T-jak terminacja T- jak trudny temat

Temat terminacji rozgorzał na blogu Edzik. Uderzył mnie  temat postu Edzik „Pandora”, jakże adekwatny w stosunku do dyskusji, jaka się rozpętała.

T -  terminacja, T-  tabu, T-  Ty wiesz lepiej niczym ostrze wbiło się w  legendarną Puszkę Pandory. Wzdrygam się za każdym razem  jak pomyślę ile gorzkich słów, krzywdzących opinii rozchwianych emocjonalnie czytelników bloga, wypełzało z puszki nieszczęść i niezgody.

Chętnych do rzucenia przysłowiowym kamieniem nie brakowało. Odniosę się więc do mojego postu o terminacji, któremu wcześniej poświęciłam uwagę w kontekście zmian w ustawie – zaostrzenie prawa aborcyjnego mój głos.

Terminologia przewiduje dwa odrębne terminy, nie umiem więc  zrozumieć dlaczego używa się ich zamiennie. Nie zgadzam się na to, choć może nie każdego to obchodzi.

Terminacja ciąży — to przedwczesne wywołanie  porodu, ze względu na niepełnosprawność płodu. Terminacji dokonuje się po wykonaniu badań prenatalnych i badań genetycznych, jeżeli stwierdzono wadę letalną(śmiertelną) u dziecka. Dziecko może urodzić się żywe, choć jest duże prawdopodobieństwo że nie przeżyje porodu, jeżeli się urodzi żywe, nie dożyje pierwszego roku życia. Tak mi bynajmniej przedstawiła to lekarka w Poradni Prenatalnej.

Aborcja (łac. abortus lub abortio – poronienie, wywołanie poronienia) – zamierzone i przedwczesne zakończenie ciąży w wyniku interwencji zewnętrznej, np. działań lekarskich, w j. łacińskim abortus provocatus. Przeważnie w efekcie dochodzi do śmierci zarodka lub płodu (łac. nasciturus).( źródło Wikipedia)

„TYLE WIEMY O SOBIE, ILE NAS SPRAWDZONO”!!!!( Wisława Szymborska) W tym jednym zdaniu mieści się kwintesencja człowieczeństwa, cała  moralność, natura, charakter… egzystencja. Swoje Ja i swój głos ujawniamy dopiero w wyniku traumatycznych przeżyć… a traumą dla matki jest informacja o chorobie letalnej dziecka…

Ja dokonałam swojego wyboru… nie poddałam się terminacji ciąży… nie umiałam… nie chciałam… ale to była tylko moja decyzja… nie umiałabym z tym żyć… tylko że nie umiałam również żyć ze świadomością że nie mogę pomóc mojemu dziecku… że Ono umiera… a nikt nie potrafi mu pomóc… żaden lekarz, żaden profesor nie umie powiedzieć co zawiniło i… nikt nie umie leczyć nieimmunologicznego obrzęku płodu… nie umiałam żyć ze świadomością że moja córka cierpi… i żaden uczony nie umiał mi odpowiedzieć na pytanie jak Jej pomóc jak uśmierzyć Jej ból… dlaczego z ruchliwego dzieciaczka stała się zastygłą w bezruchu dzieciną?  Nienawidziłam siebie za egoizm, za chore religijne  wyrzuty sumienia, moja córka umierała a ja patrzyłam na ból mojego sumienia… Byłam gotowa na przyjście na świat mojego chorego letalnie dziecka… ale nie wiem czy byłabym w stanie znieść Jej cierpienie… umarłabym razem z Nią….

Jeżeli nie byliście postawieni przed takim wyborem jakim prawem oceniacie, jakim prawem pytam! Nie macie żadnego pojęcia o tym ile kosztuje matkę ten marny w swej istocie  wybór. Bo tak naprawdę jaki to wybór? Jakim prawem Bóg godzi się na cierpienie maleńkich dzieci. Jakim prawem pytam? Dlaczego dziecko zanim zdąży się urodzić musi walczyć z bólem i cierpieniem? Dlaczego ktoś skreślił moje dziecko? Dlaczego nie dał mu żadnych szans?

