Utracona beztroska osieroconej matki

W wigilijny wieczór zasiadłam u rodziców do Skypa, na ekranie mój brat, inny kraj, inna rzeczywistość, inne podejście, beztroska. Rozmowa o świętach i o niczym tak naprawdę przeszła na inny tor, rozwiązania na które razem oczekiwali. Wiedziałam że mają termin porodu na ostatni dzień starego roku. Zapytałam więc, czy jak bratowa nie będzie miała skurczy, czy mogą pojechać do szpitala. Ja byłam szczerze zaniepokojona, że do tej pory nie miała żadnych skurczy takich przepowiadających.

On ze stoickim spokojem odpowiadał na moje obawy. W Anglii nie może bez skurczy zgłosić się do szpitala, nawet jeśli już minął termin porodu. Trzeba cierpliwie odczekać dwa tygodnie. Ja byłam w szoku. Jak to? Żadnego ktg? Żadnego częstszego monitorowania? Zadawałam coraz więcej pytań, uczulałam go że to przecież o życie Jego dziecka chodzi, czy nie nie będzie mógł jakoś wpłynąć by ten okres skrócili. Odpowiedział, że nie.

Naciskałam dalej, a on przekonywał mnie że nic nie zrobi tam tak jest i już. Muszą to zaakceptować. Ja nie umiałam się pogodzić nawet z samą myślą. Tak samo jak  z ich beztroskim myśleniem o narodzinach. Mi taką beztroskę odebrała śmierć. Choć z drugiej strony to chyba dobrze, bo ja bym chyba znów chciała odzyskać takie beztroskie myślenie, tak po prostu by nie zwariować.

***************************************************

Po jedenastej w Sylwestrową Noc wysłałam  sms z zapytaniem czy mała się urodziła. Cisza. Z biegiem czasu ta cisza  stawała się coraz bardziej denerwująca. Kiedy zadzwonił telefon,spojrzałam na wyświetlacz, brat. Było  dokładnie pięć minut przed północą, oczekiwałam  samych dobrych i radosnych wieści.

Lecz to by było zbyt piękne i zbyt proste… Życie.

Mąż z chłopcami wyszedł na balkon,poczułam powiew wiatru i głośny huk wystrzeliwanych fajerwerków,  odstawiłam kieliszek i wyszłam do drugiego pokoju. Z telewizora dobiegało odliczanie.

Brat zadawał mi jakieś dziwne bezsensowne pytania, typu gdzie jestem, co robię, z kim jestem. A potem się rozpłakał. I to wcale nie z radości.

Nogi się pode mną ugięły. Przysiadłam na łóżku, Bóg mi świadkiem że byłam blisko omdlenia. W głowie rysowały się obrazy… Nie pytajcie jakie. Krzyczałam bezgłośnie całą sobą – Nie… Musiałam zagłuszyć w sobie te złe obrazy, wystrzeliwałam z siebie grad pytań. Musiałam zagłuszyć bo nawet odgłos fajerwerków, a była już 12 w nocy nie był w stanie ich zagłuszyć. A w słuchawce  nadal słyszałam tylko szloch. Krzyknęłam w końcu, nawet rzuciłam przekleństwem, nie wiem czy z bezsilności, czy aby oprzytomniał. Ale udało się.

Kiedy powiedział – Z małą wszystko w porządku urodziła się 20 minut temu.- lekki powiew spokoju trochę przywrócił mnie do rzeczywistości. Nic jej nie jest, urodziła się. Żyje. Żyje. Boże jaka ja wtedy poczułam się szczęśliwa.

I wtedy on wyrwał mnie z tej błogiej szczęśliwości – Nie umieli zatamować krwawienia, zabrali A. na blok jest teraz operowana. Nie pozwolili mi tam wejść. Nie wiem co się dzieje. Nic mi nie mówią. Przepraszam że zadzwoniłem, ale nie miałem do kogo. Ty wiesz co mogę czuć. Prosił bym nikogo nie informowała, bo nie poradził by sobie z gradem pytań i gratulacjami.

Prosiłam by mówił jak się zaczęło, miałam nadzieję że im dłużej przeciągnę tą rozmowę tym mniejsze będzie jego odczucie upływającego czasu. Uspokajał się, trochę nawet rozluźniał. Musiałam zająć mu głowę.

Wody odeszły Jej w niedzielę. Pojechali do szpitala, zrobili badania i puścili do domu. Nie mogłam tego zrozumieć. Co, puścili do domu? Wyjaśnił mi że wręczyli im ulotkę że takie postępowanie jest bezpieczne zarówno dla matki i dla dziecka, bo matka jest w swoim naturalnym środowisku i nic im nie grozi, a zgłosić się mogą dopiero po 24 godzinach jeżeli nadal nie będzie skurczy. Byłam w coraz większym szoku. On nie wiedział o co mi chodzi, znów ta beztroska, której mi już brak.

Skurcze się nie pojawiły, ani w ciągu dwóch dni w domu, ani w szpitalu, ani po lekach ani po kroplówce. Po Oksytocynie mała się urodziła. Nie umiał mi jednak powiedzieć ile waży i ile mierzy, bo lekarze i położne zajmowały się zatamowaniem krwotoku u A.

Wtedy musieliśmy przerwać połączenie bo przyszła pielęgniarka by zająć się małą Berry :) .Wtedy to ja się rozryczałam. Mój mąż nie wiedział co się stało. Przytulał. Wręczył mi słodkiego szampana, był Nowy Rok, ale mi szampan smakował już tylko goryczą. To co w sobie skumulowałam przez te kilka minut musiało wystrzelić jak korek.

Kiedy zadzwonił ponownie usłyszałam jak mała kwili… dziwne uczucie. O A. dalej nie miał żadnych wieści. Zanim ją zabrali uciskali jej brzuch by spowodować skurcze zamykające macicę, gdy to się nie udało musiała  podpisać zgodę na usunięcie macicy w razie komplikacji. Był teraz z córką i czekał na wieści o żonie. I był przerażony. Radość z narodzin dziecka połączona z przerażeniem o życie żony, niezły koktail by wznieść toast za zostanie ojcem.

Mała Berry została w pokoju, bezpieczna z tatą przecież. Nie mogłam zasnąć mimo iż po trzeciej w nocy musiałam wstać do pracy. Dostałam wiadomość, że z A. w porządku, jeszcze jej nie obudzili, śpi, ale najgorsze za nimi. Byłam spokojna.

Potem po pracy zadzwonił. Był szczęśliwy. Opowiadał o małej Berry, a w tle usłyszałam płacz noworodka. Musiałam zakończyć połączenie bo po moich polikach spływały łzy.

Moje dziecko nie płakało.

Pewnie niektórzy myślą że jestem zazdrosna o małą Berry. Nie nie jestem. Myślałam że umrę jak brat zadzwonił. Uśmiecham się jak patrzę na fotki. Fakt, ciężko było wejść do sklepu by kupić sukienusię. Boli bardzo to, że ja po porodzie martwego dziecka zostałam sama. Wtedy nikt nie zadzwonił. Nikt. Boli mnie że moje dziecko nie było tak wyczekiwane przez dziadków… przez rodzinę. Trudno mi czytać komentarze pod zdjęciami małej Berry na profilu mamy, że jest przeszczęśliwą Babcią. Boli bo jak urodziła się Otysia, nikt nie zamieścił takiej informacji… Bolało jak tata wsiadł w samolot w trzecim dniu po narodzinach Berry i poleciał do Anglii, a o to by poznał Misia prosiłam trzy tygodnie, a dzielą nas raptem trzy minuty autem. Boli jak się chwalą wnusią. Nikt nie wspomina że to jest druga wnusia. Nie zapomnę jak przyjaciółka mamy powiedziała, że mama dopiero zostanie prawdziwą Babcią jak się córka brata urodzi. A Ona już była babcią, mieli już wnusię, Otysię…

Zapomnieli?

Było mi źle. Nie umiem sobie poradzić z żałobą. Z emocjami. Postanowiłam porozmawiać z mamą. Uznałam że już czas. Porozmawiałam. Było burzliwie. Mój żal, kontra Jej żal. Chciałabym by zrozumiała że ja sobie nie poradzę z moją żałobą jak oni mi nie pomogą…

Czy zrozumiała. Nie wiem…

 

 

 

 

219 myśli nt. „Utracona beztroska osieroconej matki

  1. Anonim

    Może Twoi rodzice nie umieli pogodzić się z Twoim bólem…pomyśl o tym z tej perspektywy. Ja w moich najcięższych chwilach tez czułam ból.. Ból i strach. Nikogo przy mnie nie było. Tylko pretensje .. ale dziś wiem, że po prostu moi rodzice nie umieli sobie poradzić z moim bólem, z moim problemem…. może i u Ciebie tak było. Czasem nasi najbliżsi nie wiedzą po prostu co zrobić. moze nie umieszczali zdjęc bo bali sie że Ciebie to może zranic… pomyśl o tym…..

    1. ~matka

      Ja też straciłam dwoje nienarodzonych dzieci,powtarzam sobie często ‚nie płacz matko proszę,ja idę do Nieba na czyste rozkosze,Twoja luba córka/syn/oblecze się w piórka, z aniołkami siędzie, Matko źle ci będzie mieć swego aniołka?/Urszulka Kochanowska/

    2. gemini Autor wpisu

      Im było ciężko…
      tak pewnie tak
      to ja urodziłam moją córeczkę
      głaskałam jej martwe ciałko
      ja zegnałam je w białej trumience
      ja stoję nad grobem codziennie
      tak powinnam pomyslec co czują inni
      zwłaszcza Ci którzy nie wiedzieli co ja czuję bo ich zwyczajnie nie było
      tak oni sobie nie umieli poradzić
      a ja
      dlaczego ja muszę ciągle uważać by kogoś nie wprawić w zakłopotanie wypowiadając imię mojego dziecka…
      no właśnie dlaczego

  2. ~ivett

    Przeczytałam wszystko, co napisałaś, każdy post…i wypłakałam kilka paczek chusteczek…Bardzo Ci współczuje… Wiem, że żadne słowa nie przyniosą Ci ukojenia, ale wiedz, że są ludzie, którzy myślami i sercem są z Tobą! Życzę Ci najmocniej jak umiem, byś na nowo odnalazła siłę i radość, bo na to zasługujesz! Ściskam Cię mocno!!!

  3. ~Marta

    Witaj :)
    Może tu troszkę nie pasuję – nie straciłam Dzieciątka. Ja nie mogę zajść w ciążę, brak jajowodów. Na in vitro nie ma szans. Ale jestem pogodzona z losem,mam wspaniałego,adoptowanego syneczka-już gimnazjalistę. Sercem jestem z Wami, Mamusie :) Macie prawo do pamięci swoich Aniołków. Pozdrawiam serdecznie!

  4. ~ewa

    nie mogę zrozumieć tego innego traktowania wnucząt, moja koleżanka usłyszała od teściowej – moje wnuki to od córki a te od syna to nigdy nie wiadomo….
    A tu dziadkowie nagle dostali miłosnego szału na punkcie dalekiej, odległej Wnusi…. a podobno wszystkie dzieci nasze są.

  5. ~magda

    Idealnie rozumiem o czym piszesz. Moje pierwsze dziecko straciłam w 2007 roku. Pamiętam to jakby było wczoraj i nadal potrafię płakać po jego stracie. Na usg dowiedziałam się, że serduszko nie bije i muszę przyjechać na oddział, by inni lekarze to potwierdzili, a potem skrobanka. Od mamy usłyszałam „…nie martw się widocznie tak miało być, jesteś młoda, będzie kolejne dziecko”. Łatwo mówić komuś, kto nigdy tego nie doświadczył. Poza mężem, siostrami i teściową nie bardzo bliscy się przejęli. Nawet byłam na terapii, która mi pomogła żyć dalej, ale moja mama mnie wyśmiała, bo przecież przesadzam, to nic takiego, kobietom to się zdarza. Owszem zdarza, ale nie można wymazać z pamięci straty dziecka, obojętnie w którym miesiącu by to było. A jak ktoś tego nie rozumie to może lepiej, żeby nie wypowiadał głupich komentarzy czy na siłę pocieszał. Dzisiaj mam prawie trzyletnią córeczkę, która jej moim oczkiem w głowie, ale ciąży z nią nie wspominam dobrze pod względem psychicznym, bo strach był. O kolejnym dziecku nie myślę, bo się boję i już chyba tak zostanie.

  6. ~wildthing

    Serce pęka jak się czyta te wszystkie komentarze. Jak dużo cierpienia i bólu…… Prawda jednak jest smutna, że z tym bólem zawsze kobieta pozostaje sama i sama musi się z nim uporać. Wydaje mi się, że brak wsparcia nawet od tych najbliższych wynika z ich bezradności, niemocy i nieumiejętności zachowania. Skoro nie wiedzą jak się zachować to udają, że nie ma sprawy a może myślą, że udając, że nie ma sprawy wszyscy szybciej zapomną…..?

  7. ~Monika

    Popłakałam sie znam to uczucie utraty dziecka choć ja 2 krotnie utraciłam je w pierwszych tygodniach ciaży i ze mną wtedy nikogo nie było mimo iz upłynęlo już sporo lat dalej boli. Łączę sie myślami z tobą i modlę o ukojenie dla każdej kobiety która utraciła swojego aniołka, swój bezcenny skarb.

