dziewczynka czy chłopiec – płeć nie jest bez znaczenia

Baby shoes for a boy and a girlIle razy słyszałam, że płeć dziecka jest bez znaczenia? Nie jestem w stanie zliczyć. Weszło wszystkim w nawyk powiedzenie ” Nie ważne czy chłopiec czy dziewczynka, ważne by było zdrowe.” Niestety, nie jest to prawdą. Nawet w ustach rodzica po stracie dziecka.

Korzystałam z przeróżnych sztuczek by ukryć swój stan najdłużej jak było to możliwe. Ukrywałam go nie tylko przed wzrokiem ludzi, ukrywałam go przed słowami, które budziły we mnie bunt. Bo niby płeć jest bez znaczenia…

**********************************************************************

Przypadkowe spotkanie ze znajomą i jej mamą zdawało się nigdy nie skończyć. Nie miałam siły na tłumaczenia, udzielałam zdawkowych odpowiedzi, które i tak  potęgowały kolejne pytania, kolejne wywody z którymi nie byłam w stanie się uporać.

- Dobrze widzę, rodzina się powiększy?- ze szczerym uśmiechem zapytała mama znajomej.

- Tak powiększy się – odpowiedziałam.

- Macie dwóch chłopców, oj przydałaby się teraz córeczka, na pewno będzie córeczka, taka mała księżniczka, zna już pani może płeć dziecka?- kontynuowała mama znajomej.

- My mamy już córkę. Zmarła. Nie znam płci – odpowiedziałam krótko.

- Oj bardzo mi przykro… chorowała?

- Tak była chora, urodziła się martwa- nie miałam już siły na kolejne pytania.

- Może to i lepiej. Widocznie tak miało być. Nie cierpi. Może teraz się uda, mam nadzieję, że na razie wszystko dobrze, życzę zdrowej córeczki, będzie dobrze- uśmiechała się starsza pani, a ja już żegnałam się grzecznie.

- Wiesz nie ważne co będzie ważne by było zdrowe – rzuciła na odchodne znajoma.

Czy aby na pewno ? Przed paroma minutami płeć zdominowała naszą rozmowę. Nie miałam siły argumentować swoich poglądów, czułam wewnętrzny bunt, nie zgadzam się z takim myśleniem. Skoro była chora to łatwo ją skreślić, zastąpić zdrową córką. Nie nie zgadzam się na to. Żadne kolejne dziecko nie zastąpi mi Otysi. Kolejna córka tym bardziej, może odnajdę w niej namiastkę pragnień posiadania córki tu na Ziemi, ale nie będzie zamiast. I nie będzie tak lepiej.

****************************************************************

Bałam się, panicznie się bałam pytań o płeć dziecka. Na każde takie pytanie wzruszałam ramionami, że jeszcze za wcześnie a dzidziuś szykuje nam niespodziankę… Niestety społeczeństwo, otoczenie wyraźnie akcentowało, że życzy nam „wreszcie córki”… Takie chore myślenie, że zdecydowaliśmy się na dziecko wierząc że tym razem będziemy mieli córkę… Bez sensu.

****************************************************************

Starsza Pani wraz ze swoją córką oglądały z zaciekawieniem zakamarki naszego mieszkania. Rozmowa o mieszkaniu zeszła szybciutko na boczny tor jak tylko owa pani zapytała o powód sprzedaży mieszkania, po czym ja wskazałam na brzuch.

- O gratuluję, ma pani dwóch synów, więc domniemam, że marzy pani o córeczce teraz. Czy wiadomo już płeć dziecka, teraz tak szybko można to ustalić. Nie wiadomo jeszcze? Rozumiem, dwa pokoje, a tu pewnie córeczka w drodze, mała księżniczka musi mieć własny pokój, no bo jak pomieści się z chłopcami. Chłopcy też pewnie nie mogą się doczekać córeczki. Pewnie już pani ma zamysł na różowy pokoik dla małej dziewczynki, więc konieczne jest większe mieszkanie. – kobieta prowadziła swój monolog, a ja czułam jak tracę grunt pod nogami, totalny paraliż. W głowie zagłuszam swój własny, niemy krzyk – mamy już córkę!!! Mam różowe body z motylkiem, mam różowe skarpetusie, miałam kocyk z różowym misiem… spoczął w białej trumnie, a nie w białym łóżeczku…                                                               Jednak mąż tonuje mnie proszącym wzrokiem bym nie wchodziła w dyskusję. Ulegam. I dobrze bo owa pani nie zamierza na tym poprzestać.

