jak się pożegnać… jak wykorzystać czas… który się już skończył

Minęło już piętnaście miesięcy… od pożegnania. Czas płynie nieubłaganie, nie daje się spowolnić, zatrzymać. Jest głuchy na moje błaganie by przystanął w miejscu i dał mi chwilkę na złapanie oddechu, na szloch. Dlatego zawsze szlocham w nieodpowiednim miejscu i czasie. Dlatego stałam się płaczliwa i wrażliwa. Moja wrażliwość powala mnie samą swoją delikatnością. Jestem jak bezbronne dziecko, które na zakrętach własnej pamięci odnajduje odłamki szczęścia i beztroski.

Piętnaście miesięcy temu całowałam białą trumienkę, w której spoczęło Twoje małe ciałko córeczko. Wstałam z samego rana, tak naprawdę nie spałam już którąś noc z kolei. Nie mogłam czułam ogromny niepokój. Bałam się o Twoje ciałko, bałam się czy lekarz który zabrał mi Ciebie na badania okazuje Ci szacunek. Bałam się że nie traktuje Cię z poszanowaniem. To był dla mnie istny terror psychiczny, oczekiwanie na Twoje ciałko.

Nie mogłam znaleźć sobie miejsca z czterech ścianach naszego mieszkania, które jeszcze kilka dni temu wydawało się jaśniejsze, teraz stało się obce, ciemne, korytarz wydłużał się niemiłosiernie za każdym razem kiedy wykrzesałam w sobie tyle siły by podnieść się z łóżka. Ściany, sufit i podłoga zlewały się z jedną ciemną plamę, obraz zamazany wirował przed oczami po odpowiedniej dawce leków, dzięki nim przepełzłam przez ten pierwszy trudny i traumatyczny etap po stracie.

Łzy które cisnęły się do oczu zniekształcały do końca i tak rozmyty obraz codzienności. Zaprogramowana niczym automat wykonywałam codzienne czynności, bezmyślnie. Wskakiwał odpowiedni program o odpowiednim czasie i moje ciało wiedzione jakim dziwnym impulsem przemierzało długi korytarz by dotrzeć do kuchni i zrobić coś na obiad, nie ważne co, nie ważne jak, ważne by zaspokoić potrzeby dzieci.

Najtrudniejsze było okazywanie miłości, każde przytulenie chłopców, zapach ich aksamitnej i miękkiej skóry, siła bliskości, obezwładniały mnie. Mogłam tak trwać jak sparaliżowana siłą uczucia które musiałam stłumić. Zminimalizować. Leki działały.

Kiedy w końcu w piatkowe popołudnie  zadzwonili ze szpitala że możemy odebrać ciałko Otysi, otrząsnęłam się. Niestety tylko na chwilę, fala podniecenia jaka przeszła moje ciało, była potworna. Tak bardzo pragnęłam Ją zobaczyć, jeszcze jeden raz. moją maleńką córeczkę, moją miłość.

Droga do szpitala ciągnęła się niemiłosiernie, byłam strasznie podekscytowana i przerażona. Nie wiem co brało górę nad moim rozumem. Gdy podjechaliśmy pod szpital, nie mogłam wysiąść z samochodu, nie umiałam, każdy mięsień w moim ciele mocno się napiął i nie zdołał nawet drgnąć. R. nie pytał dwa razy, wiedział że nie dam rady. Czas mijał i mijał, a on nie wracał. Powoli mój umysł odzyskiwał kontrolę nad mięśniami, chciałam wybiec kiedy zobaczyłam w lusterku jak R. wraca. W ręku trzymał kartonowe pudełko.  Małe…

Bałam się zapytać, bałam się tej chwili, bałam się, tak zwyczajnie, tak czekałam a teraz …

Wsiadł i położył mi karton na kolanach, paraliż wrócił. Zamarłam. Bałam się zajrzeć do środka, tak bardzo się bałam. Miałam moją córeczkę na kolanach i nie potrafiłam się poruszyć. Z zamyślenia wyrwał mnie głos R. – Chcesz Ją zobaczyć.- oczywiście ze chciałam ale nie umiałam zapanować nad dłońmi, które tak spragnione teraz zastygły w bezruchu. – Czy Ty widziałeś…- zapytałam cicho. -Musiałem, musiałem wiedzieć czy to moja córeczka, tak to Otylka.

Delikatnie i niepewnie zaczęłam odginać karton. W środku był słój….

