęcie względne. Czas pisania bloga nie przekłada się na czas trwania żałoby. Ten czas się właśnie kończy, żałoba trwa nadal i trwać będzie…

Wiele się od tamtego czasu zmieniło, kilka znaczących kroków w przód, kilka w tył. Jednak nie mniej znaczących niż te w przód.

Chciałam podziękować wszystkim którzy w tej drodze byli ze mną, tym którzy wspierali myślą i słowem, i tym którzy wspierali anonimowo. Dziękuję za każde ciepłe słowo, najbardziej za każde wspomnienie o mojej córce.

Kończę pisać bo, moja żałoba nie przeminęła, nie zmieniła też formy, to ja się zmieniłam pod jej wpływem, pod jej ciężarem. Niestety muszę zacząć inaczej, bo zaczęłam się dusić. Muszę znaleźć wentyl bezpieczeństwa, niestety blog przestał spełniać tą funkcję.

A bardzo potrzebuję złapać oddech. Właśnie teraz.

Jest to dla mnie trudny czas pod wieloma względami.

Zbliżają się czwarte urodzinki mojej Otysi. A właściwie już są. Urodzona dla Nieba Anielska dziewczynka. Moje serce. Otysia.

Pustka rozdziera mi serce. Oczy zachodzą łzami jak w ten dzień kiedy dowiedziałam się że odeszła. Umarła. Zmieniło się to że teraz jest to dla mnie bardzo realne odczucie. Nie ma już zaprzeczenia. I choć nie ma mojego przyzwolenia na taki stan rzeczy, nie mogę jeszcze powiedzieć że zaakceptowałam ten fakt, że moja córka umarła, zaakceptowałam tylko fakt że jest to nieodwracalne i że Ona nigdy nie wróci…

Cieszę się że mogłam uwolnić się z nadmiaru emocji właśnie tutaj, że znalazłam taki swój azyl. Niestety wszystko ma swój początek i koniec.

Jestem przekonana że pamięć o mojej Otysi nigdy nie zgaśnie. I to również, a zwłaszcza dzięki Wam. Każde wspomnienie, każde ciepłe słowo, każda iskierka pamięci jest dla mnie jak najcenniejszy skarb. Dziękuję że obsypujecie mnie tymi skarbami.

Jest ciężko. Radość przeplata się z rozpaczą. Maska tak usilnie przeze mnie przyciskana do twarzy ni jak nie chce się jej trzymać.

Nie kończę pisać, chcę to robić dalej, jednak nie mogę już tutaj ponieważ zbyt mocno się odkryłam, a nie tego chciałam. Potrzebowałam anonimowości by przelewać strumień goryczy, cierpienia, smutku, ale i radości, zwykłej codzienności. A teraz pilnuję każdego słowa, nie wszystko co leży na dnie duszy mogę napisać. To nie szczere. Nie prawdziwe. Nie chcę by niewłaściwe osoby znały moje słabe strony, nie wstydzę się ani myśli ani słów, ale nie mogę bezmyślnie wystawiać się na obstrzał.

Nie mogę i nie chcę. Zbyt wiele rzeczy zostało prze to niedopowiedzianych. Nie zrozumianych.

Jestem jednak szczęśliwa że miałam taki swój kawałek podłogi.

Dostałam od bliskiej mi osoby,( którą poznałam właśnie przez tego bloga) piękny notes ze złoconymi kartami, w motyle, tam będę kierować słowa tylko do mojej Pysi.

Dziś mój przyjaciel napisał mi maila:

mam wrażenie że zawsze byłaś tylko musiałam Cię ustrzelić” :) Znamy się od zawsze tylko była niepamięć rzucona przez los”

Przyjaźń która narodziła się właśnie tutaj. Nagroda. Światełko w tunelu. Pomocna dłoń. Dzięki której teraz łatwiej. Towarzysz życia, w radości i w cierpieniu.

Dziękuję Kochana.

Jestem inną osobą. Bardziej wyczuloną na cierpienie. Bardziej i dogłębniej cierpiącą. Ale i bardziej i dogłębniej radującą się.

Nauczyłam się tutaj jeszcze jednej rzeczy. Nie można zostawiać niedomówień niedopowiedzianych.

I należy mówić wprost co leży na sercu.
Mieć odwagę.

Nie chcę oceniać czy warto czy nie warto. Szkoda tylko że zazwyczaj cios przychodzi w najmniej odpowiednim momencie i od osoby od której najmniej się tego spodziewamy…

Czy wtedy może być szkoda?

Uciekam już.

Nie wiem czy dobrze przemyślałam ten ruch. Może zatęsknię. Może wrócę do pisania. Tylko nie tutaj. Nie wiem. Może Ty zatęsknisz za moim „piórem, za moją Drugą Stroną Duszy”

Ona gdzieś tam jest.

Gdzieś na dnie.

Dziękuję za ten czas.

Gemini