  8. ~Aga78

    Ja pochowałam moich synków 10 lat temu… urodzili się za wcześnie w 6 miesiącu, żyli 1 i 4 dni… moją żałobę do dziś chowam głęboko w sobie…
    nikt ze mną nie rozmawiał, nie pomógł, nie „pozwolił” płakać, nie płakał ze mną… zdusiłam to w sobie
    i mimo że po 7 latach starań mam cudowną córkę
    i tkwi to we mnie jak bomba zegarowa…
    rodzinie ciężko jest rozmawiać na ten temat… chyba nie potrafią, może nie chcą…
    trzymajcie się kobiety
    musimy być silne, same dla siebie…
    takich „przypadków”, sytuacji, tragedii jest tak wiele… a tak mało osób chce nam pomóc

  9. ~matka

    wiecie ja też poroniłam w 8 tc myślałam że to koniec świata płacz i żal do całego świata. po roku zaszłam w ciąże udało się… i po kolejnych dwóch również. Teraz mam dwie wspaniałe córki jedna ma 9 druga 7 lat. Może jestem dziwna i pozbawiona uczuć ale czas zagoił ranę pamiętam, bo chcę ale już tak nie boli tak musiało być…

  10. ~Garnizon

    Pamiętam, to była Wigilia 1991 kiedy moja siostra podczas kolacji ogłosiła wesołą nowinę, że za 5 miesięcy będzie mamą. Niestety w nocy musiała pojechać do szpitala (ja miałem wtedy 10 lat więc nie wszystko rozumiałem). To były chyba najgorsze święta jakie można sobie wyobrazić, pierwsze dziecko, pierwszy wnuk i wszystko prysło. Była tylko przeszywająca cisza w domu. Pamiętam jak cierpiała przez kolejne miesiące. Ale nie poddała się, dziś jest matką dwójki dorosłych dzieci, tak więc drogie Panie głowa do góry, bo życie biegnie dalej.

  11. ~magda

    Dzis moje blizniaki mialy by 4 lata a pamietam ten dzien jak by to bylo wczoraj. Zadnej informacji od lekarza a martwe dzieci rodzilam w pokoju w ktorym lezalam z inna dziewczyna. Byl to 20 tydz.tzn. obaj zyli w brzuchu ale po porodzie zaraz umarli. Nigdy nie zapomne jednej pielegniarki ktora zrobila mi wyrzuty ze MUSZE POCHOWAC DZIECI BO DOSTANE 13 TYS ZL i nie zrobilam tego. To byl szok a teraz zaluje swojej decyzji…

  12. ~shade

    doskonale ciebie rozumiem..najgorzej jak zostajemy z bólem sami.może mama nie wiedziała jak z toba rozmawiać..moze nie chciała wspominac ci tego..nie wiem.wiem,że zrozumiec cie może tylko inna mama aniołka

  13. ~Jo

    nie prawda ze trzeba czekac 2 tyg po terminie porodu , tydzień przed porodem nma się ostatnia wizyte z polozna i wtedy on mowi ze jak nie urodzi się do czasu 7 dni czyli terminu porodu zglosic się do niej znowu i ona znow bada tętno. i wtedy dzwoni do szpitala i oni tam już ustalają dzień przyjazdu taki ostateczny w razie jakby nie było skurczy i nie jest on później niż 7 dni po terminie ,a wtedy w szpitalu lezy si epod ktg i czeka co dalej ,jak zanika tętno to szubko cesarka a jak wszystko w porzdaku to czeka się na porod

    1. gemini Autor wpisu

      Nie wiem o jakim kraju piszesz
      Oni mieli wybrany szpital i brak kontaktu z lekarzem tylko z położną
      do dwóch tygodni mogła ciążę przenosić
      bez skurczy tak samo jak po odejściu wód nie mogli się zgłosić

      1. ~Żaneta

        Gemini, najwidoczniej za mało się starali. prawda jest taka, że w Anglii służba zdrowia nie działa tak jak powinna, są lepsze szpitale i gorsze. Wszystko da się załatwić, jeżeli się wie jak i próbuje się dowiedzieć. Prawie wszystkie moje znajome miały wywoływaną ciązę, wcale nie musiały czekac 2 tygodnie po terminie, a jak już wody odejdą to nie zgodziłabym się na wsyłanie do domu. Przecież dziecko jest wtedy niedotlenione!

        Wielu polaków popełnia ten błąd. Naprawdę nie wiem dlaczego.

        Bardzo Ci współczuję z powodu braku wsparcia co do żałoby. Wierzę, że jest trudno, ale miejmy nadzieję, że z czasem będzie Ci chociaż trochę łatwiej.
        I może jesteś podświadomie zazdrosna. Ale czy nie masz prawa? Zazdrość to bardzo normalne, ludzkie uczucie. A tym bardziej w takiej sytuacji :)

        Pozdrawiam.

      2. ~Ania

        W Irlandii tak jest. Jeżeli nie urodzisz przed terminem, to po terminie chodzisz 2 tyg i dopiero wtedy zaczynają coś robić. Dziewczyna kuzyna w tym roku tam rodziła, więc wiem. Ja zgłosiłam się w Polsce dzień po terminie i przyjęli mnie na oddział. Codziennie ktg, co 2 dni badanie, a po pięciu dniach urodziłam Synka:) byłam tak zestresowana przez całą ciążę (pierwszą poroniłam w 7 tyg)

  14. ~uk35

    Współczuję i doskonale rozumien wszystko o czym piszesz tutaj. Mam podobne odczucia. Żal, że to nie moje maleństwo płacze. ale i radość, że innym się udaje. Wiem jakie to trudne. Trzymaj się

  15. Anonim

    A może przeczytasz „Niebo istnieje…naprawdę!” – to taka książka, w której ten temat pojawiasię nie jako główny, a le myślę ,że może pomóc… nie tylko katolikom :-)
    Pozdrawiam wszystkich Rodziców – gdziekolwiek są ich Dzieci
    M.

  16. ~HEKSA

    MAM 2- SYNKOW NA CMENTARZU, KAMIL BYL PUSZCZONY PRZY KAPIELI – URAZ MUZGU, ZMARL NA DRUGI DZIEN W 12 DOBIE PO PORODZIE, ARON URODZIL SIE MARTWY W 5-MIESIACU. ZERO PSYCHOLOGA, JAKIEJ KOLWIEK POMOCY OD LEKARZY – BYLAM Z TYM SAMA I JESTEM DO DZIS, MAM OCZYWISCIE 2- CORKI STARSZE, 4 WNUKOW I 1 WNUCZKE, ALE SMIERC MOICH SYNOW NADAL BOLI MIMO ZE KAMIL ODSZEDL W 1983r ARON 2 LATA PO NIM , MAM OCZYWISCIE GROB CHLOPCOW, LEZA RAZEM, DOM WYBUDOWALISMY W OKOLICY GDZIE LEZA NA CMENTARZU

  17. ~Asia

    ja również jestem mamą Aniołka. 33tc ciąża wręcz książkowa, Adaś nieco jednak mniejszy niż wskazywałby na to wiek ciąży. Poświąteczna wizyta na USG i pytanie lekarza: czy pani czuje w ogóle ruchy dziecka? zalał mnie zimny pot, za chwilę diagnoza: ciąża obumarła. pani dziecko nie żyje….. świat mi się zawalił. 5 dni wcześniej idealny zapis KTG. :( i jak dalej żyć:( odpowiedzi na pytanie ‚dlaczego’ nie znamy..

  18. ~noki

    poroniłam 4 razy, 2 razy w 20 tygodniu. było ciężko, ale trzeba walczyć. nie użalać się nad sobą, bo to nic nie daje, tylko wziąć się w garść. trzeba wierzyć, że się uda. mi się udało i mam córkę. żałoba owszem, ale nie do końca życia, bo życie, mimo tragedii, toczy się dalej. przestańcie żyć przeszłością, budujcie przyszłość. miałam wsparcie, szczególnie męża, ale po pewnym czasie nasze otoczenie jest już zmęczone naszym użalaniem się i smutkiem. co wam daje takie wkręcanie się i dołowanie? nic, tylko was wypala. czasu nie cofniecie, nic nie zmienicie, a tylko stajecie się zgorzkniałe. najlepszym lekiem na ból po stracie jest następne dziecko. pamiętam o dzieciach, które straciłam, ale moja córka jest ważniejsza i dla niej chcę żyć i być szczęśliwa.

    1. ~Lara

      Nie do końca masz rację. Każda kobieta reaguje na stratę dziecka inaczej. Ty masz po prostu taki bezrefleksyjny charakter, ze nie rozpamiętujesz tragedii i idziesz ostro do przodu. Ale są kobiety bardziej wrażliwe, dla których strata dziecka ( nawet w pierwszych tygodniach ciąży ) jest dramatem. Ja w ogóle nie wyobrażam sobie aby po 4 poronieniach znowu zajść w ciążę. Miałam dwa ( w 8 i 10 tygodniu ciąży ) i to mnie skutecznie wyleczyło z marzeń o tym, zeby byc matką. Mam psa. dwa koty i to mi wystarcza. Nie chcę już dzieci, bo jakbym znowu poroniła to pewnie skończylabym w wariatkowie, albo na sznurze. Ale są takie prymitywne kobiety, dla których smierć dziecka nic nie znaczy i one póbują bez końca. To kwestia wrażliwości.

      1. ~Marzena

        Sama jesteś prymitywna,
        poroniłam 2 razy – 10 i 8 tc, jedno miałoby 5 a drugie 4 lata, za każdym razem dzieci miały imiona, i za każdym razem musiałam przeżyć żałobę. Od początku byłam z tym sama, a po drugim poronieniu partner dodatkowo mnie zostawił. Co miałam robić…użalać się nad sobą jak się wszystkie użalacie. Trzeba się wziąć w garść, życie toczy się dalej…Mam koty, to była moja metoda na samotność, ale nie chcę skończyć, życia z kotami. To jest pójście na łatwiznę. Pragnę dziecka i wierzę, że mi się jeszcze uda.

        1. ~Monika

          Strasznie mi przykro, że partner kopnął cię w tyłek w takiej sytuacji. Jak po raz trzeci zechcesz mieć dziecko, lepiej wybieraj tatusia.

      2. ~noki

        prymitywem to ty jesteś. chodziłam na psychoterapię i było mi bardzo ciężko, ale po prostu chciałam mieć swoje własne dziecko, a nie tylko patrzeć na inne szczęśliwe matki z maluchami. dwa razy doszłam do 20 tyg, tzn. od miesiąca czułam ruchy dziecka, to dopiero siada na psychę jak tracisz ciążę. jak wpłynęły na mnie 4 poronienia? na pewno nie wierzę w Boga, bo nie wiem jak miłosierny Bóg w swojej wielkiej dobroci mógłby robić takie rzeczy. stwierdziłam, że skoro Los (jakaś siła wyższa) jest przeciwko mnie, to ja mam to gdzieś i będę walczyć. czytaj moją wypowiedź ze zrozumieniem. po stracie jest ból i żałoba, ale dziewczyny, weźcie się w garść. skoro innym się udaje i są matkami, to dlaczego nie wy? gorsze jesteście czy co? byłam gotowa poświęcić wszystko, aby zostać matką. przeleżałam całą ciążę, prewencyjnie szew na szyjce i leki przeciwskurczowe, 2 planowe pobyty w szpitalu, non stop Duphaston i Luteina. wiedziałam, że mnie to czeka i świadomie zaszłam w ciążę, bo chciałam być matką.
        użalanie się nad sobą sprawia, że stoicie w miejscu. partner was wspiera, ale myślcie też o nim. skąd on ma brać siłę, skoro wiecznie musi was pocieszać? przejdźcie przez żałobę, parę miesięcy, ale rozwijajcie się też. ja po paru miesiącach tłumiłam uczucia w sobie, widziałam, że otoczenie jest już zmęczone tym tematem. co wam daje rozpamiętywanie straty w nieskończoność? myślcie o przyszłości, o dzieciach, które żyją, walczcie o udane macierzyństwo , bo każda kobieta na nie zasługuje.
        pamiętam o moich zmarłych dzieciach, ale najważniejsza jest moja córka, która żyje. myślicie, że wasze zmarłe dzieci chciałyby, żebyście z ich powodu się unieszczęśliwiały?
        ty, Laro, się poddałaś. skoro zwierzęta ci wystarczają, twój wybór. przykre, że byłabyś gotowa popełnić samobójstwo po następnej stracie i zostawić partnera i rodzinę. to chyba powinno cię skłonić do refleksji nad relacjami z otoczeniem.

        1. Anonim

          Być może masz rację noki. Być może się poddałam, ale ja tak tego nie odbieram. Być moze moja determinacja aby posiadać dziecko nie byla aż tak silna jak twoja. Zapewne nie mam aż tak silnej psychiki jak ty. Ogolnie nigdy specjalnie nie przepadalam za dziećmi. Jednak zawsze chcialam mieć własne. I wiem, że bardzo bym je kochała. Całkowicie świadomie zaszłam w obie ciąże, bo pragnęlam mieć dziecko. A kiedy okazalo się, że jestem w pierwszej ciązy oszalalam ze szczęścia. W drugiej był już duzy strach, że sytuacja się powtórzy. I niestety, najpierw jedno poronienie, a potem drugie. Psychiatra, psycholog, terapia. Bardzo źle to wszystko zniosłam, być może dlatego, że jestem wrażliwsza od innych. Zrozumiałam jedną sprawę, że nie warto dążyć do czegoś za wszelką cenę. Kobieta, ktora nie ma dziecka nie jest w żaden sposób gorsza od tych, ktore dzieci mają – niekiedy zresztą przez zwykły przypadek. Cieszę się, że tobie udało się wreszcie dopiąć celu. Ja po prostu nie chciałam przechodzić przez to co ty. I mam do tego pełne prawo. Dla mnie moje zdrowie psychiczne jest ważniejsze od tego czy będę mieć dziecko czy nie. Takie są moje priorytety. Mój partner w pełni to akceptuje, bo jemu bardziej zależy na mnie niż na dziecku. Tak się czasem zastanwiam i dochodzę do wniosku, że w Polsce niektore kobiety walczą o urodzenie dziecka z taką determinacją nie tyle dla siebie, ale po to aby udowodnić rodzinie, otoczeniu,koleżankom, że oto nie jestem gorsza od was ! Mam dziecko, zatem jestem w pełni kobietą ! Czasem też taki warunek stawia im mąż/partner grożąc że w przeciwnym przypadku je zostawi. Podobny pogląd mam też w sprawach życia i smieci. Nie uważam, że człowiek nieuleczalnie chory, np. na raka ma obowiązek walczyć do końca, cierpiąc w męczarniacjh. Uwazam, że jak ktos ma taką potrzebę to moze walczyć. Ale jak ktoś nie czuje sie na silach to po prostu może odejść w momencie, ktory uzna za słuszny. To nie jest tchórzostwo tylko umiejętność „odpuszczenia sobie”. Trzeba wiedzieć kiedyy ze sceny zejść.