Więc nie mów mi że jestem suką bo myślę o terminacji o uśmierzeniu bólu mojego dziecka. Bo czymże jest terminacja… poród i śmierć w momencie przechodzenia dziecka przez kanał rodny w stosunku do cierpienia ciągnącego się tygodniami pod sercem matki? Nie karm mnie głodnymi kawałkami o tym że dziecko w łonie nie myśli, nie czuje bólu… żaden lekarz tego nie potwierdzi… domniemać może… tylko tyle. Nie żałuję tej decyzji, moja córeczka umarła pod moim sercem, ale nie daje mi to prawa do osądzania innych kobiet w podobnej sytuacji. Bo nie ma dwóch jednakowych przypadków, dwóch jednakowych sytuacji!

Zróbmy test… sumienia.

  • Czy wiesz co to opieka paliatywna?
  • Czy mówi Ci coś pojęcie Pola Nadziei?
  • Ile razy wysłałeś sms na numer fundacji opiekującej się chorymi dziećmi?
  • Czy oddałeś 1% podatku na leczenie chorego dziecka?
  • Wiesz ile kosztuje wózek inwalidzki? godzina rehabilitacji? porzucenie pracy?
  • Oddałbyś dziecko do przedszkola integracyjnego, by Twoje zdrowe dziecko uczyło się z chorymi, upośledzonymi dziećmi?
  • Ile razy powiedziałeś kobiecie ciężarnej – Ważne by dziecko było zdrowe.
  • Czy wiesz co to wolontariat?
  • Ile razy w Twojej głowie zaświtała ta  myśl – Współczuję Ci kobieto.- kiedy widziałeś że ma upośledzone, niepełnosprawne  dziecko.
  • Czy metodę  in vitro uważasz za grzech?
  • Ile razy zapaliłeś znicz na grobie dzieci nienarodzonych?
  • Czy wiesz że choroby genetyczne zawsze idą w parze z wadami wrodzonymi…?
  • Czy wiesz że choroba genetyczna może mieć lżejsza i cięższą postać?
  • Ile razy zareagowałeś jak widziałeś złe traktowanie chorego dziecka?
  • Ile razy tłumaczyłeś swojemu dziecku, że inny nie znaczy gorszy?
  • Ile razy odwróciłeś wzrok od chorego dziecka?
  • Ile razy przewróciłeś kanał, by nie oglądać w tv programu o chorych dzieciach?
  • Czy patrząc na chore dziecko zdarzyło Ci się pomyśleć- Lepiej dla Niego by się nie urodziło!

 

Jeżeli nie masz sobie nic do zarzucenia możesz rzucić we mnie kamieniem. Za to że miałam prawo w swojej niemocy rozważać decyzję o terminacji, patrząc jak moje dziecko cierpi, jak zastyga w bezruchu spowite w pajęczynie obrzęku, jak kości czaszki zaczynają się przemieszczać pod jego naciskiem, jak wiedziałam że nie dostarczam mu tyle krwi, tlenu, pożywienia ile powinnam, jak rosną razem z Nią torbiele wokół karku i nie są dużo mniejsze od główki, jak  powiększa się ilość płynu w opłucnej, jak organy powoli poddają się chorobie i nie spełniają swoich funkcji…za to że czułam do siebie obrzydzenie za ogrom egoizmu… więc  rzuć!!!

 

 

teraz rzuć kamieniem... z czystym sumieniem

 

 

 

 

 

 

10 myśli nt. „T-jak terminacja T- jak trudny temat

  1. ~Paulina

    Podziwiam za odwagę ja nie umiałabym znieśc cierpienia własnego dziecka i chyba poddałabym się terminacji. Każdy ma inaczej jak widać.