- Wie pani co w sumie nie ważne czy to chłopiec czy dziewczynka, ważne by było zdrowe, prawda?- Czeka na potwierdzenie jej tezy z mojej strony, nie doczekuje się więc kontynuuje. – Wie pani oburza mnie to że rodzice takich dzieci dostają tyle pieniędzy, robią sobie z tej choroby źródło utrzymania. – W tym momencie moje dłonie zaciskają się w pięść, a twarz mówi sama za siebie, mąż szybko łapie mnie za rękę i ściska mocno, kiwa głową – nie warto wdawać się w tą rozmowę. Ucinam więc szybko temat, wracając do kwestii mieszkaniowych. Marzę by już wyszła.

I tak znów ktoś narzuca nam chęć posiadania córki sugerując się tym, że mamy dwóch synów, na koniec puentując że płeć jest przecież bez znaczenia…

***************************************************************

Bardzo wkurza mnie jak słyszę że babcia nie jest prawdziwą babcią póki nie ma wnuczki, a dziadek póki nie ma wnuka. Kiedyś żartowałam z tego, ale to było kiedyś… Póki nie musiałam walczyć o to by moja mama czuła się babcią… bo przecież Otysia jest jej wnuczką, pierwszą wnuczką, przecież była, istniała… nie żyje, ale czy babcia przestaje być babcią jak wnuczka umiera?

Buntowałam się strasznie przed takimi „zaleceniami” posiadania córki. Pamiętam jak mama męża składała mi życzenia urodzinowe, nachyliła mi  się do ucha i szepnęła – i życzę Ci córeczki. Zabolało. Mimo, że sama wewnętrznie pragnęłam córeczki, zabolało. Bo kiedy ktoś życzy mi „wreszcie” córki mam ochotę krzyczeć na całe gardło, że przecież my mamy już córkę.

Płeć nie jest bez znaczenia. Tak fajnie jest jak dziecko jest zdrowe. Ale każda matka i ojciec podświadomie pragnie córeczki lub synka. Nie wierzę że komuś zupełnie nie zależy. Jestem w stanie w to uwierzyć przy pierwszym dziecku, tak,  ja w pierwszej ciąży nie myślałam o płci. Nie miałam sprecyzowanych pragnień, niebieskie czy różowe. Było mi obojętne, tak samo jak zdrowie dziecka, bo nie dopuszczałam do siebie myśli, że może być chore, że może się nie urodzić, lub urodzić martwe. To był jakiś hardkor, wiedziałam, że takie rzeczy się zdarzają, ale gdzieś daleko, obok mnie, przecież nie mogły mnie dotyczyć… dziś daleka jest mi taka beztroska.

Ale wiem, że nawet w ustach Aniołkowej mamy powiedzenie że płeć jest bez znaczenia nie jest prawdziwe…

Od początku ciąży, z mężem mieliśmy silne przeczucie że czekamy na córeczkę. Wybraliśmy imię tylko dla córeczki. Chłopcy jak mówili do brzuszka wołali w skrócie – Lemi. :) Kiedy dzień przed decydującym usg zapytałam męża o awaryjne imię dla chłopca, obruszył się że na 100% jest córka i nie będzie wybierał innego imienia. No przecież jest Lenka, Łucja. I kropka…

Dla mnie też najważniejsze było by dzieciątko było zdrowe. Nie dałabym rady przejść tą samą drogą co w ciąży z Otysią. Nie umiem sobie wyobrazić znów tej niemocy… i czekania na śmierć, rozbitych w drobny mak nadziei… Jednak w głębi serca, pragnęłam córki. Choć od początku miałam z tym pragnieniem ogromny problem. Emocjonalny. Żal do siebie. Czułam że to nie w porządku w stosunku do Otysi…

Zapętliłam się w tych emocjach.

33 myśli nt. „dziewczynka czy chłopiec – płeć nie jest bez znaczenia

  1. ~malinowysen

    Ja rozumiem Twój bulwers, ale skąd ludzie mają wiedziec, ze masz już córkę tylko, że ona nie żyje?