          1. ~noki

            chyba nie do końca się rozumiemy, ale trudno, taki minus słowa pisanego.
            szanuję twoją decyzję, bo to twoje życie. nie spodobało mi się tylko, że potraktowałaś mnie jako osobę płytką i chcącą posiadać dziecko ot dla samego posiadania. dziecko było moim marzeniem i po wszystkim co przeszłam, tylko ono było w stanie ukoić mój smutek. nie mam dziecka dla rodziny czy koleżanek i nie uważam, że dziecko jest wyznacznikiem kobiecości. popieram świadome macierzyństwo, a nie owczy pęd, bo tak wypada. a gdyby partner mnie szantażował, to bym się z nim pożegnała, bo związek dwojga ludzi to partnerstwo i zaufanie, a nie życie w strachu.
            moje dziecko jest teraz dla mnie wszystkim. przez swoje ciążowe historie starciłam pracę, ale na pewno nie żałuję podjętej decyzji i gdyby cofnąć czas, nic bym nie zmieniła.
            też jestem za eutanazją, bo dlaczego zabraniać człowiekowi decydowania samemu o sobie.
            rozumiem wasz ból, żal i smutek, ale taki stan nie może trwać bez końca. trzeba zdecydować. tak, chcę dziecka i walczę, albo nie mam siły i koniec tematu. z postów niektórych dziewczyn wynika, że mają nadal żal do bliskich o brak zrozumienia. takie sprawy trzeba wyjaśnić. nikt z nas nie jest jasnowidzem i nie wie co siedzi w naszych głowach, póki tego nie powiemy. nasze otoczenie albo jest już zmęczone tematem (ile można gadać o tym samym), albo nie wie jak się zachować. kto nie przeżył takej straty, nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. szukamy pomocy wśród znajomych, którzy też przez to przeszli lub na forach w internecie. opowiadamy swoje historie i czujemy, że w końcu ktoś nas rozumie. jest tylko małe ale… żeby te historie i użalanie się nad sobą nie zdominowało naszego życia. przychodzi moment, że trzeba isć dalej, zacząc nowy lepszy etap, walczyć o swoje szczęście, wierzyć, że ono gdzieś na nas czeka.
            skoro się nie udało, a chcemy mieć dziecko, warto ustalić przyczynę niepowodzeń. skoro nasz gin nie wie, iść na konsultację do innego. szereg badań można wykonać samemu, kwestia czasu i pieniędzy. późne ciąże raczej nie lecą ot tak sobie, bo dziecku odechciało się żyć. skoro szpital nie chce wykonać badań (bo kosztują), sami je zróbcie. badania histopatologiczne (zawsze byłam pytana czy zlecam badanie) lub posiewy (ryzyko zagrożenia zdrowia lub życia matki) są ich obowiązkiem.
            życzę wszystkim powodzenia i pozdrawiam

            1. ~Lara

              Przepraszam noki jeśli cię obraziłam. Nie miałam takiego zamiaru. Moją drugą ciążę straciłam rok temu, więc żal jest ciągle żywy, a komentarze – być może – zbyt impulsywne. W pewnym stopniu podziwiam cię, że po tak dramatycznych przeżyciach zdecydowałaś się na kolejną ciążę. Ja nie byłabym do tego zdolna. Jestem po prostu inna niż ty. Wiem, że kobiety zachodzą w ciążę z różnych powodów. Część przez przypadek. Inne aby „złapać” męża lub ratować małżeństwo. Jeszcze inne po to aby zadowolić otoczenie. Pamiętam jak jedna koleżanka z pracy ( 4 lata po ślubie ) stwierdziła, że musi odstawić tabletki antykoncepcyjne, bo rodzina ciągle dopytuje się „kiedy będzie dzidziuś ?”. Ta dziewczyna bez żadnych problemów zaszła w ciążę i urodziła dziecko. I nie jest prawdą, że „zadręczam” bliskich moją żałobą. Nie wiem po co piszesz takie głupoty ? To wszystko co opisałam dzieje się w mojej głowie. O moich problemach rozmawiałam głównie z moim psychoterapeutą i niekiedy ( rzadko ) z moim partnerem. Teraz raczej nie poruszam tego tematu, bo są godziny, a nawet dni, gdy o tym nie myślę. Nie chcę też „zawracać głowy” innym moimi problemami. Ale chyba mam prawo pamiętać o mojej stracie ? Dla mojej matki problem nie istnieje, bo ona twierdzi, że skoro poroniłam, to natura nie chce abym była matką, bo się do tego nie nadaję. Pewnie ma rację. Pracuję, zarabiam pieniądze. Prowadzę dom. Organizuję wczasy. Działam w organizacji charytatywnej. Przez otoczenie jestem postrzegana jako osoba energiczna i dobrze zorganizowana. I taka jestem. Na „rozczulanie się” nad sobą pozwoliłam sobie tylko na tym blogu sądząc, że tu są panie z podobnymi przeżyciami, które – być może – mnie zrozumieją. Nie leżę na kanapie opłakując swoją stratę. Jednak moje serce krwawi i pewnie nigdy nie przestanie.

              1. ~Kamila

                Lara masz całkowitą rację. Jestem w podobnej sytuacji jak ty. Tylko, że ja próbowałam 3 razy. I miałam 3 poronienia 2 razy w 8 i ostatnio 4 miesiace temu w 10 tc. Już po pierwszym poronieniu zrobiłam ( na własny koszt ) wiele badań, które nie odpowiedziały na pytanie dlaczego tak się stało. Powiem szczerze, że bardzo żałuję tego, że zdecydowałam się na trzecią ciążę. Bo ona strasznie mnie „dobiła”. Bardzo chciałam wierzyć, że tym razem będzie dobrze, ale nie było. Obecnie jestem na zwolnieniu lekarskim z powodu depresji. Po drugim poronieniu przeszłam serię badań ( tez na własny koszt ) z których wynikło, że jestem zdrowa jak koń i nie ma przeszkód abym miała dziecko. To mnie chyba zmotywowało żeby próbować po raz trzeci. Niepotrzebnie. Mąż też robił badania i wszystko wyszło ok. Nie wiem dlaczego nie mogę donosić ciąży. To chyba przeznaczenie. Po prostu niektórzy ludzie nie powinni mieć dzieci. Tak decyduje natura. Moja sąsiadka miała 8 poronień. Dopiero 9 i 10 ciąża zakończyły się sukcesem. Po 20 latach małżeństwa urodziła dwóch zdrowych synów. Nie leżała w szpitalu w czasie ciąży. Nie brała żadnych leków na podtrzymanie ciąży. Los bywa przewrotny. Jednak ja nie mam już ochoty na dalsze eksperymenty. Kto mi zagwarantuje, że kolejna ciąża zakończy się sukcesem ? Nie wierzę w boga i te różne bajki o nim. Chcę wyjść z depresji, wrócić do pracy i cieszyć się życiem. Nienarodzone dziecko nie może być sensem życia żadnej kobiety. To nienormalne żeby tak się zafixować na dziecko. Jeśli jakaś kobieta nie przeżyła choćby jednego poronienia nie ma prawa udzielać porad takim, które to przeżyły i to wielokrotnie. Teraz zamierzam podróżować, bawić się i cieszyć życiem. Dzieci są ważne, ale jeśli jakiejś kobiecie nie uda się ich urodzić to nie znaczy, że jej życie nie ma sensu. Trzeba normalnie żyć, wygłupiać się i śmiać. Nie można w nieskończoność rozpamiętywać straty, bo to nas pogrąża. Jak to mówią ciąża to nie choroba. Dlatego normalna ciąża to taka, która kobiecie nie sprawia problemów. Jeśli sprawia i zmusza matkę do leżenia miesiącami w szpitalu to nie jest normalne. Chyba nie warto walczyć o ciążę ” za wszelką cenę”, bo to nas wypala. Żyjmy i cieszmy się życiem nawet jeśli nie mamy dzieci. Bo to nie jest żaden obowiązek. A te kobiety, które urodziły, też mogą stracić dziecko, które np. umrze na raka. Pozdrawiam cie Lara.

    2. gemini Autor wpisu

      Dziwię się że jako matka która doświadczyła straty dziecka dajesz takie rady… weź się w garść
      „żałoba owszem, ale nie do końca życia” to zabrzmiało owszem tak wypada ale bez przesady
      Przepraszam ale każda kobieta ma swoją wrażliwość, jedne chcą o tym mówić inne nie
      nie ma szablonu
      ani ram
      a kto chce stratę postrzegać przez pryzmat dostosowywania się do oczekiwań środowiska trudno
      miłość i tęsknotę uważasz za użalanie się…
      lekiem nazywasz kolejną ciąże
      sama terminologia zero empatii dziwne
      Możesz mieć swoje zdanie ale nie oceniaj innych

  19. ~Ania

    Ja takze jestem mama aniołka, Bartusia, cała ciąza pzrebiegała prawidłowo a w 324 tc okazało się ze dziecko nie żyje,szok, strach żal, serce mi pękało…… wywołany poród, Bartuś synek…..nie widziałam go nie mogłam przytulić, …… Bartuś został pochowany, mam jego grób, chodze tam często, Po Bartusiu jeszcze 2 ciąze zakończone poronieniem……… wkońcu za 4 razem się udało mam Marcina, modliłam sie o dziecko o żywe zdrowe dziecko, udało sie…było cięzko ale się udało
    Od śmierci Bartusia bedzie teraz 11 lat, mój synek Marcin ma 7 i za serce mnie łapie jak mówi, mamus ja też mam brata prawda, mam Bartusia ale on jest w niebie, ale ja chciałyb miec żywego brata tu na ziemi a ja…… boje sie jeszcze raz zaryzykowac, czy sie uda….. . O moim Bartusiu nigdy nie zapomnę kocham go i zawsze bede kochac, moje dziecko………….

  20. ~Asia

    Najważniejsze, że wszystko skończyło się szczęśliwie.
    Ja również jestem Mamą Aniołka. 33tc i diagnoza – ciąża obumarła.. a 4 dni wcześniej zapis KTG wręcz książkowy. Nikomu nie życzę takich przeżyć, by chować swoje własne dziecko. u nas to dość świeże wszystko, minęło niecałe 3 tygodnie.. polecam książkę „o dziecku, które odwróciło się na pięcie”. pozdrawiam i tulę mocno, bo wiem że boli.

    1. ~madzia

      Asia nie wiem czy mozna nazwac ze sie skonczylo szczesliwie. Owszem Anitka doczekala sie dziecka ale to ile przeszla pozostawi slad na cale zycie. Ja urodzilam moja coreczke Zojke w 21 tygi i wiem ze do konca zycia nie zaznam dnia bez tej strasznej tesnoty. A co dopiero mozna czuc po trzech takich stratach. Nawet nie chce sobie tego wyobrazac i blagam Boga zeby nigdy wiecej nie doswiadczal mnie w taki sposob.U Anitki dodatkowo przeraza fakt nie znalezienia przyczyny. Anitko ja rowniez szukam przyczyny mojego przedwczesnego porodu na razie czekam na diagnoze odnosnie wad macicy. Bardzo prosze o kontakt w tej sprawie madzia210285.wp.pl

  21. ~Anitka

    Pierwsze dziecko…. super przebieg ciąży, żadnych problemów, po prostu wzorcowo….do 23 tygodnia ciąży. Czułam że coś jest nie tak, ale lekarz to bagatelizował. W nocy zaczęłam rodzić, nie udało się powstrzymać porodu. Kasia żyła 2 godziny… Diagnoza? Właściwie jej brak, bo wymyślili jakąś przegrodę w macicy która rzekomo uniemożliwiała dalszy rozwój dzieciątka. Przegrodę, której usunięcie nie jest refundowane z NFZ, za której usunięcie zapłaciłam w prywatnej klinice 6,5 tys.PLN. Po roku pozwolenie lekarza na kolejną ciążę, a ponieważ nie mam problemów z zajściem w ciążę, to po miesiącu już byłam. Znów ciąża wzorcowa, ale wyczulona na każdy możliwy aspekt – byłam bardzo uważna, wręcz przewrażliwiona…. Jaś wytrzymał w brzuszku do 22 tygodnia ciąży… Znowu – mimo przebywania od 17 tygodnia w szpitalu, lekarzom nie udało się zatrzymać akcji porodowej… Żył po porodzie 15 minut…. Do dzisiaj nie dostałam żadnej informacji, dlaczego doszło do kolejnego przedwczesnego porodu…. Znowu seria badań, dwa lata przerwy, wg nich w porządku, żadnych konfliktów krwi, żadnych obciążeń genetycznych itp… Znowu zachodzę w ciążę, leżę praktycznie cały czas do….25 tygodnia ciąży…. Rodzi się Ania, słyszę ją jak kwili…. wytrzymuje na tym świecie aż 3 dni, dając nam nadzieję że tym razem się uda :( W końcu po 8 latach od pierwszego porodu urodziłam Kubusia w 25 tygodniu ciąży. Ważył 800g ale był silny….Każdy dzień był jak błogosławieństwo, udało się, trzy miesiące w inkubatorze… Ma dwa latka i żadnych objawów, że jest skrajnym wcześniakiem… Ale do końca życia nie zapomnę dotyku, oddechu, głosu każdego z moich maleństw… Z nikim na ten temat nie rozmawiam, bo nie umiem. Nikt mnie nie zrozumie…

    1. ~FENIX

      CZYTAM I PLACZE PONIEWAZ TO TAK JAKBYM O SOBIE CZYTALA.MAOJE DZIECKO -NO TERAZ JUZ DOROSLA KOBIETA BY BYLA 28 LAT MIALA BY SKONCZONE,ALE DLA MNIE ZAWSZE JEST DZIECIATKIEM.NIE MA DNIA KIEDY NIE MYSLALABYM O NIEJ JAKA BY BYLA CO BY ROBILA TERAZ -TESKNIE ZA NIA !I MODLE SIE DO NIEJ WIEM..,ZE MNIE STRZEZE MOJ ANIOLEK TAM GDZIES W NIEBIE.