    1. gemini Autor wpisu

      A jeśli chodziłoby o Twoje żyjące dziecko i cierpienie na które nie umiałabyś patrzeć…
      Czy też zgodziłabyś się na jego śmierć np przez eutanazję by nie patrzeć na jego cierpienie
      Tu nie ma dobrych decyzji
      każda prowadzi do śmierci
      Ja opierałam się na usg, które mimo wszystko jest miarodajne tylko w 60%

  2. ~kasia

    Też stanęliśmy teraz z mężem przed decyzją – terminacja ciąży lub nie, a wada naszego dziecka jest letalna (nie ma żadnych szans aby dziecko przeżyło poród). W pierwszym momencie podjęliśmy decyzję, że donoszę ciążę. Teraz gdy więcej wiem o wadzie jaką ma moje dziecko, zastanawiam się czy dobrze robię – bo stan zdrowia dzieciątka się pogarsza, ono powoli umiera, czy rzeczywiście jest to dla niego lepsze wyjście? Druga strona medalu to nasz wyrzuty sumienia po terminacji i myślenie co by było gdyby… Takie bicie się z myślami doprowadza do obłędu. Nie ma dobrej/ lepszej decyzji :(

    1. gemini Autor wpisu

      Kasiu a myślałaś o hospicjum perinatalnym…
      Ja wiedziałam że nie poddam się terminacji…
      do czasu jak widziałam naocznie jak moja córka umiera, jak upośledzają się kolejne organy, biłam się z myślami… nie chciałam Jej cierpienia, nie umiałam sobie z tym poradzić
      czułam się jak pieprzona egoistka która patrzy na cierpienie swojego dziecka przez pryzmat swoich lęków, swoich wyrzutów sumienia…
      zadzwoniłam wtedy do lekarza który wypisał mi skierowanie na terminację mim o iż powiedziałam że nie skorzystam, poprosiłam by krok po kroku wytłumaczył mi zabieg… na koniec zapytał i wyniki i pomiary z ostatniego usg( gdzie zaczęły się pod naciskiem obrzęku przesuwać kości czaszki…) i poprosił bym się nie decydowała…
      Dziś wiem że ona cierpiała dla mnie, dla nas, byśmy mogły się przytulić i zobaczyć… walczyła dla mnie choć nikt już dawno nie dawał Jej żadnych szans
      uszanowałam to i cieszę się
      ale to Twoja decyzja Kasiu
      nie ma złej i dobrej…
      mam nadzieję że wybierzesz w zgodzie z sercem matki
      ściskam ciepło

  3. ~Krystyna (lora28)

    Gemini pięknie to napisałaś.Jestem z Ciebie dumna i zgadzam się z każdym Twoim słowem. Ujęłaś w słowa każdą z moich myśli w tym temacie.Mądra z Ciebie Kobieta.

  4. ~monika

    Z obu definicji ( terminacja-aborcja) dla mnie wynika jedno: smierc dziecka. Nie wnikam w powody podjecia takiej decyzji, nie oceniam itp. chodzi mi tylko o efekt koncowy. W Polsce jest kilka sytuacji w ktorych mozna legalnie zakonczyc zycie dziecka przed porodem, moglabys mi powiedziec czy jest to aborcja czy terminacja? Nigdy nie zaglebialam sie w ten temat i na pierwszy rzut oka wydaje mi sie, ze oba te pojecia sa tozsame. Przeciez w jednym i drugim przypadku zabieg wykonuje lekarz,jest to dzialanie zamierzone doprowadzajace do przedwczesnego usuniecia plodu z ciala kobiety, nie jest to fanaberia kobiety ( jezeli robi to legalnie w Polsce),musza byc przeslanki medyczne zeby lekarz podjal sie tego… Nie pisze tego zeby wywolac klotnie,ani sprawic komus przykrosc. Poprostu chcialabym sie dowiedziec co sadzisz o tych argumentach… Pozdrawiam cieplutko i zycze duzo wytrwalosci i sily w zmaganiu sie z codziennoscia…