……………………………………………………………………………………………..

Kiedy wracaliśmy zapytał czy zabierzemy Pysię do domu, choć na chwilę … Nie miałam siły, zalana łzami siedziałam i szlochałam na przednim siedzeniu naszego auta. Miała takie sine ciałko. To zapamiętałam.

W domu pogrzebowym, Pani zapytała czy mamy nasze dziecko ze sobą. Odebrała od nas karton. Nie miałam siły na pożegnanie. Na nic nie miałam siły. Mojej córeczki nie było. Zostało Jej ciałko, takie … odmienione. Nie pamiętam swoich myśli, otumaniona emocjami i lekami byłam jak kukła. Pamiętam jak pojechaliśmy po kocyk, nie chciałam się z nim rozstać, ale wiedziałam że po to z nim spałam tyle nocy by moja córeczka miała przy sobie mój zapach, by było Jej cieplutko pod bialutkim kocykiem. Spojrzałam na półkę stały na niej dwa takie same misie, białe, milutkie, w czerwonych sweterkach, jeden dla nas drugi dla Pysi, i poświęcony medalik z Matką Boską. Zawieźliśmy te rzeczy, ale ja już nie byłam w stanie wysiąść z auta. Patrzyłam mętnym nieobecnym wzrokiem w dal… w Niebo… tak odległe… tak przyciągające i piękne…

W sobotę pojechaliśmy się pożegnać. Weszliśmy do pomieszczenia, w którym była ustawiona bialutka trumienka. Pan podniósł  wieko i wyszedł. Zostaliśmy sami w pomieszczeniu wyłożonym białymi kaflami. Emocje kotłowały się w nas niemiłosiernie. Popatrzeliśmy sobie w oczy… Spojrzeliśmy na misia który siedział i na nas patrzył i na kocyk. R. drżącymi palcami odkrył kocyk. Ciało Pysiuni spowite było w białą pieluszkę. Musieliśmy Ją zobaczyć. Była taka malutka. Małe usteczka się rozchyliły jakby chciała coś powiedzieć. Miała taki maleńki języczek. Obrzęk jakby ustąpił, paluszki były takie drobniutkie. Cała była drobniutka. – Jest taka zimna – łamiącym się głosem wydukał R. Nie miałam siły, opadłam na kolana. Nie miałam schematu jak przeżyć tą chwilę jak się pożegnać ten ostatni raz. Jak???? Nic więcej nie pamiętam, nawet nie wiem kiedy R. zrobił zdjęcie. Małe paluszki, schował je bym nie widziała, ale ja wiem gdzie je przechowuje, czasami tam zaglądam i nie mogę uwierzyć, nie pamiętam że miała taki kolor skóry… zapamiętałam zupełnie inny obraz…. zupełnie….

Niedziela… nie pamiętam jak minęła. Nie pamiętam. W poniedziałek rano, po długiej i nieprzespanej nocy, wślizgnęłam się do łazienki by z pięknych róż zrobić Pysi stroik z róż, ogromne serduszko z Aniołkiem. Nie wiem skąd miałam siłę, nie wiem. włożyłam w tą pracę całe moje serce, każdy kwiat musiał być idealnie dopasowany. Kiedy skończyłam tonęłam we łzach, ale wiedziałam ze muszę to zrobić sama. Dla mojej córeczki, coś osobistego.

Pamiętam cmentarz. Pamiętam jak szłam alejką niosąc w dłoniach serce z róż. Ramię w ramię szła przy mnie moja przyjaciółka. R. z chłopcami, nawet nie wiem gdzie się podziali. Stanęłam, zobaczyłam przez szklane drzwi białą trumienkę stojącą na katafalku. Moje dziecko, ból rozdzierał mi serce.

Kilka słów kapłana, przyniosło mi wtedy ukojenie, dziś nie pamiętam, wtedy też nie pamiętałam niczego. Wiem tylko że zanim wyszliśmy pocałowałam wieko trumienki. Chciałam Ją zabrać ze sobą. Myślałam że to nie dzieje się na prawdę. Pamiętam tylko że moje ciało przeszywały potworne dreszcze, a moje myśli i mój szloch przerywał szloch mojej przyjaciółki. R. płakał, silny facet pokonany swoim bólem. Mój tata, silny poważny facet też  płakał, teść też nie krył emocji…

I nagle staliśmy już nad grobem. Niczego nie pamiętam, kto stał przy mnie. Nie pamiętam żadnych słów. Nic… czarna dziura.