    2. ~beata

      Czy lekarz kierował Was na badania w kierunku zespołu antyfosfilupidowego.to częsty powód przedwczesnych porodów.ja straciła synka w 22 tyg.później szereg badań i zespol byl przyczyną.

    3. Anonim

      Anitka to straszne co piszesz. Przykro mi bardzo z powodu Twoich Aniolkow (*) Ja moja Zojeczke urodzilam w listopadzie w 21 tyg ciazy. Ten bol po stracie jest nie do zniesienia. U mnie rowniez podejrzewaja wade macicy ale caly czas czekam jeszcze na potwierdzenie diagnozy. Jezeli to nie to nie bede wiedziala gdzie szukac przyczyny. Ja po prostu dostalam skurczy a ze mieszkam w Anglii lekarze nic z tym nie zrobili. Jakie mialas robione badania? Bardzo prosze o kontakt madzia210285@wp.pl

  22. ~Edyta

    Ja ciągle myślę o moim Aniołku miała 21 miesięcy i odeszła od nas teraz by kończyła 2 lata, ból i pustka po niej łóżeczko zabawki i wspomnienia

  23. ~-madzia83-

    Witajcie
    ja nie chcę sobie nawet wyobrażać Waszej straty, mam dwoje szczęśliwie urodzonych zdrowych dzieci. Kiedyś jednak usłyszałam coś, co pomogło mojej koleżance podnieść się po tragedii. Bóg zabiera do siebie dusze doskonałe. KAżda dusza potrzebuje czasu, by tę doskonałość osiągnąć tu, na Ziemi. Zdarza się, że duszyczka tę doskonałość osiąga jeszcze przed przyjściem na świat i wtedy jest wzywana do góry. I zapewne dusze Waszych dzieciątek były już NAjczystsze, Najpiękniejsze, Najdoskonalsze, skoro Bóg chciał je mieć przy sobie.

    1. Anonim

      Nie krzywdź Boga, bo robisz z Niego okrutnika…. On wcale nie chce aby dzieci były „zabierane” od rodziców, którzy je kochają. Skoro Bóg nas kocha, to sądzisz, że potem po prostu „bawi” się z dzieckiem i patrzy jak rodzice rozpaczają??? To wypacza wiarę w Boga, który jest miłością i nie chce krzywdy… To nasza niedoskonałość, choroby, skażenie środowiska, słabość płodów i matek, niedostateczna wiedza lekarzy, powoduje poronienia, przedwczesne porody i brak możliwości pomocy…

    2. ~Zosia J

      Proszę, powiedz mi czemu Bóg miałby być tak okrutny by dać dziecko rodzicom, którzy go wyczekują a potem je tak drastycznie ” zabrać do siebie”. Bóg dał nam ziemię niebo, gwiazdy i słońce. Dał nam życie wieczne którego pozbawiła nas Adam i Ewa. Czy mógłby z nas tak teraz drwić, by dawać i zabierać.? Zachęcam wszystkich do zajrzenia na stronę http://www.jw.org gdzie sama Biblia wam odpowie czemu śmierć nas dotyka. Poxdrawiam

  24. ~aggi

    bardzo smutne jest to, co sie tobie przydarzylo. Mysle ze potrafie wyobrazic sobie a nawet zrozumiec twoj ból. Tylko dlaczego jestes zdania, ze dziadkowie i otoczenie zignorowalo twoj ból? Pomimo wszystko to egoistyczne myslenie z twojej strony. Kazdy ma swoja perspektywe i swoje uczucia: dziadkowie- moze maja inne poglady, zycie nauczylo ich szanowac to co jest- a nie popadac w obledne stany bólu … ty nosilas dzieciatka pod sercem- czulas je- Los dal ci i „zabral” cierpisz, bo wydaje ci sie ze to bylo „twoje”. Powinnas spojrzec na to smutne doswiadczenie z innej perspektywy: Los tak zadecydowal, wiec jest tak najlepiej dla ciebie. Nie musisz tego od razu zrozumiec. Gdyz nasz Los czesto nas prowadzi dziwnymi sciezkami zycia by uczyc nas pokory … skad wiesz dzis, do czego ci to doswiadczenie bylo potrzebne? Uwolnij sie od destrukcjyjnego bólu . Masz swoje zycie TU i TERAZ i widocznie wlasnie tak ma byc. To dzieciatko niestety nie bylo ci pisane, ten Aniolek nie byl tez twoja wlasnoscia. Nie mamy ani prawa do czegokolwiek ani kontroli nad Losem. Jest jak jest. Pogódz sie z tym, zaakceptuj ze wlasnie tak jest najlepiej. Pozwol Aniolkowi oddejsc tam gdzie jego miejsce- do twojego Nieba:) A nie szukaj powodów do winy, bo inni lepiej sobie z tym radza niz ty. Goraco Cie sciskam- ale nie trzymaj sie na sile tego czego NIE MA. Ból podsycasz sama w sobie iluzjami. Jestes odpowiedzialna za TERAZ wiec bierz sie w garsc i zyj do przodu, bo inaczej zapomnisz byc w zyciu szczesliwa- a zycie jest cale przed toba!

    1. gemini Autor wpisu

      Piszesz egoistyczne z mojej strony
      już to słyszałam
      -może oni nie radzą sobie z Twoją stratą
      a ja mam sobie poradzić
      a czy nie jest egoistyczne udawanie że nic się nie stało
      a czy nie jest egoistyczne niewymawianie imienia mojej córki jakby parzyło
      a czy nie jest egoistyczne ze strony babci, mojej mamy że nie była na pogrzebie mojego dziecka
      a czy nie było egoistyczne że była jedyną osobą która nie powiedziała że jej przykro i pół roku po śmierci Otysi ze mną nie rozmawiała
      dlaczego to ja ciągle mam stąpać delikatnie po ich uczuciach a moje są miażdżone siłą
      Piszesz nie trzymaj się na siłę tego czego NIE MA- czyli czego zrozumienia czy empatii
      moja córka istniała, moja miłość Jest była i będzie

  25. ~Mama

    Jestem z Tobą. Ciągle czuje, że jestem nikim, bo moje dziecko nie przeżyło, nie udało mu sie :(. Doczekałam zdrowego potomka, dzisiaj czekam na kolejne, ale nikt, nikt z rodziny nie pyta jak z dzieckiem, jak sie czuje, chociaż wiedzą, że walczymy…….

    Jedyne co powtarzam sobie i takim jak my – mamy Aniołków, to zdanie „nikt nie zrozumie matki, której dziecko zmarło”.

    Bądź dzielna!

  26. ~wikiwera

    Tak już czasami jest, że ktoś nam bliski jest kochany inaczej, jakoś tak bardziej i pełniej mimo, że jest daleko, a my jesteśmy na wyciągnięcie ręki, tylko nikt jej do nas nie wyciąga… Rodzice nie zawsze potrafią kochać swoje dzieci tak samo, czasem to może być nasza wina, bo łatwiej okazać miłość tym biednym i zagubionym niż tym, co twardo stoją na ziemi. To taki ciągły dylemat – rozpłakać się w niemocy i bezsilności, licząc że ktoś nas zauważy, czy mimo wszystko pozostać tym, który się nie załamuje i sprawia wrażenie odpornego, stabilnego i silniejszego. Otoczenie oczekuje od nas pewnych zachowań. Określonych dla naszego typu charakteru. Każde odbieganie od normy, jakaś inna reakcja lub oczekiwanie zwykłego wsparcia może skończyć się fiaskiem.

  27. ~Edyta

    Witam wszystkie mamy! Tego roku we wrześniu zmarła moja córeczka miała 21 miesięcy patrzyłam jak dorasta jak się bawi, stawia pierwsze kroki. A tu nagle choroba odebrała mi mój najdroższy skarb. codziennie myślę o moim Aniołku i ciągle mam nadzieje że wróci do mnie że jak się obejrzę to ją zobaczę gdzieś i znowu przytulę. rozumie was wszystkie to jest potworne uczucie jak brakuje tego maleńkiego Serduszka tej kochanej istotki, tego uczucia się nie zapomina ciągle w duszy ma się ten żal do wszystkich czego to się tak skończyło czego nie zrobili więcej by ją uratować, co się tak naprawdę stało? Życzę wszystkim wytrwania w tej sytuacji wiem że jest bardzo ciężko

    1. ~MK

      Bardzo Ci współczuję Edyto, bardzo mi przykro
      ten świat jest chory
      Dla Twojego Anioła (*)

    2. gemini Autor wpisu

      Bardzo współczuję Edyto…
      Tego się nie zapomina… tęsknota żyje
      Bardzo mi przykro że nie udało się uratować Twojej córeczki…
      (*)(*)(*)

  28. ~dorota

    Witam. W 2009r urodziłam synka w 24 tg ciązy, synek żył 8 miesięcy, tylko 2 dni w domku.To co przeżyłam razem z nim od jego narodzin znają kobiety, ktore są lub były w podobnej sytuacji.Strach,ból,cierpienie bo dlaczego on?!dlaczego my?! Po jego śmierci pustka…:( mam obecnie półtora roczną córeczkę ale część mnie umarła tego dnia kiedy Kubuś odszedł :(

    1. gemini Autor wpisu

      Tak samo jak część mnie
      mojego serca i mojej duszy spoczęła w tej białej trumience…
      Dla Kubusia(*)

  29. ~kucus

    Ja również straciłam swoje aniołki w 10 tygodniu ciąży, było ciężko nie powiem. okazało się że siostra też jest w ciąży w 13 tygodniu, związek z moim mężem zawisł na włosku, zwolnili mnie z pracy to było trzy lata temu. Jak teraz patrzę w przeszłość to się zastanawiam czy działo się naprawdę, bo dziś … jestem mamą 22 miesięcznej córci zaszłam w ciąże trzy miesiące później choć niczego nie planowaliśmy, mam super siostrzeńca, męża i dziecko. Ale matka nie zapomina, o moich aniołkach mówię głośno a jak tylko poznaje kobietę w ciąży czuje na plecach zimne dreszcze żeby tylko wszystko było dobrze żeby było dobrze. życzę ci wszystkiego najlepszego bo wiem co czujesz, ból mija strach pozostaje a nasze dzieci żyją w nas, zawsze będziemy ich mamami. Rozmawiaj o tym głośno to pomaga ja i mąż zawsze mówimy że gdyby było ok mielibyśmy troje dzieci choć to fizycznie niemożliwe. Kochajcie się bądźcie dla siebie oparciem, ja co wieczór powtarzam żeby Pan Bóg opiekował się moimi aniołkami bo teraz są u niego a ja kiedyś to sprawdzę:)

  30. ~ziuta

    Rozumiem was ja straciłam swego aniołka w 8 tygodniu ciężko przeżyłam to ale na szczęście mąż był przy mnie i wspierał. Pamiętam do dzisiaj jak serduszko biło maleństwu a po tygodniu już nic nie usłyszałam i wszystko w tedy zrozumiałam. Minęły już dwa lata ale nadal jak wspominam to łzy mi lecą.

  31. ~Zbigniew

    Ufff , otworzyłem to przypadkiem. Do bólu szczere i prawdziwe. Tak mi przykro , wiem że słowa to za mało … Niewiem co powiedzieć… Moje maleństwo śpi właśnie słodko w łóżeczku… Mogę się tylko domyślać jaki ból czujesz…
    Tata

  32. ~Ja

    Moze to zabrzmi ostro, ale im bardziej sie roztkwilacie nad soba, tym bardziej same sobie bol zadajecie. Ja tez stracilam ciaze, i to w bardzo niemily sposob, i.. No wlasnie i co? Zycie biegnie dalej. A to, ze stracilyscie ciaze obchodzi Waszych najblizszych. I tyle.