    1. gemini Autor wpisu

      Moniko a widzisz różnicę w terminologii
      urlop macierzyński??
      matka która urodziła żywe dziecko korzysta z urlopu macierzyńskiego
      matka która urodziła martwe dziecko również korzysta z urlopu macierzyńskiego z tym że nie przysługującego jej w pełnym wymiarze.
      z dwóch terminów wynika to samo: macierzyństwo!!!
      Ale zagłębiając się w sens czyt. macierzyństwo to stan posiadania dziecka przez kobietę i bycia matką!!! przemyślenia zostawię Tobie.
      Masz rację nigdy nie zagłębiałaś się w temat i wierz mi życzę Ci zebyś nie musiała nigdy tego robić i rozumiem że z pozycji widza,obojętnego przechodnia… tak to dla Ciebie wygląda.
      Aborcja w Polsce jest nielegalna!!! Zapewne jest wykonywana przez lekarza, albo osobę obnoszącym się tym tytułem. Lekarz nie wnika w motywy kobiety, nie ważne jest dla niego czy dziecko jest chore czy zdrowe, i czy dla matki to zwykła fanaberia.

      Terminacja jest w Polsce dopuszczalan w ściśle określonych przypadkach, a takim przypadkiem jest właśnie wada letalna. Co rozumiesz przez ten termin. Za tzw. wadę letalną należy uznać zaburzenie rozwojowe
      prowadzące do przedwczesnej œśmierci, bez względu na zastosowane leczenie. Czyli i terminacja i wada letalna prowadzi do tego samego do śmierci Dwa różne terminy to samo znaczenie!!! Dlatego uważam że to matka powinna zadecydować. Nie wierzę w zadne zapewnienia osób które mówią – Ja nigdy w życiu nie zdecydowałabym się na terminację…
      To tylko puste słowa!!!!! Więc nie mów mi co powinnam i co byś zrobił w mojej sytuacji, NIE JESTES W MOJEJ SYTUACJI. Nie Ty się licytujesz z Bogiem, nie Ty masz do siebie wstręt za to że przekazałaś wadliwy gen, nie nawidzisz się za to że Twój organizm zabija Twoje dziecko, nie Ty patrzysz jak moje dziecko CIERPI, jak walczy o każdy oddech, Ty odwracasz wzrok. Więc mam prawo do decyzji i wierzę w terminację z miłości. Nie masz pojęcia jakie myśli targają matką która stoi twarzą w twarz z cierpieniem swojego letalnie chorego dziecka. Nie masz pojęcia co czuje kiedy słyszy od profesora neonatologii- Jeżeli dziecko przezyje jakimś cudem ciążę prawdopodobnie nie przeżyje porodu!!! Umrze. Istotą terminacji jest śmierć dziecka. Istotą porodu letalnie chorego dziecka również jest śmierć tylko że po kilku miesiącach cierpienia. Nie zrozumie kto nie przeżyje. Ja nie poddałam się terminacji, ale nie mam prawa potępiać matek, które w bezsilności w tak naprawdę sytuacji patowej się na nią decydują. Nie mam prawa.
      Dziękuję za pozdrowienia mam nadzieję że spojrzysz troszeczkę szerzej….

      1. ~taka jedna mama

        hej, tez wlasnie przezywam straszne chwile… jestem w 15 tyg. ciazy i moje dziecko ma wade letalna. czekamy na smierc dziecka, ale nie mysle nawet o terminacji, to zabiloby moje dziecko. Ja nie mam prawa decydowac o jego zyciu. Pan Bog, ktory dal to zycie, zadecyduje.

    2. Tosia z Uroczyska

      Kiedy miałam mieć zrobione cc z powodu mojego zatrucia ciążowego, też okreslono to mianem terminacji, choć dziecko „wyszło z brzucha” żywe i żyje. Problemem było, że gdyby zostało w moim brzuchu, mogłoby umrzeć z powodu zaklócenia dostarcxania pożywienia.

Możliwość komentowania jest wyłączona.