  2. ~MamaAniołkaKacperka

    Oh Gemi, rozumiem każde słowo… Choć ja jeszcze czekam na ten cud, choć z dnia na dzień tracę nadzieję, że się zdarzy…Tak się cieszę że Wam się udało i życzę Maleństwu zdrówka, Chłopcom i Otysi radości z rodzeństwa, a Tobie i Mężowi dużo siły na przetrwanie tego okresu i szczęśliwego utulenia Dzieciątka :)
    Ucałuj Otysię.

  3. ~Marga

    Ach Babo. Przez Ciebie jadę dzisiaj do pracy jak zombie. Zaczęłam od wpisu na onecie i 12 godzin później o 4 nad ranem kończyłam czytać Twój blog. Co wyryczałam to moje. Tyle myśli w głowie które chciałam Ci tu wypisać, od chęci podzielenia się moim bólem, przez wyrzucenie moich poglądów, radości z innych małych promyków …. Dużo, za dużo. Powiem Ci tylko, że każdy Motyl jakiego od dziś zobaczę będzie miał dla mnie zupełnie inne znaczenie.

  4. ~mama

    Z góry piszę, że nie straciłam żadnego dziecka, a mam ich 6 ( pięciu chłopców i jedną dziewczynkę), ale pamiętam jak okoliczne babcie kibicowały mi dziewczynki, a tu chłopcy się radzili. Przy pierwszych dwóch ciążach nie chcieliśmy wiedzieć kto to, a później to była tylko formalność ;) W zeszłym roku jak dotarło do mnie, że znowu jestem w ciąży, to z góry powiedziałam mężowi o drużynie siatkarskiej, ale była ta presja…..dziewczynka by się przydała. Przed żadnym badaniem nie czułam tyle strachu co przed tym, kogo tam mam :) No i mamy tą wisienkę na torcie, jak zawsze mówię. Teraz to tylko słucham jaka to ona będzie rozmieszczone i tyłu braci ma, i chłopczyka będzie i ble ble…..mam to w nosie, bo kocham całą szóstkę jednakowo ;) pozdrawiam

  5. ~Mimi

    Może i Ciebie nie rozumiem. Ale nie przeżyłam nic tak strasznego. Mam nadzieję, że pozbierasz się po tym, ale nie zapomnisz o swojej córci. Przecież synków nie kochasz tak samo, więc i miłość do drugiej córki nie będzie tą samą co do Otysi. Trzymam kciuki, że niezależnie od płci pokochasz swoje dziecko.

  6. ~Gocha

    Nie rozumiem tej logiki-masz chlopcow to pewnie chcesz dziewczynki. Co to nie mozna chciec samych chlopcow albo samych dziewczynek? Rownowaga kosmiczna do zachowania czy co?

  7. ~ada

    Jestem ciocią cudownego, bardzo chorego chłopca. Lekarze „przeoczyli” wadę wrodzoną, więc na legalną aborcję było za późno. Moja siostra powiedziała wtedy: i bardzo dobrze, bo i tak bym nie usunęła, a tylko się bardziej martwiła.
    Jestem też córką, matki i ojca, którzy stracili troje dzieci przede mną. Dwoje urodziło się i walczyło, jedno nie zdążyło się nawet urodzić.
    Mam nadzieję, że zaakceptujesz w końcu fakt odejścia dziecka, bo wiem jakie to okropne uczucie kiedy rodzic mówi, że powinni być jeszcze X i Y. Moja mama marzyła o 5 dzieci. Ma trójkę. Miała 5. Trauma i rozpacz – nie do opisania. Spotęgowanie tego wszystkiego w momencie narodzin chorego wnuka – niewyobrażalne.
    Wiem też jedno, jeśli już teraz masz takie emocje, to odbiją się one na kolejnym dziecku. A ono nie jest winne, temu że Twoja pierwsza córka nie przeżyła.

    1. gemini Autor wpisu

      Rozumiem…
      Ale nie wiesz tego co odbije się na moim dziecku. Nie siedzisz w mojej głowie. Nie obwiniam Go o to że się urodzi, Urodzi się bo tego pragnęliśmy,
      mieć kolejne dziecko, większą krzywdę bym u zrobiła traktując je ZAMIAST, lub jak lekarstwo na stratę.
      Staram się by chłopcy wiedzieli że mają siostrę, by pamiętali, ale staram się w tym wszystkim znaleźć równowagę.
      Kocham ich i wiem ze oni o tym wiedzą, dla nich jestem uśmiechniętą i radosną mamą, nie obarczam ich swoimi uczuciami, łzami,czy żalem.