  33. ~kasia

    nie wiem jak tak można ja kocham wszystkie swoje wnuki dla mnie to jest nie zrozumiałe

  34. ~lui

    Wiem, co czujesz. My straciliśmy dwoje dzieci: Gabrysia w 5 miesiącu ciąży. Druga, Natalka, była jedna z bliźniąt. Cudem udało się uratować drugie dziecko… Na ból po stracie dziecka nikt i nic nie podziała. Może tylko czas… Mamy pięknego synka, za chwilkę będziemy mieć córeczkę. Ale nawet dzieci, te które są z nami nie zapełnią tej pustki w sercu po stracie Aniołków. Ja na szczęście miałam przy sobie męża. On cierpiał tak samo jak ja, ale razem w żałobie było łatwiej. Dziadkowie, oczywiście też na swój sposób to wszystko przeżyli… uczestniczyli w pogrzebach. Ale teraz, po upływie kilku lat, trochę zapomnieli… teściowa nawet nie pamięta imion dzieci:( Życzę Ci siły. Życie przyniesie Ci pewnie jeszcze wiele chwil, które nie „zatkają dziury w sercu”, ale sprawią, że będziesz szczęśliwa.

    1. ~gemini

      Dziękuję za ciepłe słowa Lui
      Dla Gabi i Natalki(*)(*)(*) światełko pamięci
      Dla mnie najważniejsze jest że mój mąż mnie rozumie, wspiera, jest i kocha Otylkę, miał ją na rękach, tulił…
      cieszę się że mieliśmy czas na pożegnanie
      szczęśliwego rozwiązania :)
      pozdrawiam ciepło

  35. ~ania

    Współczuje bardzo mam dwoje dzieci i one są dla mnie najważniejsze trzymaj się i pamiętaj że córka jest tam gdzieś u góry i patrzy na ciebie,a ty żyj dalej postaraj się dla niej.

  36. ~emi

    Jak to czytałam, to tak poczułam, że Ciebie rozumiem. Ja byłam w ciąży równo ze mną była też druga synowa. Ona już ma dziecko i każdy skacze obok niego. Ja ciąże straciłam. Jeśli Ciebie to pocieszy, mojej ciąży nikt nie chciał poza mną samą. Nikt się nie cieszył, ale też nikt nie płakał po stracie. Sądzę, że oni czuli ulgę! Dlaczego? Na to ja odpowiedzi nie znam. A tamta od samego początku była traktowana z miłościa, zainteresowaniem, teraz tuli dziecko. A ja straciłam ciążę, pierwsza w niej byłam. Po poronieniu dowiedziałam się, że i ona jest w ciąży. Mnie i ją spotkały dwie różne sytuacje- ja prezentowałam to złą, a ona dobrą. Nie życzę nikomu takich doświadczeń. Może to głupie, ale byłam wściekła, że mnie taka trauma spotkała, że muszę patrzeć na to, jak być powinno. Gorzej było mi się uporać ze stratą dziecka. Najgorsze, że nigdy nie miałam prawa do płaczu po fasolce. Cieszę się, że ona nie musiała przechodzić przez piekło jak ja. Nie rozumiem dlaczego aż tak doświadczył mnie los 1. straciłam dziecko 2. byłam sama jak palec 3. zmuszono mnie do zapomnienia o dziecku 4. nie miałam prawa na to by nazywać je dzieckiem. Moze to była wczesna ciąża, ale moja mentalność zmieniła się z chwilą, gdy lekarz stwierdził ciąże…. a Potem tylko smutek, wściekłość, żal i poczucie, że nikt mnie nie rozumie! Wierzę, że los da mi jeszcze dziecko, ale tamtego już nie mogę mieć, to boli. Miało urodzić się w świeta, tylko ja o tym pamiętałam, a potem patrzyłam jak inni cieszą się z tamtego. Podział na lepsze i gorsze dzieci, tylko to mam w głowie. Taki los….

    1. ~t.vik

      Dzieci lepsze i gorsze… trochę wiem o czym mówisz. Moja babcia miała czwórkę dzieci. Trójka z nich była tymi gorszymi, lepsza była tylko najmłodsza córka. Tak było przez ich dzieciństwo, okres dojrzewania i całe dorosłe życie. Po niedawnej śmierci babci nic się nie zmieniło, bo to się zakorzeniło w jej dzieciach, a potem też we wnukach. Oczywiście moi kuzyni, czyli dzieci tej najmłodszej babcinej córki są tymi lepszymi, a ja i inni kuzyni, tymi gorszymi. Moja matka cierpi z tego powodu do dziś. Co jakiś czas budzi się w niej żal i musi się wygadać.
      Kiedy straciliśmy z żoną dziecko, nie usłyszeliśmy żadnego dobrego, ani złego słowa z tej okazji. Nawet od tej lepszej ciotki. Niedawno doszedłem do wniosku, że z tym po prostu trzeba się pogodzić. Z tym można. Ze stratą dziecka nigdy!
      Pozdrawiam.

      1. ~emi

        Masz racje tak czasem bywa z tym podziałem. I masz racje o stracie dziecka nie mozna zapomnieć. Z tego co wnioskuje jesteś mężczyzną. Zastanawiam się jak mężczyźni reaguja na stratę dziecka. Ojciec mojego dziecka, miałam wrażenie, że po nim to „spłynęło”, że było minęło…. Nigdy nie słyszałam od niego by żalował. Ech, kiedy nie mozna liczyć w takiej chwili- poronienia na nikogo, to serce umiera. Ja czułam, że nikt na świecie mnie nie rozumie! Nikt! A teraz jak czytam te posty, tyle osob ma straszne historie i tyle osób jest, które były SAME. I które były dobijane przez ludzi ze swojego otoczenia, celowo lub nie. W jakiś sposób czuję, że nie jestem sama, że nie jestem inna!

        1. ~t.vik

          Nie jesteś ani sama, ani inna. Takich rodziców jest naprawdę ogrom. Wystarczy przecież spojrzeć na kwaterę dla dzieci na jednym tylko cmentarzu, nie mówiąc o skali kraju, czy całego świata. I wszyscy spotykamy się z bardzo podobnymi reakcjami ze strony otoczenia. Dosłownie nie ma rodziców po stracie dziecka (czy dzieci), którzy nie spotkaliby się z takimi reakcjami.

          Reakcja Twojego męża na poronienie jest też dość typowa. Nie twierdzę, że większość mężczyzn tak reaguje, nie twierdzę też, że znaczna ilość, ale pewna część. To wynika z tego, że mężczyźni po prostu nie noszą dziecka pod sercem, co nie znaczy, że nie ma mężczyzn, którzy stratę ciąży przeżywają podobnie jak ich żony. Nie wiem, czy rozumiałbym swoją żonę po stracie dwóch ciąż, gdyby nie to, że wszystkie „nasze” ciąże były trochę nietypowe. Moją historię opisałem na moim blogu:
          pragnieniedziecka.blog.pl
          Jeśli przeczytasz, możesz zapoznać się z moimi reakcjami, obawami, moją psychiką, ale to nie będzie ogólnym odzwierciedleniem psychiki wszystkich mężczyzn, bo nie znam podobnego przypadku. Nie musisz jednak czytać, bo moja historia jest w dużym stopniu ciężka, smutna i czasami szokująca, chociaż kończy się pozytywnie :)
          Pozdrawiam serdecznie.

          1. ~emi

            Bardzo dziękuje za odpowiedź, zaraz poczytam Twojego bloga! Chcę móc zrozumieć siebie,ale i tę drugą osobę- czyli partnera. Z nim ciężko mi się rozmawia i raczej oddalam się od niego. Ale to co piszesz w jakims stopniu mi przynosi ulgę. Może to dziwnie brzmi, ale my rodzice Aniołków- nie mamy typowych sytuacji, tak nam się życie ułożyło. Czasem mam wrażenie, że spycha się Nas do „podziemia” czy na „margines”.

      2. gemini Autor wpisu

        Ja nie umiem się pogodzić że moje dziecko jest tym „gorszym”… nie umiem i nie chcę… to boli…
        i nie wiem jak to przepracować…
        Tak samo jak nie umiem się pogodzić ze śmiercią córki …

  37. ~Ania

    W kwietniu wzięłam ślub, w maju dowiedziałam się że zostanę mamusią. Niestety w lipcu 2013 także straciłam moje dzieciątko, byłam w 14 tc. Bardzo mnie to bolało. Jedyną osobą, która trwała przy mnie był mój mąż. Wystarczała jego obecność, dzięki niemu poradziłam sobie jakoś z bólem. Nie miałam wsparcia jakie oczekiwałam od mamy czy siostry. Pocieszały mnie mówiąc, że tak miało być, podając przykłady kobiet w moim otoczeniu, które spotkały także takie tragedie. Kiedy wykrzyczałam, że te słowa mnie bolą, usłyszałam ciszę w telefonie… Teraz udało się! Jestem drugi raz w ciąży, bardzo się cieszymy z mężem. Mam wsparcie teściowej, ale niestety nie czuję od mamy takiego wsparcia. Na samym początku miałam komplikacje, muszę leżeć i oszczędzać się, a mama twierdzi że to panika z mojej strony. Siostra krytykuje prywatne wizyty u ginekologa. Mimo tego, że między mną, a mamą jest 25 lat różnicy ona nie potrafi zrozumieć co to znaczy stracić dziecko. Chyba wiem co to znaczy u Ciebie ból i faworyzacja drugiego dziecka. Sama się z tym zmagam, ale co nas nie zabije to nas wzmocni, a wiara i modlitwa czynią cuda :) Głowa do góry i życzę powodzenia :)

    1. gemini Autor wpisu

      Dziękuję
      ja kiedyś byłam z mamą blisko, do czasu jak zaczęłam dojrzewać… zawsze byłam tą gorszą…najbardziej boli że nigdy nie chciała mnie poznać i do dziś mnie nie zna…

      życzę szczęśliwego rozwiązania wizyty są Twoją sprawą ważne byś była spokojna
      tak też tak myślę co nas nie zabije…
      ściskam cieplutko

  38. ~amelia

    Kobieto, przestań użalać się nad sobą. Urodziłaś martwe dziecko, zdarza się, ale przecież możesz urodzić następne, czy zaszyli ci macicę?

    1. ~edyta

      amelia przeczytałam twoja wypowiedz i nie rozumiem jak mozna tak pomyślec a co dopiero napisać coś takiego do matki która straciła dziecko Może gdybyś sama to przeżyła wiedziałabyś jak to jest Szkoda mi Ciebie myślę że przy porodzie coś Ci uszkodzili ale chyba nie głowę bo i tak nic w niej nie ma Współczuję

    2. ~magda

      Właśnie napisałaś najgłupszą radę jaką można dać kobiecie, która straciła dziecko. Naprawdę lepiej czasem przemilczeć to co chce się powiedzieć.

    3. ~jola

      wiesz, amelio, też tak cwaikowalam, dopóki sama nie poroniłam. może życie nauczy cię pokory. i nie oceniaj innych, jeśli sama czegoś podobnego nie przezyłas.. albo jesteś bardzo młoda i butna, albo bezmyślna, jeżeli umieszczasz taki komentarz.

    4. ~martyy

      Dokładnie taką samą radę otrzymałam od pielęgniarki przygotowującej mnie do zabiegu po stracie mojego dziecka. Słowa te dźwięczą w mojej głowie, mimo iż minęło ponad 5 lat.

    5. ~Joanna

      Boże, jakim trzeba być bezmózgiem żeby coś takiego napisać….w głowie się nie mieści… Bardzo współczuję wszystkim mamom małych Aniołków. Nie ma słów, które mogłoby Was pocieszyć. Mam tylko nadzieję, że szanowne Panie – Anna i Amelia więcej wypowiadać się nie będą…

  39. ~Andzia

    bardzo współczuję Ci sama straciłam córkę i nie umię poradzić sobie ze stratą to tak jakby ktoś wyrwał mi kawałek serca. Dziękuję Bogu za lata które były nam dane spędzić z nią. Moja teściowa nawet jak Asia była w szpitalu to teściowej trudno było ją odwiedzić bo twierdziła że są u niej jej wnuki dzieci od jej córki. Żal jest i zawsze pozostanie

    1. gemini Autor wpisu

      Bardzo mi przykro (*)
      To jest właśnie trudne
      żałobę trzeba przejść i jest łatwiej jak pomagają najbliżsi
      jednak z wpisów wynika że jest to rzadkością

  40. ~mka

    strasznie ci współczuję. jestem mamą dwójki małych dzieci i nie wyobrażam sobie takiej straty. Bądź silna tego ci życzę. Pozdrawiam

  41. ~ewa

    kochana nawet nie wiem jak zaczac to juz tyle lat a wciaz budze sie w nocy stoje w oknie patrze w beskres ciemnosci jakze cie rozumiem moj synek dzis mialby 31 lat bylam w osmym miesiacu gdy nagle dostalam boli przeklety okres stanu wojennego mieszkalismy w jednym pokoju w lozeczku niespelna dwoletnia coreczka maz pobiegl po pomoc nie bylo komork ani tel w kamiennicy pobiegl na posterunek bo ylo najblizej ja w tym czasie rodzilam bol byl nie do opisania nikogo tylko placz wystraszonej coreczki dostalam krwotoku tracilam swiadomosc do dzis nie wiem czy to ja cos zlego nie zrobilam mojemu synkowi pogotowie przyjechalo o swicie tapczan na kturym rodzilam trzeba bylo wyzucic bylam nieprzytomna w sumie ledwie mnie uratowano pamietam ze wylam cale noce serce mi pekalo razem z nabrzmialymi piersiami i pamietam tez zle slowa pielegniarki niech pani przestanie ma pani jedno dziecko to niech sie pani cieszy urodzilam jszcze trzy corki dzis to dorosle piekne kobiety bardzo je kocham jednak czesc mojego serca wciaz bije dla mojego synka po raz pierwszy od tamtego czasu mowie o tym nigdy przez tyle lat nie mialam odwagi o tym rozmawiac ale tu przeczytalam ze tyle kobiet przezylo to samo pozdrawiam was biedne matki

    1. gemini Autor wpisu

      Bardzo współczuję straty syna(*)
      Dziękuję za ten wpis Ewo
      mnie też to przeraża że każe nam się o tym nie mówić, albo same decydujemy nie wspominać by ktoś poczuł się skrępowany, a co z naszymi uczuciami?
      Pozdrawiam ciepło

  42. ~Ania

    Powinnas udac sie do psychologa,bo nie radzisz sobie z tym. Niestety jestes zazdrosna o tamto dziecko i juz tak bedzie zawsze dlatego musisz udac sie o pomoc do specjalisty!! Ktos Ci pomoze,bo narazie duzo żalu i goryczy w tobie jest a to nie dbrze wrozy na przyszlosc…

    1. gemini Autor wpisu

      Nigdy ale to nigdy nie byłam zazdrosna o moją bratanicę, pokochałam Ją jak tylko zobaczyłam
      jest żal ale nie do niej nie umiałabym ale do osób które udawały że nic się nie stało jak ja urodziłam moją córkę

      1. ~magda

        po stracie swojego dziecka też bolało mnie, że rodzina zachowywała się jakby nic się nie stało, wręcz moja mama informowała mnie na bieżąco kto z miasteczka jest w ciąży, co cholernie bolało, bo w końcu dopiero co swoje straciłam i fakt zazdrościłam szczęścia innym kobietom, bo do dzisiaj nie wiem dlaczego akurat ja musiałam przez to przejść.