Biały krzyż.

Kolejny  w morzu białych krzyży….

i noc

pierwsza przespana noc od porodu.

Spokój duszy o duszę i ciałko Anioła…

59 myśli nt. „jak się pożegnać… jak wykorzystać czas… który się już skończył

  1. ~ziutka0710

    za chwile minie 4miesiace jak Moja Coreczka umarla mi na rekach w domu bo karetka nie zdazyla przyjechac do dzis placze calymi dniami i nocami chodze do psychologa ale mi to nie pomaga nie umiem sie otworzyc i rozmawiac o Niej w dniu w ktorym umarla przytulila mnie i pokochala nigdy nie zapomne tego dnia

    1. gemini Autor wpisu

      Nie umiem sobie tego wyobrazić nie umiałabym tego unieść w obecnym stanie psychicznym, płaczę , tak bardzo mi przykro, nie umiem Cię pocieszyć, chociaż bardzo bym chciała, ale cóż ja mogę, rozumiem że Twój „świat się skończył”,mam nadzieję że znajdzie się ktoś kto pomoże, ukoi, jak będziesz miała siłę napisz cokolwiek
      Tule
      (*)
      momofanangel@wp.pl

  2. Anonim

    Przykro mi ze tak się stało, współczuje Ci z całego serca, jestem z Tobą:*

  3. ~gemini

    Witaj Ago
    rozumiem Twój ból, wiem ze gdyby moja Otylka urodziła by się kilkanaście lat temu, tez bym jej pewnie nie zobaczyła, i tez nie pozwolono by mi jej pochować….
    nawet nie chcę o tym myśleć… boli potwornie
    zapalam światełko pamięci dla Twoich Aniołków(*)(*)(*)
    tulę w cierpieniu
    Ściskam serdecznie

  4. ~aga

    witaj,serce boli jak to czytam,łzy same cisną się do oczu,współczuję ci i jestem z tobą w twojej żałobie,ja nigdy nie widziałam swoich dzieci,nie pozwolono mi ich nawet pochować,nie wiedziałam nawet że mogę,bol i żal pozostały choć minęło już 14 lat,wiem,że gdzieś tam na górze czekają na mnie a ja często o nich myślę,dziś mam córkę 3-letnią i syna 12-letniego,patrzą na moje dzieci myślę jak dziś wyglądałyby moje dzieci,których nie mam przy sobie…cierpię do dziś…..

  5. Anonim

    Człowiek pozbiera się ze wszystkiego ale nigdy już nie będzie taki sam, Mama aniołka 26.03.2012 Musimy być silne dla naszych aniołków

    1. ~złosnica

      Skąd ja to znam, w styczniu 2013 roku moja córa skonczyłaby 17 lat, mam siotrzenice w jej wieku i czasami zastanawiam się czy ten ból kiedyś minie. Nie dotknelam jej ale pamiętam te cudwne 9 miesiecy w moim życiu kiedy była we mnie w środku, kiedy dojrzewałam do bycia mama i ta straszna chwile gdy mi ja odebrano.. Ona ma miejsce w moim sercu i nic tego nie zmieni… A Ty nie jestes sama bo masz swoje maleństwo tam u góry i masz nas matki aniołów

  6. ~marta

    Witaj, nie rozumiem tych komentarzy że czyjaś rozpacz może być przesadzona…daj innym mieć prawo do takiego spojrzenia ale nie obwiniaj się za to, że przeżywasz swój ból w ten a nie inny sposób.
    łzy mi się cisną jak czytam tego bloga i staram się w sobie współodczuć z Tobą stratę. Trochę przenoszę to na siebie, bo sama od 9 lat czuję jakbym żyła w wiecznej stracie…mój pierwszy syn urodził się z genetycznym zespołem willi Prader syndrom…pozdrawiam Ciebie, Twoją całą Rodzinę i Twojego Aniołka.

    1. ~JJ

      Jestem facetem ale czytając ten tekst ryczę jak małe dziecko! Nie ma takich słów aby opisać Twoje cierpienie!

  7. ~Jaga

    Trudno wyrazić słowa pocieszenia .WSPÓŁCZUJĘ serdecznie.Niedawno przypadkiem natrafiłam na 2 krótkie opowiadania J.Ch. Andersena.Są to ”Opowieść o matce” i ”Umarłe dziecko”.