  8. ~monika

    Ja tez troche tego nie rozumiem. Stracilam 3 pierwszych dzieci. Juz myslalam ze nie bede miec dzieci wcale. Po 8 latach malzenstwa urodzilam 2 zdrowych dzieci. Chlopca i dziewczynke. Przeszlam nad tym do porzadku dziennego. Ciesze sie z zywych dzieci. Nie rozpamietuje strat. Nikt Ci nie zabrania pamietac ale zal do swiata jest nieuzasadniony. Za takim zalem idzie tylko zgorzknienie. Czemu ludzie maja Ci nie zyczyc zdrowej corki? Co w tym zyczeniujest zlego? W czym to zyczenie zmienia fakt ze kiedys mialas corke? Znajdz w tym zyczeniu dobre strony i czyjąś zyczliwosc.

    1. gemini Autor wpisu

      Moniko pochowałam córkę i nie mam zamiaru o Niej zapomnieć.
      Nie umiem i nie chcę przejść nad tym do porządku dziennego. Uczę się z tym żyć.
      Co nie zmienia faktu że nie cieszę się z dzieci które mam.
      Mam czworo dzieci. Moja znajoma straciła trzyletnią córkę 8 lat temu, po niej miała jeszcze 3 dzieci, czy powinna nie rozpamiętywać przejść nad tym do porządku dziennego?
      I nie mam żalu do świata, wiem że pisząc o swoich emocjach ukazuję fragmenty życia i można wyciągać pochopne wnioski.
      NIe mówię że ludzie nie mają mi życzyć zdrowej córki, pisząc ten wpis chciałam skupić się na oczekiwaniach wszystkich wokół mnie, na płci co do której mamy pewne oczekiwania nawet po stracie i zastanowić się ile jest prawdy w powiedzeniu – nie ważne co będzie ważne by zdrowe..
      Tak chcę w tym znaleźć czyjąś życzliwość jednak jest to dla mnie trudne emocjonalnie o tyle.
      Przykro mi jest kiedy ktoś dowiaduje się że mamy córkę i stwierdza że to dobrze że nie żyje skoro była chora i może w końcu się uda…
      Bo co się uda?

  9. ~Qulina

    Może i masz rację, nie będę wdawała się w dyskusję, lecz spójrz na to, że ludzie nie wiedzą ( bo wdac tylko chłopców), że masz córkę. Otysia jest w Waszych sercach, ale nie kazdy to wie, dlatego uważam, że Twoja złość jest nie na miejscu. Pozdrawiam

    1. gemini Autor wpisu

      W tym przypadku moja złość nie była spowodowana niewiedzą tylko „spisaniem Otysi na straty” i życzeniom zamiany Jej na zdrową córkę

  10. ~logika

    Nie rozumiem Was straciłam 2 dzieci, urodziłam 3 dzieci i jakoś nie mam wyjatkowej traumy. W szpiatlu gdzie rodziłam poznałam na patologii wiele kobiet, ktróe poroniły nie jedno a nawet 5 czy 6 dzieci i ważne BYŁO JEDNO URODZIC ZDROWE dziecko, płec nie miała znaczenia.
    Zawsze chciałam mieć chłopców urodziłam 2 dziewczynki i na samym końcu chłopca.O płec poprzednich nie pytałam, przy drugim poronieniu cieszyłam sie, ze przezyłam. Zgadywanie czy rozpoznawanie płci było zabawne. W drugiej ciązy byłam przekonana, ze urodze syna. Połozna która odebrała poród na moje zaskoczenie ale miał być syn stwierdziła: To co mam zabrać? Jak juz urodziłam to wezmę -odpowiedziałam. Nie myśle o tamtych dzieciach, bo to jak szukanie dziury w moście. Odkąd przestałam wierzyć w KATolickie bzdury odzyskałam spokój ducha. Skupiam sie na tu i teraz a nie na tym co mogło być , było itp