    2. ~Kasia

      Sama powinnaś udać się do psychologa zanim taką głupotę napiszesz. Ja sama straciłam dziecko w 8 tygodniu ciąży. To był koszmar. Depresja i długie zwolnienie od psychiatry. Nie mogłam się pogodzić ze stratą, bo o dziecko staraliśmy się 3 lata. Nie jestem już młoda i to była moja „ostatnia szansa na dziecko”. Udało się. Byłam oszołomiona szczęściem i czułam się świetnie. I nagle ból brzucha i krwawienie jak przy miesiączce. Szpital i rozpoznanie „poronienie w toku”. Potem klasyczna „skrobanka”. Od tego czasu minął rok i ból ciągle jest straszny. Może jakbym już miała jakieś dziecko byłoby łatwiej. A tak rozpacz. Bardzo oddaliłam się od męża, bo on mnie nie rozumie. Ja wiem, że to nie było jeszcze dziecko tylko embrion, czyli „potencjalny człowiek”, ale dla mnie to było moje dziecko. Przyzwyczaiłam się już do myśli, że będę mamą i nie mogę sobie poradzić z jego śmiercią. Mogłabym jeszcze próbować zajść w ciążę, ale nie chcę. Zbyt się boję. Gdyby historia powtórzyła się zapewne skończyłoby się to moim samobójstwem, a na pewno rozwodem. Droga Aniu! Rozpacz matki nawet po stracie embrionu jest zupełnie normalna. To twoje podejście jest nienormalne, bo wymagasz aby matka po takiej stracie zachowywała się normalnie, a to jest niemożliwe, bo ból jest ogromny. Mam nadzieję, że kiedyś też poronisz i wówczas zobaczysz jak czuje się kobieta po takiej stracie. Może wtedy przestaniesz być taka obcesowa i nasz zrozumiesz.

      1. ~ja

        „(…)mam nadzieję, że kiedyś poronisz(…)”
        ja mam nadzieję, że to tylko głupota z Twojej strony!
        Jak mimo wszystko, można komuś tak napisać…

        1. ~Eliza

          Jeśli nie przeszłaś podobnej traumy to g..no wiesz na ten temat, więc nie zabieraj głosu. Takim mądralom jak Ania najlepiej robią takie dramatyczne zdarzenia, bo skłaniają takich pustaków do refleksji.

      2. ~Iza

        A ja popieram Kasię. Ania najprawdopodobniej wypowiada się na temat, o którym nie ma zielonego, pojęcia. Strata ciąży, a tym bardziej urodzenie martwego dziecka lub jego śmierć jest wielką tragedią dla matki. Sposób przeżywania tej tragedii zależy – w dużej mierze – od indywidualnej wrażliwości kobiety i jej konstrukcji psychicznej. To, że jakaś kobieta miała np. 5 poronień, a potem urodziła zdrowe dziecko nic nie znaczy, bo dla innej kobiety już jedno poronienie jest traumą nie do przeżycia. Pamiętam, że kiedy ja miałam poronienie w 8 tygodniu ciąży i strasznie rozpaczałam, moja matka stwierdziła tylko, że to lepiej, bo dziecko było na pewno uszkodzone genetycznie i gdyby się urodziło to dopiero byłaby to dla mnie tragedia. Pewnie miała rację, ale od tego czasu nienawidzę swojej matki i na samą myśl o niej chce mi się rzygać.

        1. ~emi

          Iza, masz racje z tym co napisalas! I masz racje, ze czasem ktoś nam coś powie- tak jak Twoja Matka i ma się ochotę piorunami rzucać! Niestety, ja też doświadczyłam czegoś podobnego, żyje z tymi osobami, choć szczerze część mnie nienawidzi ich za to co mówili!

      3. gemini Autor wpisu

        Kasiu bardzo współczuję straty…
        domyślam się co czujesz…
        ale Twój komentarz zmroził mi krew w żyłach…
        bo tak naprawdę nie zależy mi by kluczem do zrozumienia była kolejna strata… kolejne dziecko

        dzieci nie powinny umierać!

        1. Anonim

          Droga Gemini. Bardzo współczuję Ci straty dziecka ( ja dwa razy poroniłam i nie chcę więcej ryzykować ). Widzę, że na tym blogu jest część kobiet o skłonnościach sado -masochistycznych. One próbują narzucić innym przymus posiadania dziecka za „wszelką cenę” . To jest dopiero chore. Nie każda kobieta ( ze względów medycznych ) nadaje się na matkę. Lepiej cieszyć się życiem niż leżeć jak śmieć na szpitalnym łóżku w polskim szpitalu – umieralni przez 9 miesięcy z nogami do góry. To jest chore. Jeśli będziemy na siłę utrzymywać takie chore ciąże, to mamy jak w banku, że dziecko będzie miało jakąś chorobę genetyczną i umrze wcześniej lub później. Natura wie co robi !

  43. ~Ania

    Witam,
    Mój Aniołek w maju tego roku skończyłby rok… Straciłam Go w 7 tygodniu. Już były plany, marzenia, zdania „jak się Dzidziuś urodzi, to…” wypowiadane przez Dziadka… do dziś pamiętam dzień jak jechaliśmy do szpitala, badanie i „musi Pani zostać”, następny dzień- „jajeczko zeszło już za nisko, nic nie możemy zrobić…”. Wszystko działo się jakby poza mną, nie docierało to do mnie. Dopiero później płacz i żal… Mój mąż powiedział, że woli myśleć, że Dzidziusia nie było, że to trefny test nas oszukał… Myślę, że on tak sobie radził z tą sytuacją…
    Ale ja już czułam bicie serduszka…
    Jednak los i Bóg chciał inaczej i „spłatał nam figla”:) nasz drugi Aniołek w tym roku 20 września skończy rok:) nasz Synek jest naszym największym Szczęściem i Darem. I staram się odganiać myśli, że mogłoby go nie być, te myśli powracają i sadzę, że będą powracać…
    Wreszcie mogłam to z siebie wyrzucić… :) Kamień z serca
    Pozdrawiam i życzę powodzenia

  44. ~doc

    Rozumiem bol i zal ale zycie toczy sie dalej….Smierc jest nieodlacznym elementem naszego zycia i trzeba sie z nia pogodzic. Niestety nie moge sie zgodzic z komentarzami ktore tutaj czytam. Niestety sprawy medyczne a psychiczne nie ida w parze. Z medycznego punktu widzenia 8 tydzien ciazy to jeszcse nie dziecko i niestety musimy nauczyc sie otwarcie o tym mowic. Przywiazanie, matczyna milosc….wszystko pieknie ale niestety bardzo czesto na salach porodowych nie ma miejsca na sentymenty….nierzadko trzeba wybierac czyje zycie ratowac. Co do podpisania zgody na usuniecie macicy w razie komplikacji jestm jak najbardziej za. Wielu ludzi nie rozumie ze to sposob ratowania zycia!! a pozniej szpitale sa pozywane za to ze ” nie moge miec wecej dzieci”….coz ale dzieki temu zabiegowi byc moze Pani dziecko nie jest sierota….Przepraszam jesli ton mojej wypowiedzi jest oschly ale o rzeczach waznych takich jakimi sa zycie, zdrowie trzeba mowic otwarcie….

    1. gemini Autor wpisu

      Przepraszam ale stwierdzenie na salach porodowych nie ma miejsca na sentymenty, brr jakoś mnie przeszedł dreszcz
      Z medycznego punktu widzenia dziecko nawet w 9 miesiącu ciąży to nie dziecko tylko płód…
      ale czy dla matki to ważne
      matką się jest od poczęcia
      ja nie jestem lekarzem i nie muszę trzymać się terminologii
      zresztą już nie raz medycyna medycyną, a życie życiem
      Ja nie kwestionuję tego że dla ratowania życia taki zabieg trzeba wykonać, znam mamy którym ze względów medycznych usunięto macicę, tu nie o tym,
      chodzi o to że mój brat nie był przygotowany na komplikacje, każdy żyje beztroską do końca nie chce uwierzyć ze coś może być nie tak
      został z dzieckiem ale nie wiedział co się dzieje z żoną
      a mogło się dziać wszystko
      trudno mu się było odnaleźć
      chodziło mi o to że jego żona podpisała taką zgodę zupełnie świadomie wiedząc że może to być ich pierwsze i ostatnie dziecko, to trudne
      jednak psychika nie zawsze idzie w parze z medycyną wiesz o czym mówię
      pozdrawiam

    2. ~Amelia

      Nie rozumiesz bólu i nie zrozumiesz póki ciebie( czego nie życzę) to nie spotka. Co ty możesz wiedzieć gdy nagle wali się twój świat? I nie chce się żyć. Masz uczucia wyższe? Twój komentarz jest oschły i nieprzyjemny. Czasami lepiej zamilczeć.Ty doktorku chyba czytać ze zrozumieniem nie umiesz. Nie byłoby zagrożenia usunięcia macicy gdyby lekarze nie zlekceważyli pacjentki. Lekarz oprócz umiejętności powinien mieć też serce i na człowieka patrzeć jak na istotę ludzką z uczuciami, a nie zlepek tkanek. Tacy bezduszni rutyniarze przyczyniają się do zagrożenia życia zarówno matki jak i dziecka.To że lekarz jest empatyczny nie przeszkadza w byciu dobrym specjalistą. A bzdury o tym że sprawy medyczne i psychiczne nie idą w parze możesz między bajki włożyć. Gdzieś ty się człowieku uczył?

    3. ~t.vik

      Jak nie masz nic mądrzejszego do powiedzenia, niż te wypociny powyżej, to zaciśnij zęby i nic nie mów. Po co w ogóle wchodzisz na taki blog? Żeby komuś dowalić? Wiesz co to strata dziecka? Jesteś po takiej stracie? Nie wchodź na takie blogi i nie podszywaj się pod kogoś, kim nie jesteś, jasne?

    4. ~Aga

      Do doc,
      Pojęcia nie mam, czy jesteś lekarzem. Ale widzę w Tobie brak empatii. Tak się składa, że ja jestem ginekologiem i matką Wojtusia, który zmarł przed porodem. Ton twojej wypowiedzi nie jest tu na miejscu. Nie życzę Tobie, byś kiedykolwiek przechodził to, co my tutaj przechodzimy. Człowieku, więcej empatii. Ja też wiem, kiedy w medycynie dziecko nazywa się zarodkiem i kiedy płodem… A to nie znaczy,że nie jest dzieckiem. I tak samo współczuję pacjentce jak straci dziecko w 8 tyg., czy 8 mies. ciąży. Dla rodzica, to to samo cierpienie. Można być lekarzem bezdusznym i automatycznie wykonywać swoją prace, można też z powołania pochylić nad pacjentem. A co do wycięcia macicy i zgody na to, to nie podpisuje się tego rutynowo, tylko w przypadku zagrożenia krwotokiem. Można to pacjentce przekazać odpowiednimi słowami i tonem.

      1. gemini Autor wpisu

        Ago dziękuję za Twój głos w tej sprawie głos lekarza pełnego empatii i zrozumienia
        Zalałam światełko dla Wojtusia*

  45. ~Zuzia

    Witajcie smutne Mamusie! :-)
    Chodziłam w żałobie cztery razy, nim wyniuchałam w internecie na własną rękę, z jakiego powodu moje ciąże trwają do góra 4-5 miesiąca. Tego bólu i rozpaczy się nie zapomina, lecz po latach wraca beztroska. Dla mnie motywującym zdaniem było to, iż „najlepszą drogą wyjścia z żałoby jest właśnie droga przez sam jej środek”. To oznacza w praktyce płacz, aż łzy nie chcą lecieć. Tygodniami, miesiącami, latami. Życzę Wam dużo siły i cierpliwości z samymi sobą. Przyjmijcie moje wyrazy współczucia.

    1. ~Zuzia

      Przykro mi, wyrazy współczucia kieruję również do Tatusiów i wszystkich innych Dotkniętych.