  8. ~her

    Wydaje mi się to przesadzone, wręcz chore!
    Moje pierwsze dziecko zmarło 2 tyg. przed porodem,ale ani ja ani moja żona nie rozpaczaliśmy aż tak emocjonalnie. Raczej wierzyliśmy, że z jakiegoś powodu,którego może nie znamy lecz jest istotny – „tak miało być” i że jeszcze będziemy mieć dzieci… I tak też się stało – jest ich dziś całe 8 (ośmioro)

    1. ~gemini

      Cóż nie ma określonego schematu na przeżywanie żałoby po stracie dziecka, a nawet jakby był to moja żłoba, moja strata nie i dałabym sobie narzucić żadnego schematu… piszę to co czuję, jest to dla mnie pewna forma terapii, że mogę mówić o uczuciach, wylewać je z siebie bym w nich nie utonęła… to mi pomaga, i nie muszę na szczęście się zastanawiać czy to komuś się podoba czy nie
      Ja przez całą ciążę walczyłam o życie mojego dziecka, nie masz pojęcia jaka to była dla mnie trauma, ale pewnie się nie pofatygowałeś by przeczytać o mojej walce o życie córki, i co miałam się poddać bo mam dwoje dzieci lub założyć że będę miała kolejne… to dla mnie jest chore
      To było moje dziecko, może nie mam w sobie aż takiej wiary by stwierdzenie – „tak miało być”- było wyznacznikiem mojego dalszego życia… kochałam i kocham moje dziecko, mojego Anioła… i będę o nim pamiętać do końca życia bez względu na to czy będę miała jeszcze dzieci… bo kolejne dziecko nigdy nie będzie ZAMIAST
      a czy jesteś pewien czy Twoja żona nie ukrywała przed Tobą swojej rozpaczy… ja również zakładam maskę codzienności… nawet przed mężem który przewartościował swoje życie, czasami jednak kiedy widzę jego łzy, jak ogląda zdjęcia córki, mogę ją zdjąć i złapać oddech… głęboki
      Cieszę się w gruncie rzeczy że Wam się udało, choć jestem ciekawa Twojej opinii w momencie kiedy okazało by się że po tej stracie nie możecie mieć więcej dzieci… choć dobrze że stało się odwrotnie… że jesteś szczęśliwy

      1. ~her

        Nie chcę się wymądrzać, ale jednak przesadne (skrupulanckie) przeżywanie żałoby po prostu nic nie daje, a może zaszkodzić zarówno równowadze psychicznej jak i funkcjom rozrodczym w przyszłości. Kolejne dzieci są NAJLEPSZYM lekarstwem na obsesyjne rozważania o tym „co się stało, a się nieodstanie”. To, że się kochało tamto dziecko należy już uznać za temat zamknięty i zacząć myśleć o nowej miłości – do nowego życia! Inaczej można całkiem zamknąć się na to NOWE stawiając pomniki/ołtarzyki przeszłości.

        1. ~gemini

          Nie wiem czemu uważasz że moje przeżywanie żałoby jest przesadne?
          Nie zgodzę się jednak ze kolejne dzieci są lekarstwem jak piszesz…
          minęło prawie półtora roku a ja dopiero od niedawna mam siłę o tym myśleć i pragnąć…
          Miłość do dziecka tego tutaj czy Tam nie można uznać za temat zamknięty, to tak jakbyś powiedział o Twojej pociesze jak wyfrunie z gniazdka… miłość do tego dziecka to temat zamknięty
          PO drugie jest jeszcze mąż, który nie może poradzić sobie z przeżyciami z ciąży… nie jest gotowy na kolejną ciążę, wie że jakby coś było nie dać mogłabym nie dać rady… on też
          bo kolejna ciąża nigdy nie będzie już okresem szczęścia i beztroski… nie masz pojęcia co przeżywałam codziennie, włączając detektor i nasłuchując bicia serca…
          Nie stawiam ołtarzyków przeszłości, bo mój Aniołek jest ze mną teraz tu i będzie w przyszłości… mieszka w Niebie i we mnie ma swoje miejsce w moim sercu i w mojej duszy, a nie na ołtarzu…
          Pozdrawiam

          1. ~her

            Skoro tu piszesz to jednak wyrażasz potrzebę pomocy ze strony obiektywnego otoczenia – może więc warto tobie zastanowić się nad tym jak widzi taki problem ktoś inny, o podobnych doświadczeniach…
            Idąc do lekarza też najkorzystniej jest opowiedzieć o chorobie jak najwięcej by jak najdokładniejszą otrzymać diagnozę – no chyba, że ktoś nie chce się leczyć, ale usłyszeć „jaki on jest najbiedniejszy na świecie”.