    1. gemini Autor wpisu

      Miałam odpuścić sobie odpowiadanie na wpisy…
      Logiko Ty nie musisz rozumieć mnie i ja nie muszę rozumieć Ciebie
      szanuję Twoje podejście
      lecz ja nie przeliczam siły traumy na ilość utraconych dzieci…
      Piszesz płeć nie miała znaczenia a kolejne zdanie zaczynasz od słów „Zawsze chciałam mieć chłopców urodziłam
      Cieszę się że umiesz cieszyć się życiem i że odzyskałaś spokój ducha
      Ja go odzyskuję w „katolickich bzdurach” bo trzymałam moją córkę na piersi, dotykałam Jej, Ona dla mnie istniała, nie umiałabym o Niej nie myśleć, jest moim dzieckiem i to dla mnie fakt niezaprzeczalny, mam akt urodzenia i zdjęcia córki. Nie zapomnę bo nie chcę i nie umiałabym, ma w moim sercu tyle samo miłości co każde z moich dzieci.
      pozdrawiam

    2. Anonim

      Ja bardzo przepraszam, wiem, że strata dziecka to strata dziecka, ale jest według mnie różnica w skali traumy. Logiko, uwierz mi, dałabym wszystko, by poronić ciążę….by nie donosić synka, nie martwić się każdego dnia czy jeszcze we mnie żyje, by nie rodzić go trzy i pół doby drogami natury, i wreszcie, by nie widzieć go jak dobę umiera pod respiratorem. Kiedyś kłóciłam się, że strata dziecka na każdym etapie ciąży to kalectwo emocjonalne do końca życia, dziś tak nie uważam. Jak inne byłoby moje życie gdybym „tylko” poroniła, jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmiało. Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam tym komentarzem, ale tak uważam.

      1. ~Mirka

        Obys slow „dalabym wszystko by poronic” nie wtpowiedziala w zlym czasie.
        Obys nie miala szans porownywac tych strat…
        Obys nie uslyszala od mamy, ktorej zmarl 5-latek, ze trauma po smierci Twojego dziecka jest duzo mniejsza niz po smierci jej dziecka, ze wolalaby aby umarlo po urodzeniu…

        1. Anonim

          No i właśnie do tego Mirko nawiązuję. To co napisałaś to sedno tych dywagacji. Są kobiety, które bardzo długo leczą się psychiatrycznie po poronieniu,znam i takie, które po martwym porodzie mówią – to nic, teraz tylko szybko następne. Na dlaczego masz przekrój wszystkiego co możliwe. Nie zapomnę, kiedy jedna z dziewczyn opisała sytuację, kiedy to podeszła do nj koleżanka i klepiąc po plecach powiedziała, że to dobrze, że dziecko umarło tak szybko, bo nie zdazyla sie przyzwyczaić. Byłam tym tak zbulwersowana, że nie mogłam się otrząsnąc. A teraz, kiedy i mnie to spotkało cały czas myślę, że jednak po poronieniu byłoby mi łatwiej. Nie Tobie, koleżance, sąsiadce, mówię wyłącznie o sobie w kontekście mojej psychiki. Gdybym usłyszała od matki, która straciła pięcioletnie dziecko, że ja miałam łatwiej, już tak szybko bym się nie oburzyła. Tak jak jedna zdziewczyn na forum, która pochowała praktycznie dorosłego syna. Pomyślałam, ż jednak jej sytuacja jest o wiele dramatyczniejsza. Nie powiem Ci skąd biorą się takie myśli. Może to taki etap żałoby? Umysł troszkę inaczej funkcjonuje, nie buntuje się tak jak kiedyś, nie wpada tak szybko w skrajne emocje. A może to próba zwykłego ulżenia w nieszczęściu…

          1. ~Elżbieta

            To chyba nie jest tak.Najgorsze jest licytowanie strat.Kto może wiedzieć ,co Ja czuję po „tylko” po poronieniu.Moje dziecko straciłam 16 lat temu , mam dwóch synów 21,12,lat.Mój Anioł miał/ła by dzisiaj 15 lat.Nie umiem zapomnieć!Czasami myślę , że gdyby moje dziecko ,które straciłam miało by miejsce na miejsce na cmentarzu było prościej..Nikt by nie musiał licytować się ze mną o BÓL PO STRACIE !

