Psycholog (nie)potrzebny od zaraz

Cisną mi się na usta mocne słowa. Ale spokojnie.

1..2..3..4..5..6..7..8..9.. Uhmmm

Właśnie oglądałam wiadomości.
http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/zabrze-kto-jest-winny-smieci-ciezarnej-kobiety-ktorej-kazano-urodzic-martwe-dziecko,518813.html

Bardzo wstrząsnęła mną wiadomość o Pani Ewie, która miesiąc temu urodziła martwe dziecko w dziewiątym miesiącu ciąży. Przeżyłam bardzo osobiście tą tragedię… Kiedy w poniedziałek usłyszałam w radio, że zmarła nie umiałam powstrzymać emocji. Dreszcze wstrząsnęły moim ciałem, nie umiałam przyswoić tej wiadomości, znów brak pogodzenia się z tym co się stało. Kolejna Aniołkowa Mama… zapłaciła najwyższą cenę…życie.

Nie rozumiem dlaczego? Nie rozumiem…

Panią Ewe poinformowano w szpitalu że dziecko nie żyje i że musi urodzić siłami natury. Niestety na poród czekała 20 godzin. Dramatyczny poród odbywał się pod prysznicem, gdzie nastąpiło zatrzymanie krążenia u Pani Ewy.

*******************************

Przypomina mi się mój poród martwej Otysi. Sobota rano, nie znalazłam tętna, lekarz potwierdził że córka nie żyje, przyjęcie na oddział, wieczór, tabletka i  zmęczony lekarz mający nadzieję że uda mu się opóźnić mój poród tak aby spokojnie zakończyć nocną zmianę. Niedziela brak posiłków i jedyne zdanie które usłyszałam od położych – Czekamy. Kroplówka podłączona na kilka godzin znów po to by do 19 nic się nie zaczęło dziać. Położne wolały omijać moją salę. I w końcu niedziela wieczór, kolejna zmiana i położna która mnie przyjmowała w sobotę. I współczucie w jej oczach, tylko Ona chciała mi pomóc, tylko Ona zmieniała kroplówkę, zaproponowała prysznic, masaż szyjki macicy, i rozmowa o tym co nastąpi, Ona była jak psycholog. Poród w obecności przerażonej lekarki która nie umiała wyciągnąć dziecka. Blada twarz, zakrwawiony fartuch. Odklejanie się łożyska i brak postępu porodu. Nigdy nie zapomnę jak położna odepchnęła Panią ginekolog i wyjęła Otysię. I to pytanie lekarki do położnej – Jak Pani to zrobiła? Moim psychologiem była moja położna której zawdzięczam wspomnienia, i pożegnanie się z dzieckiem. Gdyby nie moja wspaniała położna… nie wiem jak bym to wszystko przeżyła…

****************************************

A dziś ginekolog z Centrum Zdrowia Kobiety i Dziecka w Zabrzu mówi do kamery, że On nigdy nie potrzebował psychologa i wydaje mu się że taka pomoc nie jest potrzebna kobiecie, która musi urodzić martwe dziecko.

- Ja osobiście takich potrzeb nie odczuwam, ja w żadnej sytuacji w życiu nie potrzebowałem psychologa! -  mówi Mieczysław Rajs, szef oddziału położnictwa i ginekologii, szpital miejski w Zabrzu. I tylko „Ja i Ja”, nie o Niego tu przecież chodzi tylko o kobiety, nie On jest najważniejszy, ani jego odczucia. Ważne są uczucia matek, które dowiadują się że ich dziecko umarło, że nie będzie cudu narodzin, nie będzie płaczu dziecka, czeka ich głucha cisza na sali porodowej i łzy rozpaczy, czeka Je trauma i żałoba. Białe łóżeczko zamienią na białą trumienkę, a kołysanki będą śpiewać na cmentarzu. Jedyne śpioszki przygotują dziecku do trumienki, a zamiast nowych zabawek i grzechotek będą kupować znicze.

Co więcej Pan doktor posuwa się dalej uzurpuje sobie prawo do nazywania się matką. Żenada. – Jestem omal że prawie jak matka bo 40 lat się zajmuje położnictwem ginekologią i kobietami w ciąży.

Ciekawe ile martwych porodów w swojej karierze odebrał Pan doktor. Do cholery jasnej więcej się napatrzył na łzy szczęścia niż łzy rozpaczy i traumę. Kto mu dał prawo do oceniania psychiki kobiety która musi urodzić martwe dziecko. Jak może stawiać się na miejscu Pani Ewy i twierdzić że opieka psychologiczna raczej nie była Jej potrzebna. Powinien teraz bić się w pierś że źle ocenił stan psychiczny kobiety a nie stać przed kamerami, uśmiechać się i mówić że nie ma sobie nic do zarzucenia.

To jest ogromny problem że lekarze na oddziałach ginekologicznych i położniczych dają sobie prawo do oceny stanu psychicznego kobiet, nie zawsze celnie. Pisałam już o tym że w ciąży jak dowiedziałam się o wadzie letalnej córki ginekolog od razu na pierwszej wizycie zaproponowała mi psychologa, niestety to bardzo rzadka praktyka. Nie znam innej Aniołkowej mamy której zaproponowano taką opiekę w ciąży, by poradziła sobie z wiadomością o chorobie dziecka. Tak samo podczas martwego porodu, a znam naprawdę mnóstwo kobiet które rodziły martwe dzieci. To naprawdę rzadka praktyka. Kobiety po martwym porodzie wracają do siebie latami, próbując uporać się z traumą porodu, szkoda tylko że musi dojść do takiej tragedii by media zaczęły się tym tematem interesować i o tym mówić!