            1. ~gemini

              Piszę bo uważam że warto rozmawiać o śmierci dziecka i o żałobie ze wszelkimi jej konsekwencjami nie wyrażam potrzeby pomocy, Ty nie możesz mi pomóc. Nie uważam się za osobę biedną, wprost przeciwnie…
              Dziękuję za dzielenie się Twoimi przeżyciami ale nie oczekuj że moje będą podobne, nie piszę pod publikę, piszę co czuję… nie będę czuć inaczej

              1. ~her

                Jestem pewien, że za kilka lat będziesz inaczej patrzeć an tę sprawę – bo w gruncie rzeczy jesteś SILNĄ OSOBĄ i choć w sposób irracjonalny to poradzisz sobie ze swoją obsesją!

        2. ~Tata Maćka

          Rozumiem że mamy zapomnieć o naszych małych iskierkach które dały tyle radości? Zapomnieć o nich o ich cierpieniu? Jeżeli tak myślisz TY to my tak musimy zrobić? A zamknąć to możesz sobie drzwi!!!!!!!!!!!

  9. ~Aleksandra

    Też umieram. Każdego dnia, każdy dzień jest rozrywający tęsknotą za małym Okruszkiem, podzielam Twój ból. Nasz małe Aniołki może bawią się ze sobą. Polecam Cię Jezusowi, który się teraz nimi opiekuje. Zostań pokoju bliska mi również Matko jednego z Aniołków. Wiele nas na świecie. W książce „Aniołkowe mamy” napisano, że każda kobieta, która musiała pożegnać dziecko jest najsilniejsza, czuje mocniej niż inne. Całym sercem.
    Kiedyś ich zobaczymy.

  10. ~40i4

    Rozkleiłem się…nie wiem co napisać, nie wiem co powiedziec…smutek i tyle…Mam 2 córki. Starsza, 7.5 roku to moje oczko w głowie. Jest tak cudowna ze nie dam rady tego opisać Jest madra, madrzejsza od swojego starego o 100 razy…jest ufna, pełna szacunku, kochajaca…to ucielesnienie dobra w kazdym wymierze…Młodsza: 2.5 roku to istny wulkan energii, czesto meczaca, denerwująca. Wkurzam sie na młodsza czesto moze dlatego, że jej istnienie powoduje, ze starszej nie moge poswiecic tyle czasu ile bym chciał ale tez jest cudowna wiec musze to jakos podzielic…Starsza raz mówi: gdyby mnie nie było to by Wam (rodzicom) było z Pola (młodszą) łatwiej…rece mi opadły. Na chwile straciłem siły do czegokolwiek. Przytuliłem to dziecko najmocniej jak potrafiłem i cały czas powtarzełem, ze ja kocham, kocham, kocham kocham…Nie potrafie wyrazić jak ja kocham zwykłymi słowami…to dziecko to miłosc mojego życia! Wiem, że zona o ta miłosc jest zazdrosna, wiem że jest zazdrosna o miłośc dzieci do ojca…widze że traci pewność siebie, że odczowa jakieś zagrożenie ze strony córek bo garna sie do mnie niesamowicie. O tym mazyłem przez całe życie…mam to co chciałem. Nie mam domu z marzeń, nie mam samochodzu z marzeń ale mam dzieci takie o jakich marzyłem całe swoje dorosłe zycie. A zaczałem marzyc jak miałem 20 lat…od 20-tego roku zycie chiałem miec dzieci…nigdy nie pomyslałem, zeby tylko był syn, córka itd,…zawsze tylko marzylem, żeby je miec, żeby były zdrowe itd…zero prywaty…i mam!!! Najkochansze dzieciaki na całym swiecie…Właśnie sobie zdałem sprawe, że moje życie sie spełniło…Mam to o czym marzyłem…nieopisane uczucie:) Pozdrawiam