            1. ~hellena

              No ale ten świat jest właśnie tak nienormalny. Chory do granic absurdu. Wieczne licytacje. Ja podobnie jak Gemi walczę z opinią, że skoro syn był chory (choć nikt nie wie i nie chce nawet pytać czym jest wpp) to lepiej, że umarł. Litości! Już pomijam fakt, że nie mają pojęcia czym jest wada genetyczna jak ZD a czym wada rozwojowa chirurgiczna, jak wpp właśnie. Nikt nie chce dociekać i przyjąć do wiadomości, że miałam normalnego syna, któremu zabrakło zwykłego szczęścia, zabrakło odrobiny sił by wytrwać do operacji. A już do granic wytrzymałości doprowadzają mnie teksty, że skoro był chory, to łatwiej jest mi się pogodzić z jego śmiercią. Matko Boska! Mieliśmy wadę losową, przypadkową zupełnie, o nieznanej przyczynie. Statystyka 1:5000 ciąż. Padło akurat na moje dziecko, tak jak mogło paść na dziecko siostry czy sąsiadki. Jak to ujął genetyk miałam pecha w ciąży.I to powoduje, że ma być mi łatwiej? Jakoś koszmary nie znikają, łzy również. Ale zawsze najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy nie przeżyli. Dziewczyny, które poroniły walczą do prawa o mówieniu, że straciły dziecko, nie COŚ, dziewczyny takie jak ja walczą o uznanie wielkości straty na równi ze śmiercią każdego innego żyjącego człowieka. I tak będzie, nie zwalczymy tego.

              1. ~Marga

                Tak, w mniemaniu wielu mały człowieczek znaczy mniej. Widać to, wybaczcie przykład, po wyrokach jakie zapadają w procesach gdzie ofiarami są dzieci. Za pięć morderstw 25 lat więzienia; pięć za malucha. Malucha którego matka ktora straciła dziecko, oddałaby pół życia za możliwość posiadania. Tanio wychodzi mordowanie noworodków. Bardzo tanio. Taki mały człowieczek mało warty. Łzy same mi lecą.

  11. ~anulagadula

    Kochanie! Nie masz napisane na czole, że Twoja Otylka uśmiecha się do Ciebie z nieba – nie wiń ludzi, że bablają życzliwie…. Chciane dziecko to radość, choć czasami spotyka niektóre z nas niewyobrażalny ból, którego już nic nie ukoi. Nie będę się wymądrzać, mam tylko jednego synka, który ma trzy latka i właśnie uśmiechnięty zajada frytki z koperkiem obok mnie… Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być. Niemniej obcy ludzie nie wiedzą, jaki ból nosisz w sercu. Co do rodziny, nie wypowiadam się, życzliwość potrafi wykończyć. Piszesz, że czujesz się nie w porządku wobec Otylki – myślę, że nie miałaby Ci za złe. Nosisz ją w sercu, zawsze będziesz, Ty sama najlepiej wiesz, że nikt nie może być „zamiast” więc nie zadręczaj się, tylko kochaj i uśmiechaj się do swojego czwartego dzieciaczka! Przytulam Cię serdecznie – Ania

    1. gemini Autor wpisu

      Taka masz rację liczę się z tym że niektórzy są nieświadomi mojej tragedii i to co mówią mówią całkiem nieświadomie
      wiem też ze ktoś kto nie przeżył śmierci dziecka nie zrozumie
      co więcej wiem jakie panuje przeświadczenie w społeczeństwie bo takie samo panowało wśród moich najbliższych- skoro była chora to lepiej że umarła
      ale dlaczego Oni oceniają i komu by było lepiej?
      Masz rację noszę Otysię w sercu i zawsze będę, miałam problem z tym że pokocham drugą córkę bardziej niż Otysię, sama sobie z tym nie radziłam
      ale masz rację druga córka nie była by zamiast
      Chciałabym jednak by nikt nie oczekiwał ode mnie córki tak jak ma to miejsce…
      Ten wpis będzie miał ciąg dalszy….
      o oczekiwaniach… i reakcjach
      Ucałuj synka
      przytulam również Gemi :)