    2. ~zetka33

      witam,

      u mnie 2 razy wystapil problem poronienia w 6,7 tyg.ciazy-samoistne poronienie, 2 identyczne sytuacje po 2 latach przerwy tak samo sie stalo i nie wiem co bylo przyczyna? Prosze napisz co wyniuchalas w internecie co bylo przyczyna takiego stanu, moze u mnie to samo jest??? Bardzo porsze daj znac, pozdrawiam-EWA

      1. ~t.vik

        Przyczyn poronienia jest cały wachlarz. Może tak być, że kobieta roni raz za razem z zupełnie różnych przyczyn. Ci, co się zajmują zawodowo problemem poronień mawiają, że dwa pierwsze poronienia są typowe. Na tyle typowe, że taka pacjentka jeszcze się nie kwalifikuje do podjęcia pewnych kroków. Pewnie to dla Ciebie brzmi drastycznie, dla mnie też to tak brzmiało dopóki z żoną nie zgłosiliśmy się do takiego specjalisty „na wyjątkowych warunkach” po tych dwóch poronieniach.
        Najlepiej jak sama porozmawiasz z ginekologiem.
        Pozdrawiam.

      2. ~Zuzia

        Witaj, Ewo. Przy tak wczesnych poronieniach zakłada się z reguły, iż coś było nie w porządku z embrionem. Poronienie w tym wypadku to naturalna blokada, by nie rodziło się zbyt wiele upośledzonych dzieci. Dopiero, gdy występuje zbyt często, docieka się, czy „zawinił” organizm matki.

  46. ~Bronek

    Wiem co czułaś kiedy urodziło się Twoje dziecko. My z żoną przeżyliśmy to samo. Wiem jaki jest to ból szczególnie gdy nikt nie pomaga, nikogo nie ma. Ciężko jest bo jest pustka, nie ma nic, a jeżeli nie ma bliskich to jest jeszcze większa pustka. Ciesze się, że dzielisz się swoimi przeżyciami na blogu, wiem że jest wtedy łatwiej. Jeżeli będzie Ci trudno pamiętaj że są osoby, które przeżyły to samo. Staram się pamiętać zawsze w modlitwie o takich osobach jak my abyśmy mieli siły do przeżycia takich ciężkich chwil. Pozdrawiam serdecznie.

    1. gemini Autor wpisu

      Dziękuję bardzo za te słowa
      Bardzo mi przykro z powodu Waszej straty
      (*)
      Pozdrawiam serdecznie

  47. Anonim

    Witam. Bardzo dobrze rozumiem ten brak wsparcia, zrozumienia po stracie dziecka. Ból i pytania dlaczego ja, nie pozwalają cieszyć się w pełni szczęściem rodziny …w czarnej otchłani swej martwej duszy.. Tak również ja czuję się po stracie córki w 9 miesiącu ciąży. Miałaby 34 lata. Mam syna 31 lat, który jest moją radością. Moje serce i dusza jednak nadal krzyczy z bólu. Każda dziewczynka to smutek w moim wnętrzu. Uśmiecham się przez łzy……Nawet nie mam skąd czerpać wsparcia.

    1. gemini Autor wpisu

      Bardzo mi przykro…
      Dla Twojej córki światełko(*)
      cieszę się że zostawiłaś swój głos,
      czas nie leczy ran
      ukojenia w bólu życzę sobie też
      pozdrawiam ciepło

  48. ~Ewelina

    Gemini, a może ONI właśnie zrozumieli…może nie chcą popełniać już popełnionych błędów, dlatego teraz zachowują się inaczej. Nie znam Twojej Rodziny, nie znam Ciebie. nie znam twojego charakteru…no może trochę ;)). Nie znam układów , nie wiem, czy wcześniej, jako nastolatka dopuszczałaś Rodziców do swoich spraw, tajemnic, czy radziłaś sobie z nimi sama i Oni nauczyli się pewnych schematów postępowania z Tobą. Nie wiem czy mówiłaś o wszystkim Rodzicom,. Przyczyny są głębsze. Rozmowa jest terapią.
    Najważniejsze, że zrobiłaś pierwszy krok i zaczęłaś z Nimi rozmawiać. Nie ustawaj, idź za ciosem. Te rozmowy mogą być bolesne, ale czekanie na gesty z Ich strony jest dla Ciebie jeszcze boleśniejsze. Może to najwyższy czas byście sobie wyjaśnili wszystkie zaszłości. Z czasem emocje między Wami zaczną opadać. Najważniejsze byś im powiedziała czego od nich oczekujesz konkretnie, byś to nazwała, bo powiedzenie, że oczekujesz zrozumienia i postępowania pod Twoje dyktando jest sztuczne raczej. Musisz wywalić ten zaropiały wrzód na wierzch do końca jak już zaczęłaś i nie oczekuj cudów od razu. Oni też uczą się dopiero być dziadkami. Tak jak Ty uczyłaś i uczysz się być Matką dla swoich dzieci. Nikt z nas nie jest doskonały, każdy z nas uczy się do końca i głupi umiera :)
    Jesteś MĄDRA i przecież sama wiesz, że jak dziecko zrani sobie kolano to kolano Ciebie nie boli, tylko serce…
    Zacznijcie sobie teraz tymi rozmowami opatrywać Wasze serca….
    Oni tylko nie zachowują się tak jak byś chciała, ale czują więcej niż Ci się wydaje……Nie gniewaj się, że tak sobie do Ciebie ciągle piszę.
    Choruję na depresję. :)
    Pozdrowienia….Bywaj :)

    1. gemini Autor wpisu

      W jednym masz rację przyczyny są głębsze i leżą zapewne w dzieciństwie i w wychowaniu, pewne sprawy nie dopowiedziane wypływają teraz w dorosłym życiu, też zawsze uważałam że warto rozmawiać, ale nie każdy umie wysłuchać do końca co mam do powiedzenia i rozmowa zamienia się w awanturę ja już nie mam sił na takie rozmowy, Pozdrawiam :)
      Zapewne więcej rozmów nie będzie po ostatniej jestem dętka, nie mam na to sił wolę je spożytkować na moją rodzinkę zresztą to teraz co najbardziej potrzebuję to spokój i tego się trzymajmy
      nie umiałabym patrzeć jak imię mojej zmarłej córki wywołuje w kimś agresję…
      nie chcę takiej pamięci
      Trzymkaj się

  49. ~edyta

    Gemini, czy jestem mamą Aniołka , jeżeli straciłam Go w pierwszych tygodniach ciąży?proszę odpowiedz, ja tyle lat spycham tą tragedię w najdalsze pokłady podświadomości.Musiałam przeżyć to sama,……..

    1. gemini Autor wpisu

      Edyto
      ja nie jestem żadną wyrocznią…
      Ty sama wiesz że jesteś
      Wiek ciąży nie tu żadnego znaczenia
      Każdą stratę trzeba przepracować…
      Bo nawet z najdalszych zakamarków świadomości jest w stanie powrócić ból i poczucie straty…
      Bardzo mi przykro…

      1. ~Magda

        Moja Juleczka tez umarla… Urodzila sie tylko trzy tyg przed terminem – wywolali porod a pozniej zostawili mnie na pastwe losu!!!Z winy szpitala a glownie poloznej nie trzymam jej dzis w ramionach. Byla bardzo wyczekiwanym dzieckiem. Staralismy sie o nia 4 dlugie lata.wreszcie sie udalo. Radosc, wielkie swieto w rodzinie. Ciaza przebiegala prawidlowo, malutka wazyla malo, ale to u nas rodzinne. Przez podobne do angielskiego irlandzkie podejscie nie ma jej dzis z nami. Bol, tesknota, zal, wscieklosc – wiele uczuc targa nami kazdego dnia. Mamy wsparcie w rodziniem, ale puki czlowiek sam sie z tym nie upora, to nikt ani nic mu nie pomoze. Podnosilismy sie bardzo dlugo. Ale pewnego dnia zrozumialam, ze albo bede plakac nad jej zdjeciem kazdego dnia, albo moze naucze sie byc znowu szczesliwa… W pewnym sensie sie udalo… Pol roku po smierci naszej krolewny zaszlam w ciaze a w pozdzierniku zeszlego roku urodzil sie nasz wyczekiwany i bardzo, bardzo chciany synus – nasze przeogromne ” male ” szczescie. Zycie potrafi zaskakiwac. Kocham go strasnie i ponad wszystko. Jest najwazniejszy w naszym zyciu. Nigdy nie zastapi Julki, ale ona tez by go nie zastapila. To dwa odzielne zycia, dwie rozne osoby, dwoje bardzo chcianych i kochanych dzieci – braciszek i siostrzyczka, ktorzy nigdy sie nie spotkaja, nidy nie beda mieli wspolnego zdjecia ale zawsze pozostana rodzenstwem…
        Nigdy nie zapomne naszej malutkiej ksiezniczki, wciaz leca mi lzy jak o niej mysle – z tesknoty. Ale malutki wynagradza mi wiel z tych czarnych chwil, ktore jeszcze do niedawna zabarwialy caly moj swiat… Mysle, ze nawet jak bede stara babcia z gromandka wnuczat, wciaz bede wspominac Julke a obrazy jej malego, bezwladnego cialka, pamiec walki jaka stoczyla o zycie, przegrana, zawsze beda w mojej glowie. Umarla w moich ramionach… Pamietam jak trzymalam ja i przytulalam, na chwile zostalam sama – maz wyszedl, usciskalam ja i powiedzialam, ze jesli zostanie z nami calkowicie sie jej poswiecimy ale jesli bardzo cierpi i chce isc to pozwalam jej na to, godze sie, bo nie chce zeby bol ja rozdzierla… I wtedy wziela ostatni oddech ( chociaz lekarz mowil, ze bedzie dlugo odchodzila ) i odeszla.zrobila sie lekka, napiecie odeszlo, byla taka wiotka taka spokojna. Te obrazy przesladuja mnie do dzis… Widzisz statystyczna mama czeka na usciskanie swojego dziecka 9 miesiecy – takie mamy jak my, musza czekac cale doczesne zycie, zeby jeszcze raz przytulic swoje malenstwo – o ile to niebo istnieje … Wierze, ze istnieje, bo gdzie inaczej bylaby teraz moja kruszynka.
        Wiem, ze jest wam ciezko, ale masz rodzine dla ktorej warto zyc, warto sie usmiechac, warto marzyc i planowac. Wiele zalezy od nas samych. Pomoc fakt jest potrzebna i troska najblizszych…ale jesli jej nie ma tez mozna sie odbic od dna. Ja myslalam, ze juz nigdy nie zostane mama ale postanowilam walczyc i nie ogladalam sie na innych – sama chcialam sobie pomoc, to byla moja walka, ktora wygralam. Ty tez dasz rade. Zycze ci tego z calego serca…pozdrawiam i jesli zapragniesz podzielic sie z kims emaocjami, bolem, przezyciami to pisz … Pozdrawiam M

        1. ~monia

          witam!!! Strasznie się wzruszyłam jak przeczytałam Twój list,nie wiem jak to jest bo moje dzieci są ze mną ale mogę sobie to tylko wyobrazić,jeśli wogóle mogę… Jestem myślami i sercem z wszystkimi matkami którzy stracili swoje dzieciaczki i wierzę ,że kiedyś się spotkacie i znowu weżniesz swą kruszynkę w ramiona ;)

        2. Anonim

          Nie wiem jak to możliwe, ale tak jakbym zobaczyła słowa, które kotluja się w mojej głowie brzmiac identycznie, ale boje się je wypowiedzieć bo to wszystko tak bardzo boli… Mój Aniolek będzie miał za dwa miesiące 3 latka…

        3. gemini Autor wpisu

          Magdo bardzo współczuję straty córeczki…
          cieszę się że mogłaś utulić kolejne maleństwo i że znalazłaś ukojenie.
          Mnie też najbardziej przerażało i przerastało Jej cierpienie…
          z tym nie umiałam sobie radzić że Ona taka malutka a musi cierpieć
          Wierzę w spotkanie… kiedyś tam…
          i wiem że Ją poznam a Ona mnie
          NIe mówię że nie warto żyć, warto, to nie jest tak że siedzę i zalewam się łzami, musiałam się podnieść albo to właśnie im zawdzięczam to że mam siłę na codzienność i że ona mnie cieszy, z nimi przezywam radości i umiem się szczerze uśmiechać…
          Nie oczekuję pomocy od rodziny, już dawno przestałam oczekiwać czegokolwiek ale są sprawy z którymi sobie nie radzę, czasu się nie cofnie…
          nie było ich kiedy potrzebowałam to boli i wzmaga żal, pewnie kiedyś nauczę się z nim żyć, lub go izolować od siebie… może kiedyś
          pozdrawiam serdecznie
          dziękuję

      2. ~aga

        Bycie osieroconą matką jest bardzo trudnym doświadczeniem, niestety niezrozumiałym przez otaczający nas świat… nawet przez tych najbliższych… Moje maleństwo odeszło w pierwszych tygodniach ciąży… Jakie to było normalne dla ginekologa, bliskich „Takie mamy czasy, poronienia często się zdarzają, są już praktycznie normą” – słowa tego typu usłyszałam od ginekologa, dla byłego narzeczonego natomiast było to czymś w rodzaju- zrobimy sobie nowe ;/ Minęło 1,5 roku a ja często myślę o tym jakie by było, patrząc na syna koleżanki która w ciąże zaszła 2 tyg wcześniej widzę moje maleństwo, strasznie mi przykro bo ja nie miałam możliwości poznania mojej kruszynki… Nie chcę innego dziecka, nie chcę nowego, nie chcę przez to przechodzić jeszcze raz…

    2. ~Ewelina

      E, dla mnie moje dziecko jest moim dzieckiem od poczęcia.
      Dziecko od poczęcia jest człowiekiem i od poczęcia posiada nieśmiertelną DUSZĘ, niezależnie od tego co kto sobie myśli, mówi i jak postępuje. Stanowisko Kościoła w tej sprawie też jest jednoznaczne, dlatego Kościół nie modli się za Aniołów i świętych, bo za Aniołów i Świętych nie trzeba się modlić. To oni pomagają nam, a nie my im…nie wiem, czy rozjaśniłam, czy zaciemniłam obraz.