    1. gemini Autor wpisu

      Trochę uderzyła mnie w Twojej historii ta granica którą postawiłeś między dziewczynkami, bardzo mnie denerwuje „segregacja dzieci” kiedy rodzice ustanawiają to moje a to twoje dziecko… ale bardzo kochasz swoje dzieci to widać, doceniaj ze masz je obie… przy sobie, ja nawet nie mogę sobie wyobrażać jaka była by moja córeczka, po kim miała by charakter, dzis wiem że mogłaby być mega urwisem… żeby tylko była…

    2. Anonim

      Moja Pola tez jest wkurzajaca. Może Pole tak maja. A może dlatego, ze jest młodsza:)

  11. ~Jola

    ten kto tego nie przeżył nie zrozumie.strata dziecka to strata własnego serca ,coś w nas umiera,…..Te­raz już wiem czym jest śmierć dziecka…
    Czu­je się wte­dy jak­by ja­kaś wewnętrzna siła roz­ry­wała naszą duszę ka­wałek po ka­wałku… 
    Zos­ta­wiając pus­tkę, której nie da się załatać… 

    osierocona mama….

    http://emil-lewandowski.kupamieci.pl/#/

  12. ~Monika

    Gdzie w Twoim zyciu jest miejsce na kolejne,zywe dziecko,skoro oplakujesz…zawartosc sloja? Ogarnij sie,kobieto!

    1. ~Kinga i mała Alicja

      Zamilcz! Kimkolwiek jestes! Nie masz prawa do takich słów! Kazdy ma prawo marzyć i kochać!! Zazdrościsz bo Ty nigdy nie bedziesz dobra matka!

      1. gemini Autor wpisu

        Kingo kochana ten wpis nie jest wart tylu emocji, TY wiesz ja wiem… całuski dla małej księżniczki, dziękuję że jesteś

    2. ~Kinga i mała Alicja

      A problemy emocjonalne lecz u psychiatry i nie dawaj im upustu na łamach tego bloga!!

    3. ~Barbara

      Monika, a gdzie w Tobie jest szacunek dla cierpienia drugiego człowieka, empatia, współczucie, takt i zrozumienie? Poradzę Ci tak jak Ty radzisz – ogarnij się kobieto! Przestań przysparzać cierpień pokrzywdzonym przez los i zanim zabierzesz głos użyj najpierw rozumu.

    4. ~Mariusz

      Co z Ciebie za człowiek?! Wstyd przynosisz swoją bezmyślnością…

    5. gemini Autor wpisu

      Moniko nie będę oczekiwać że zrozumiesz bo nie jesteś w stanie, ale nie będę Ci życzyć byś to przeżyła,nie umiałabym nie ze względu na Ciebie ale ze względu na dziecko…, nie oczekuję z Twojej strony empatii ale człowieczeństwa, ludzkich odczuć, szkoda że jesteś w nie taka uboga…
      Pewnie nie wiesz jak wygląda dziecko w 6 miesiącu ciąży, ciało mojej córki było ok 2 tygodni na badaniach, była w słoju żeby się nie rozłożyło… miała sine ciałko małego noworodka, to nie ma znaczenia ze miała tylko 24 cm długości, wyglądała jak maleńki noworodek, dziecko, miała buzię, oczki, nosek, usta i drobniutki języczek, rączki i maleńkie paluszki, nóżki, brzuszek, stopki, kiedy ułożyli jej ciałko w trumience spała….sobie w bieli
      ale co Ty możesz wiedzieć
      nie mam ochoty się ogarnąć na Twoje życzenie
      będę je opłakiwać do końca życia
      mam tylko nadzieję ze Tobie nie będzie dane sprawdzić co czuje matka po śmierci dziecka
      Pozdrawiam

    6. ~Camilla

      Do Moniki
      ALE MASZ STRASZNĄ DUSZĘ PANI MONIKO, TUPET,I BRAKI W CHARAKTERZE….JAK MOŻNA TAK PISAC PANI MONIKO????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!DZIS NIEDZIELA TO MOŻE CHWILA NA ZASTANOWIENIE NAD SOBA ŻYCZE POWODZENIA I NIECH PANI SAMAM SIE WPIWR I NAJPRZÓD OGARNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  13. ~m31

    Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Nie ma kojących słów w takich sytuacjach, śmierć kogoś bliskiego to śmierć części nas samych…W nas też coś umiera wtedy, zmieniamy się. Pamiętaj, że to życie tutaj to tylko etap przejściowy i spotkasz się z Córką po drugiej stronie. Ja głęboko w to wierzę, bo nie jest możliwe by tak okrutny świat jak ten był miejscem docelowym, po którym nic już nie ma…