  12. ~Belladonna

    Kochana, bardzo Ci życzę, żebyś miała siłę cieszyć się z tego Dzidziusia. Otysia na pewno się cieszy i trzyma za Was kciuki. I na pewno pragnie, żeby Jej Mama była szczęśliwa. Może to zabrzmi paradoksalnie, ale uważam, że Otysia dała Ci tyle szczęścia i miłości, której nie da się zliczyć po ludzku. A jeżeli chodzi o ludzkie teksty, to chyba sama wiesz najlepiej, że ludzie nie wiedzą co powiedzieć i plotą zwykle jakieś utarte nietrafione slogany. Mnie też drażniły teksty typu „o ma pani synka i córeczkę to już wszystkie dzieci w domu” A ja w myślach dodawałam „Nie wszystkie. Jedno w Niebie”. Teraz jestem już w drugiej ciąży po stracie Przemeczka. Nic i nikt Go nie zastąpi. Schizy ciążowe mam i nie potrafię się ich ustrzec, bo mój Synek też umarł w brzuszku. Ale wiem, że On na pewno mnie wspiera z Nieba i trzyma kciuki za każde kolejne Dzieciątko. A każdemu kolejnemu Dziecku potrzebna jest Mama z Miłością i czułym Sercem. Ty masz i Miłość i Serce. Głowa do góry do Otysi do Szczęscia Kochana.

  13. ~Ewelina

    Pełć zawsze można zmienić podobnież, więc w dzisiejszych czasach nie ma znaczenia. :))
    Życzę Ci, by Lenusia dała Ci tak do wiwatu, żebyś zapomniała jak się nazywasz. By była tak żywa, ruchliwa i głośna byś nie miała czasu w nos się podrapać, wtedy nie będziesz rozmyślać. ;)
    Matka nie dzieli Miłości…Matka mnoży Miłość – u Ciebie x 4, masz pojęcie? :)
    Trzymajcie się obydwie Dziewczyny dzielnie i zdrowo. Będzie Dobrze.

    O Otylce pamiętam, będę pamiętać dzięki Tobie. [ * ]

    1. ~basia

      Hej

      Ja 2 lata temu stracilam synka-Adasia.To bylo/jest moje drugie dziecko.pierwsza mam dziewczynke.Ma 6 lat.gdy po roku od utraty mojego malenstwa dowiedzialam sie ze jestem w ciazy bylam szczesliwa i tez mowilam ze plec nie wazna ale w glebi serca chcialm chlopca.Los jednak jest przerotny i mam druga dziewczynke.kocham ja nad zycie i wciaz tesknie za Adasiem…..

      1. ~Loca

        Hej. Czytam już kolejny Twój wpis i powiem szczerze, że mam wrażenie, że zapętliłaś się w swoim żalu i bólu, tylko nie wiem czy po stracie córki czy ogólnie do świata . Narzekasz na wszystko. Oczekujesz nie wiadomo czego. Opanuj się kobieto, bo nie masz wypisane na czole „straciłam córkę”. Niby wpis był poświęcony tematyce oczekiwań co do płci dziecka, a tak naprawdę jest o tym jak bardzo denerwują Cię ludzie, bo składają nie takie życzenia jak byś chciała, bo nie wiedzą, że straciłaś dziecko i mówią to co według nich jest życzliwe. Rozumiem, że przeżyłaś wielką tragedię ale nie wymagaj żeby cały świat o tym wiedział i Cię głaskał po głowie przez cały czas.

        1. ~Ewela

          Loca,
          Jeśli cały świat nas nie rozumie to i pocieszanie nie ma sensu, ale to nie jest problem otoczenia tylko nasz. Przecież nie możemy zmienić całego świata, ale możemy zmienić siebie i swój sposób postrzegania, tak byśmy sami siebie nie ranili swoimi myslami. Przecież nie możemy zmienić innych, ale możemy zmienić siebie. Nigdy nie możesz wiedzieć dlaczego ktoś trzyma się kurczowo cierpienia, z Miłości do dziecka, czy dlatego, by nie stracić o sobie dobrego zdania, szacunku do samego siebie? Czasem trudno to oddzielić, przyznać się do własnych motywacji, czasem trudno je rozpoznać. Mnie by nie przyszło do głowy, że któreś dziecko kocham bardziej. Że jestem złą matką. Staram się być najlepszą matką dla wszystkich swoich dzieci i w miłości do nich nie kieruję się tylko emocjami i instynktem, ale ROZUMEM inaczej nie umiem. No ale ja to już stara jestem. :)