      1. gemini Autor wpisu

        To prawda za dzieci nie trzeba się modlić…
        tylko że tu nie chodzi o stanowisko Kościoła, które zmieniało się na potrzeby czasów…
        ważne co czuje matka…
        a jest matką niewątpliwie od poczęcia.

      2. ~hella

        Stanowisko kościoła jakie opisujesz jest całkim nowe, jeszcze niedawno twierdzili inaczej. Choć ja mysle podobnie. Zastanawia mnie tylko dlaczego tyle dzieci umiera.

    3. ~Elżbieta

      Edyto,tak jak i Ty straciłam swoje dzieciątko w pierwszych tygodniach ciąży.Z smutkiem ,żalem,złością musiałam również sama sobie radzić.Pamiętam jak kiedyś usłyszałam
      „w ciąży 5 minut i taka tragedia”. Nie wiele osób rozumiało ,że w ciągu tych 8 tygodni ja już pokochałam to dziecko,planowałam przyszłość itp. W sumie tylko kuzynka ,która urodziła martwego syneczka w 9 miesiącu ciąży ,jedyna rozumiała mój ból.A mamą Aniołka na pewno jesteś przecież tobie również zabrano szczęśliwe zakończenie.Mój Anioł miałby w tym roku 15 lat.Anioł – bo wyobrażam zawsze sobie jak z nami dorasta .Pozdrawiam.

      1. ~Jola

        Plakac mi sie chce jak to wszystko czytam. Jestescie silniejsze niz wam sie wydaje. Moj syn ma 15 lat, moj aniolek i moje sczescie, ale uratowali go w osttniej chwili gdy bylam w 4 miesiacu ciazy. I ciagle pamietam ten strach … Ale oczywiscie nie rowna sie to w najmniejszym stopniu z wasza tragedia. Bo nie wiem jakbym przez to przeszl …

      2. ~ania

        nigdy nie trzeba planowac przyszlosci dziecka ktore jeszcze sie na swiecie nie pojawilo ,kiedys moja mama mowila za nim nie urodzisz nie kupuj wozka.

          1. ~anna

            to nie są brednie gdy straciłam pierwsze o drugim juz nie marzyłam -tak bezpieczniej, obecnie mam dwójke szczęsliwych dzieci chociaz jedno chorowite i ciągle trzeba o nie walczyc – moze stąd mam siłe dla tego chorowitego dziecka bo to pierwsze którego nie ma nauczyło mnie zycia ? moze jest w tym jakiś sens

          2. ~OldestWoman

            To akurat nie są żadne brednie. Obecne pokolenie przesadza z żałobą po martwo urodzonych i poronionych. Czasami mam wrażenie, że wam inaczej nie wypada, to teraz takie modne, takie nobilitujące, okazywanie cierpienia, oczekiwanie na pomoc. No ale jeżeli planuje się jedno, bądź najwyżej dwoje dzieci, to każda strata urasta do olbrzymich rozmiarów, przecież takie się miało wobec nienarodzonego dalekosiężne plany…. Mądrość starszego pokolenia czasami warto wykorzystać, nie uważać się za wszystkowiedzące.

            1. gemini Autor wpisu

              Nie wiem czy zdążyłaś przeczytać komentarze matek które straciły dziecko
              mówią tu o tym po raz pierwszy bo nikt nie chciał słuchać a One nie miały siły mówić
              a ty piszesz o modzie na żałobę !!!
              Jestem opanowana ale Kur… pojeba….. Cię
              Ile kto planuje dzieci nie Twoja sprawa a z tego co już zdążyłam zauważyć mamy po stracie dziecka mają więcej jak troje później
              Wiesz jaki ma plan matka w ciąży… usłyszeć płacz dziecka
              rzeczywiście dalekosiężny plan!!!
              Pani wszystko lepiej wiedząca

            2. ~t.vik

              Mówisz o czymś, z czego sama nie korzystasz. Przeczytaj ostatnie zdanie, które napisałaś, a potem je wykonaj.
              Dla jasności napiszę, o które zdanie mi chodziło: „Mądrość starszego pokolenia czasami warto wykorzystać, nie uważać się za wszystkowiedzące”. Uważasz się za mądrą, a tak dobijasz rodziców po stracie, o której sama nie masz pojęcia.

        1. gemini Autor wpisu

          Aniu to nie chodzi o planowanie…
          tylko o wyobrażenia, każda matka je ma
          jak będzie wyglądało jej dziecko
          do kogo będzie podobne…
          to normalne
          Ja kiedyś umiałam cieszyć się z ciąży
          wózek, ciuszki, butelki, pampersy… a teraz sama nie wiem czy bym się odważyła…
          ale brak mi tej beztroski… wolałabym umieć cieszyć się ciążą jak kiedyś bez tego natłoku strachu

          1. ~hell

            Jesteś strasznie agresywna i wredna gdy ktoś probuje podważyć Twoje zapamietanie w żałobie. Tak jakby to spotkało tylko Ciebie. A każda osoba która normalnie przeżyła żałobę jako naturalny stan emocjonalny jest niewrażliwa i nie ma prawa osądzać. Przykro mi ale to trąci już histeria.

            1. gemini Autor wpisu

              Myślę że powinnaś zerknąć do słownika w celu odświeżenia znaczenia słowa wredna i agresywna. Dobre- żałoba jako naturalny stan emocjonalny
              Szkoda mojego czasu

      3. gemini Autor wpisu

        Elżbieto bardzo mi przykro, widzisz tego „pocieszenia „jeszcze nie słyszałam, zgrozo
        Światełko dla Aniołka(*)
        Dajecie mi świadectwo na to że czas nie leczy ran, o zmarłym dziecku się nie zapomina
        dziękuje
        ja też sobie wyobrażam jak moja córka dorasta… lubię te wyobrażenia
        powodują że się uśmiecham

    4. ~teodor

      Każde dziecko w chwili poczęcia otrzymuje duszę. Jest ona wpełni ukształtowana, nie podlega wzrostowi, jest dojrzała. Ciało wprawdzie musi przejść proces wzrostu, dojrzewania, dusza jest na obraz Boga, nie podlega tym prawom. Gwarantuję, że dziecko pozna Panią, będzie wiedziało, że Pani jest jego matką i Pani również będzie wiedziałą, że to jest Pani dziecko poprzejściu na tę drugą stronę życia. Wyciągnie do Pani rączki i przytuli się. Będzie to najcudowniejsza chwila.
      cO ZROBIĆ PO PORONIENIU?

      PROSZĘ NADAĆ IMIĘ DZIECKU. pROPONUJĘ DLA DZIEWCZYNKI WYBRAĆ JAKIEŚ IMIĘ I DLA CHŁOPCA INNE JEŻELI NIE ZNAMY PŁCI.

      nASTĘPNIE PROSZĘ OCHRZCIĆ DZIECKO W SPOSÓB DUCHOWY. nIE POTRZEBA DO TEGO KSIĘDZA. nA MODLITWIE WYPOWIEDZIEĆ SŁOWA, KTÓRE MÓWI KSIĄDZ PODCZAS CHRZTU: NP. WERONIKO, JA CIEBIE CHRZCZĘ W IMIĘ OJCA I SYNA I DUCHA ŚWIĘTEGO AMEN. mAM NADZIJĘ ŻE MÓJ KOMENTARZ PRZECZYTA PANI I WJAKIŚ SPOSÓB POMOŻE. SPOTKAŁEM SIĘ JUŻ Z PODOBNYMI PROBLEMAMI. ODPOWIADAM RÓWNIEŻ JAKO KATECHETA – UCZĘ RELIGII W SZKOLE.
      OPARTE JEST TO NA DOŚWIADCZENIACH WIELU LUDZI.

      tRZECIA RZECZ – ZAMÓWIĆ MSZĘ SWIĘTĄ W INTENCJI DZIECKA O SPOKÓJ DUSZY.

      W TEN SPOSÓB POMOŻE PANI DZIECKU I JEDNOCZEŚNIE SOBIE. GŁOWA DO GÓRY. DZIECKO ŻYJE W LEPSZYM ŚWIECIE I SPOGLĄDA NA PANIĄ.

      pRZECZYTAŁEM KOMENTARZ ZE ZA TAKIE OSOBY NIE TRZEBA SIĘ MODLIĆ BO SĄ U PANA BOGA.
      ODPOWIADAM. ONE OCZEKUJĄ NASZYCH MODLITW I ZAMAWIANYCH MSZY ŚWIĘTYCH. tO PRAWDA, ŻE SĄ W NIEBIE, ALE USKARŻJĄ SIĘ NA SWOICH NAJBLIŻSZYCH MÓWIĄC, ŻE WSZYSCY IDĄ DO PANA BOGA Z DARAMI A ICH RĘCE SĄ CIĄGLE PUSTE. ONIE TEŻ CHCĄ ZANOSIĆ PANU BOGU DARY. A TOSĄ NASZE MODLITWY W ICH INTENCJI ORAZ ZAMAWIANE MSZE ŚW. tAK!!!!!!! ONI CHCĄ ZANOSIĆ BOGU NASZE MODLITWY I NASZE ZAMAWIANE MSZE ŚW. NIE PISZĘ TEGO TYLKO JAKO MÓJ POGLĄD NA TEN PROBLEM ALE RÓWNIEŻ JAKO KATECHETA – UCZĘ RELIGII W SZKOLE.

      1. ~emi

        Ten komentarz, mimo że ja chyba nie jestem super religijną osobą, to mnie ujął! Zrobiłam to co Pan pisał! Mogę tylko powiedzieć dziękuje! Pisał to Pan innej osobie, ale i ja postanowiłam to wyprobować:) Każdy mówi o aniołku- dziecko. A ludzie wymagają mówniea – płód, embrion, etc. Ok, ale jak już ma się małą fasolkę, to zaczyna się inaczej myśleć. To ejst dziecko i nie jest ważne dla mnie ile ma czy parę dni, tyg, miesięcy. Ja mam aniołki dwa, za każdym bardzo cierpiałam! Dalej czuję wielki smutek.

      2. gemini Autor wpisu

        Teodorze
        mnie również w jakiś sposób ujął Twój wpis
        ale nie każda matka musi nadawać imię swojemu dziecku…
        pamiętam jak szwagierka była na mszy dla rodzin po stracie i zapytano ją o imiona dzieci, które straciła to był dla niej szok że nie nadała im imion, jednak nie czuła takiej potrzeby łatwiej jej było myśleć jak o aniołkach każda kobieta ma inną wrażliwość i mentalność
        I jest jeszcze kwestia modlitwy… nie wiem jak jest u Ciebie ale u mnie nie można zamówić mszy dla dzieciątka ksiądz twierdzi że One sa w Niebie i nie potrzebują naszej modlitwy za nich można zamówić msze za rodziców po stracie by znaleźli ukojenie..
        Czytałam książkę „Niebo istnieje naprawdę” i wierzę że spotkam moją córkę

    5. ~Czarna

      ZRozumiec potrafi tylko druga osoba ktora przesza to samo,ja urodzilam zdrowego synka lecz po kilku dniach go stracilam,trzumalam go tylko dwa razy na rekach zywego i juz martwego…tego sie nie da opisac,nie da sie powiedziec teg co sie czuje jak sie widzi wlasne dzieciatko w bialej malenkiej trumience i caluje go ostatni raz…bliscy pocieszali mnie ze jego duszyczka jest juz w niebie a tylko cialko powloka ziemska spoczywa w malym grobie pod drzewem…lecz to wlasnie za tym malym cialkiem tesknie jak cholera…minely juz prawie dwa lata,a ja mam wrazenie ze 2 tygodnie,juz sie z tym pogodzilam ale bol i rana jest wciaz tak samo wielka jak w dniu w ktorym powiekszyl grono Aniołkow…

      1. gemini Autor wpisu

        Czarna
        współczuję dla synka * gwiazdeczka
        … ta biała trumienka…
        tego się nie zapomina…
        nawet jej zapachu
        a co dopiero widoku…

    6. ~Mama

      Nie do mnie to pytanie, ale ja znam odpowiedź – jesteś Mamą wspaniałego dziecka, które na pewno jest w Niebie i modli się za Ciebie i uśmiecha się do Ciebie, kiedy tylko o nim pomyślisz, a myślisz pewnie często. Jeszcze go nie widzisz, ale pewnego dnia, jeśli tylko pozwolisz ukochać się Bogu, zobaczysz kim jest. Nie straciłam dziecka i modlę się, bym nigdy nie musiała tego przeżywać, ale mam dwoje małych dzieci i gdy tak na nie patrzę i czytam Wasze zbolałe serca, to aż mnie samą serce boli. Rozumiem Was, choć wiem, że nic nie jest w stanie oddać bólu osieroconej matki.
      Kochane nie jesteście same! Ja wiem jak jest ciężko, żyć, kochać, wierzyć, ale Bóg Was kocha. Nie wiem, dlaczego Was to spotkało, ale jestem pewna, że Bóg nie zostawił Was samych sobie. On ukoi Wasz ból. Dla mnie jesteście bohaterkami. Dla Niego też. Miałyście w sobie cud – największy cud, Życie, i od razu je pokochałyście i uwierzyłyście w niego. Jest w Was więcej wiary, siły, miłości i piękna, niż sobie wyobrażacie! Niech Bóg otuli Was swą miłością, napełni ufnością i zagoi wszystkie rany.

Możliwość komentowania jest wyłączona.