  14. ~smierc

    mam ość w gardle …czytajac to …pamietam jak w piwnicy gdzie byla kostnica szpitalna, dalam dla corki spioszki ,sweterek, zeby jej niebylo zimno…tak ja ubrali ..ja niedalam rady …pamietam pomaranczowego hipcie …ktorego dalam jej do trumny…i szeleszcacy worek pod czapka na główce po sekcji zwlok ….zimną buzie….chociaz mineło 9 lat… :((

    1. gemini Autor wpisu

      światełko dla Aniołka(*)
      czas nie gra roli… nie goi ran… przyzwyczaja do bólu
      Pozdrawiam serdecznie i cieplutko tulę Twoje skruszone serce

  15. ~Beata

    Wiem co czujesz….to ból okropny ,który na zawsze pozostanie w sercu. Moja córeczka za miesiąc miałaby 18 lat. Ten dramatyczny dzień pamiętam jakby był wczoraj. Senność apatia dziwne samopoczucie wizyta w szpitalu….i tu dramat krwotok nagła decyzja cesarskiego ciecia mąż w samochodzie czekał na mnie a ja na stole operacyjnym walczyłam o maleństwo i siebie.
    z tego tylko pamiętam „tunel” na końcu którego był blask zieleń motyle spokój i słowa córeczki ” mamuś nie czas na ciebie ty wracaj ja tu zostanę” i się obudziłam z narkozy….wiedziałam że ona została Aniołkiem w innej krainie. Tego bólu nie da się…mogę tylko powiedzieć że łaczę się z Tobą w cierpieniu

  16. ~cierpliwy

    Staraj się nie okazywać bólu, bo sprawiasz przykrość temu Aniołkowi, który patrzy „z Góry” na Ciebie cierpiącą
    (Ona też ma na pewno wrażliwe serduszko) i gdyby mogła, to przekazałaby Ci wiadomość, że jest Tam szczęśliwa a Ty nie masz powodu do cierpienia, kiedyś przecież dołączysz do Niej a Ona na pewno będzie czekać na Ciebie i wówczas Ci te słowa powtórzy !!!

    1. ~kaja

      Wybacz, Cierpliwy, ale najgorsze co można zrobić, to nieokazywanie uczuć.

    2. ~Mariusz

      Kiepska rada- tłumienie uczuć wyniszczy człowieka bardziej niż poniesiona strata.

    3. gemini Autor wpisu

      Nie będę się starać nie okazywać bólu, wybacz, bo tłumione emocje zeżrą mnie żywcem, wiesz nie wiem czy Ona jest szczęśliwa, to takie myślenie życzeniowe, tak jest tak łatwiej…wiem rozumiem Twoje argumenty, ale nie jestem bezdusznym stworem… oprócz rozumu mam duszę która miota się w codzienności, ale nie martw się mam chwile radości i szczęścia które daje mi moja rodzina

  17. ~marta

    Wspolczuje Ci calym sercem…wiem co to strata dziecka…moje dzieciatko zmarlo majac zaledwie 4 miesiace…straszna choroba odebrala mi go w niecale dwa dni…sepsa to dla mnie przeklenstwo!!! Lacze sie z Toba w bolu i w modlitwie

  18. ~Aleksander

    Każda śmierć jest do innych podobna. I zarazem jest zupełnie. Umarło Twoje maleńkie dziecko. W szpitalu umiera teraz mój 86-letni tata. Codziennie jestem u niego i każdego dnia, wraz z każdą wizytą widzę, jak wyciekają z niego siły, jak ulatuje z niego życie. Jeszcze mnie poznaje, uśmiecha się na mój widok, ale zaraz potem wpada w letargiczny stan, staje się nieobecny, zwalnia uścisk swojej ręki. Wiem, że pewnego dnia przyjdę tu i zastanę puste zimne łóżko. To nieuchronne. Nie do zatrzymania. Nie do wypłakania.