  14. ~hellen

    Gemi, ale mna targają dokładnie takie same emocje. Śmierć synka wywołała lawinę dramatycznych emocji i kiedy udało nam się zajść w kolejną ciążę już sama nie wiedziałam kogo pragnę-syna czy córki. W końcu doszłam do przekonania, że syna przecież mam, a Hana dobrze żeby miała siostrę. Poza tym stwierdziłam, że może zdrowiej dla mnie będzie nie czekać na synka, bo jak tu się przestawić, że to nie bedzie ten sam syn, tylko zupełnie inne dziecko?
    Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, ze jednak będzie Mikołaj. Mąż się cieszy, a ja oswajam…powoli, stopniowo ujarzmiam te emocje i oczekiwania. Mam nadzieję, że czas zrobi swoje i będę spokojna kiedy poznam maluszka.

    Ściskam mocno!

    1. gemini Autor wpisu

      Gratuluję synka :)
      Nie wiem który to tc, ale spokojnie masz czas na ujarzmienie emocji
      Droga Hellen napisałam ten wpis, bo widzisz mam kontakt w wieloma rodzicami po stracie dziecka
      i uwierz mi nie spotkałam się z tym by kobieta czy mężczyzna, nie mieli oczekiwań co do płci
      często się mówi – nie ważne co ważne by było zdrowe i najwięcej takich słów słyszałam właśnie z ust aniołkowych rodziców,bardziej w formie pocieszającej… ważne by było żywe..
      ale wiem że większość z nich ma ogromne oczekiwania, jest tak nawet w przypadku rodziców którzy stracili dzieciątko w którym to płeć generowała wadę genetyczną, mocno pragnęliby np. córki, ale jednak oczekują że będzie syn gdyż to świadczyło by że będzie zdrowy
      napisałam to bo ja też miałam oczekiwania i musiałam się zmierzyć z oczekiwaniami otoczenia, męża, rodziny
      i napisała do mnie pewna Aniołkowa mama strasznie zawiedziona płcią kolejnego dziecka po stracie…
      dlatego uważam że nawet rodzice po stracie mają oczekiwania co do płci dziecka
      szczęśliwego rozwiązania :) p.s Mikołaje to super chłopaki, wiem co mówię :)
      mój Mikołaj codziennie zrywa dla mnie kwiaty po kilka dziennie,
      żaden mężczyzna mnie tak nie zasypywał kwiatami ;) a On ma dopiero 5 lat
      ściskam

      1. ~hellen

        Ja też tak sądzę, płeć ma znaczenie… To takie zachowawcze wybiegi, i ja sama po stracie synka w pierwszym odruchu myślałam jednak o urodzeniu kolejnego chłopca, tylko bałam się, że sobie z tym nie poradzę psychicznie. Przekonałam zatem siebie samą, że syn już jest, niech będzie dziewczynka. I wyszedł chłopak znowu. Takie przewrotne to życie… Choć od początku, od pierwszych dni na teście wiedziałam, że będzie Mikołaj.

    2. ~DANI

      Tak się kobietki zastanawiam… Przez całą ciążę brałam clexane,którego żaden lekarz nie chciał (procedury) wypisać na nfz. Bo nie mam badań ostatecznie potw.antykoug.tocznia. Badania miałam tylko te podstawowe, co sama wykonałam za 600zl. Próba zapisu do por.specjalistycznej spełzła na niczym. Czas oczekiwania:3 nędzne lata! Odpuściłam. Brak mi słów. W ciąży sporo leżałam, byłam w szpitalu kilkukrotnie. Leki, leki, leki. I pełno babek- 90% miało co najmniej zdrowe, jedno dziecko.Ciężkie ciąże-nie mnie o nich mówić. Każda jednak wolała ze mną nie gadać :). Płakały, złorzeczyły na swój los… A ja patrzyłam… jak wiele nie wiedzą, jak dużo maja. Chociaż jedno dziecko :( . Przypomniał mi się wywiad przed porodem… w 36+6. Ciąża no yyy 5. Słucham? – Sporo tych dzieci u Pani. – Tak,ale to moje pierwsze donoszone tak długo.
      Córcia zdrowa, leży obok mnie. Ślicznie gaworzy. Dało się, najgorsza to bezradność na brak reakcji lekarzy,ich wcześniejszy olew.
      Trzymaj się kobietko :) My kobiety silne jestesmy :) i musimy zyc dla tych co są z nami.

Możliwość komentowania jest wyłączona.