    Tobie pozostały jedynie niespełnione marzenia, plany, które nigdy się nie spełnią. Mi pozostaną wspomnienia. Mocny uścisk męskiej ręki, który czuję i który będę czuć, nawet gdy moja dłoń też kiedyś osłabnie. Patrzymy na śmierć naszych najbliższych z zupełnie innych perspektyw. Ty z perspektywy niespełnienia miłości do Małej, ja z perspektywy spełnionej miłości syna do ojca i ojca do syna. Tobie nie było dane Jej pożegnać, ja mojego tatę odprowadzam, idziemy wolno przez jego ciche cierpienie, widzę, że zasypia. I codziennie mówię mu „dobrej nocki”, tak jak zawsze do mnie mówił. Wiem, że pewnego dnia już się ze snu nie obudzi.

    Jesteśmy, Ty i ja, jakby po różnych stronach tego samego. I może właśnie w tym, że patrzymy na Panią Śmierć, na nią samą, jest to, że jakkolwiek doświadczamy spotkania z nią inaczej, będziemy umieli się zrozumieć. Pochylam się nad Twoją rozpaczą i przynoszę Tobie swoją. W spotkaniu rozpaczy rodzi się (współ)czucie. Jestem blisko i pamiętam w modlitwie.

    1. gemini Autor wpisu

      Tak bardzo mnie wzruszył Twój wpis, myślę o tym od wczoraj kiedy go przeczytałam… nie mam słów by wyrazić co czuję… moze pewnego rodzaju spokój może ukojenie… Dziękuję za balsam na duszy, za emocje, za uczucia, za szczerosć, będę pamiętać … w modlitwie

    1. ~sylwetka74

      Niestety jest to jedyna rana, która nigdy się nie zagoi. Po pewnym czasie można przyzwyczaić się do bólu i jakoś żyć, ale ból i poczucie straty bądą naszymi towarzyszami już na zawsze

      Skąd to wiem? Od 15 miesięcy sama jestem Aniołkową mamą

      Łącze się z Wami w cierpieniu

    2. ~Aga

      Taka rana nigdy się nie goi….
      mój Synek odszedł 5 lat temu,
      i nadal boli….

    3. gemini Autor wpisu

      może kiedyś się zagoi, może przestanie jątrzyć, moze kiedyś uda mi się złożyć rozkruszone serce i dusze w jedną całość… może…
      lecz blizna pozostanie na zawsze i ból…. ogromny ból

  19. ~Kinga i malutka Alicja

    Nie potrafie sobie nawet wyobrazic Twojego cierpienia. Wtedy i teraz…
    Wiem tylko czym jest strach i obawa przed utrata najcenniejszego. Dziecka. Oczekiwanego. Coreczki.
    Modle sie do Boga by nie pozwolil mi tego doświadczyć
    Zeby przeczytac Twoj piekny i poruszajacy wpis. Musialam odrzucic strach. Inaczej nie dalabym rady…

    Kiedys myslalam ze choroba genetyczna jest ujma na honorze. Ze tego nalezy sie bac. Dzis wiem, ze moge zaakceptowac kazda wade a boje sie tylko smierci…

    Jestem z Toba, tak jak Ty ze mna. Myslami.
    Dziekuje.

    1. Anonim

      Moje dziecko mi odebrała praca w biedronce to był 13 tydzień ciąży do dzisiaj jest mi ciężko ……
      Współczuję Ci… :(

      1. Anonim

        Rozumiem Cię doskonale 5 lat temu pochowałem mojego małego synka wszyscy mówili że będzie dobrze ale dobrze już nigdy nie będzie. Biję się z myślami, jak mam kiepski dzień zastanawiam się jak by było gdyby żył . Może zrobiłem zbyt mało mogłem zrobić więcej?. Nie wiem mój malutki synek po 15 miesięcznej walce usnął w domu z swoim starszym bratem mama i ze mną . Może tak chciał nie miał już siły walczyć.Chciał wrócić do domu spotkać się z swoim bratem? Wiem że jest z nami ale życie mojej rodziny nie jest już takie jak wcześniej. Musimy z tym żyć tak jak ja tak Ty. Jeżeli masz wsparcie w osobie która kochasz będzie wam łatwiej ale nigdy nie będzie tak jak wcześniej.

        Tata Maćka

        1. gemini Autor wpisu

          Dziękuję CI za te słowa masz rację nic już nie będzie tak jak dawniej, bo ja nie jestem tym samym człowiekiem…
          Zapalam światełko pamięci dla Twojego synka(*)
          POzdrawiam serdecznie

    2. gemini Autor wpisu

      Kingo kochana przytulam Cię z całego serducha, ciebie i maleństwo… myślę cieplutko, dziękuję

Możliwość komentowania jest wyłączona.