Nie umiem sobie wyobrazić traumy jaka dotknęła Pana Darka, miesiąc temu pochował dziecko a teraz musi pochować żonę. A przecież miało być inaczej. Czekali przecież na cud narodzin… na szczęście… tak bardzo współczuję

 

 

61 myśli nt. „Psycholog (nie)potrzebny od zaraz

  1. ~KamilaApi

    To jest straszne, nie jestem w stanie tego zrozumieć.
    Ja walcząc w obrzękiem, gdzie Mai dawano 5% szans, czyli tyle co nic przeżywałam piekło patrząc na mamy które się cieszą na myśl o porodzie, rozmawiały z przyszłymi tatusiami o tym jaki pokój będzie, jaki wózek kupić. Ja nie mogłam kupić nic, i nie miałam z kim porozmawiać (mam na myśli przyszłego tatusia) a mimo to Dr który się mną opiekował, a poznał w dniu mojego przybycia do szpitala, wielokrotnie powtarzał, ze jest do mojej dyspozycji, i mogę z nim porozmawiać, raz płakałam w gabinecie Ordynatora, gdy po raz kolejny odwołali mi cięcie a on tłumaczył mi jak dziecku, dlaczego, że dla dobra Mai itd Zaproponowali mi także, że jak potrzebuje wizyty Pani psycholog to nie ma problemu, przyjdzie do mnie. Poradziłam sobie bez, ale oferowali mi pomoc na każdym kroku. I za to jestem i bardzo wdzięczna. I nie rozumiem jak ten Doktor może się tak wypowiadać, powinien się w piekle spalić!

  2. ~dominika

    Do wszystkich aniolkowych mamus tak ciezko czyta sie o waszych dzieciach ktorych z wami nie ma. Będę trzymać za was kciuki żebyście jakoś daly rade przez to pieklo przejsc. Jestem mama dwoch chlopcow z problemami zdrowotnymi. Trafilam na tego bloga przypadkiem i wsponienia odzyly. Troszke rozumiem wasz bol . Po porodzie o polnocy przyszedl do mnie lekarz i powiedzial ze musi wziasc moja kruszynke na oddzial i zbadac serduszko bo cos sie poloznej nie podoba.juz wtedy myslalam ze umre wiedzialam ze napewno jest zle. Pare godzin puzniej lekarz w gabinecie powiedzial mi tak serce waszego dziecka jest chore nie jest normalne po czym na modelu pokazal mi gdzie jest problem i na koncu slowa bedzie robic co w naszej mocy zeby go ratowac. Serce moje malo nie peklo lzy nie przestawaly płynąc . Bylam obolala po porodzie w szoku . Nie moglam zostac z malenstwem moglam go tylko odwiedzac. Jezdzilam do niego dwa razy dziennie i spedzalam na krzesle obok inkubatora noce. Kazde wejscie na sale to byl bol nie do zniesienia za kazdym razem nowe wkucie ciraz wiecej monitorów kabli sprzętów i tem jego placz rozrywal mi serce. Czulam taki bol nie do zniesienia . Pielegniarki podawaly mi jak tak bardzo plakal go na rece z tymi poklutymi nozkami reczkami a za nimi ciagnely sie kabelki . Przytulam go do siebie i od razu spokojnie usypial . Mial byc operowany po kilku tygodniach ale serduszko nie wytrzymywalo po 5 dniach ambulansem pojechalam z moim synkiem do szpitala w londynie i tam operacja. Tam sami zanieslismy naszego syna na stol operacyjny i lekarz powiedzial zeby byc dobrej mysli ale w razie czego sie pozegnac . Myslalam ze skonam tych pare godzin czekania to byly tortury. Nie zemdlalam tylki dla tego ze czekalo na mnie w domu drugie dziecko. Operacja sie powiodla ale ci bedzie w przyszlosci nie wiem . Moze byc różnie. Tak wiele osob sie modli za nas. Pisze do was bo mam nadzieje ze moze i jakiś lekarz pielęgniarka przeczyta. I apeluje zebyscie wspierali te aniolkowe namy. Pomogli sie pozegnac pozwolili przytulic podsuneli krzeslo to ma wszystko znaczenie. Ja tak bardzo jestem wdzieczna lekarza pielegniarka bez nich nie dalabym rady. Modle sie za nich codziennie zeby bog im wybagrodzil ze ocalili mojego synka i zeby wspierali wszystkie mamusie. Po operacji moglam podejsc do zepolu operacyjnego i podziekowac ale pomimo mojego dobrego angielskiego mowila tkank you thank youi tak plakalam ze szczescia ze się udało . Hirurg tak mnie mocno przytulil tak serdecznie . Na koniec zdolalam powiedziec ze bede wcieczna im do koncu zycia za to co zrobili dla mnie. Ja czytam jak lekarze traktuja inne mamusie pograzone w rozpaczy lzy sane plyna. Pomodle sie za was kochane mamusie i wasze aniolki. Przepraszam za bledy ale pisze i rycze

    Trafilam na tego bloga przypadkiem

  3. ~Też aniołkowa mama

    21 lat temu w 6 miesiącu ciąży stwierdzono u mnie martwy płód. zostałam przyjęta na oddział z kobietami na podtrzymaniu ciąży co już było trauma. Po dwóch dobach kroplowek, w środku nocy wyrwał mnie z letargu potworny ból. Leżałam sama w małej sali. Wszyscy spali. Mój krzyk obudził położna, która wpadła w ostatniej chwili i złapała moje dziecko. Nikt ze mną o tym nie rozmawiał, nie powiedział co dalej. Nie powiedzieli, czy mogę pochować synka. Zabrali i tyle. Po kilku dniach wpisali i już. Czas leczy rany, żyję dalej, mam dwóch synów a o tamtym dziecku zawsze będę pamiętać. I zawsze pozostanie żal do przedmiotowego potraktowania mnie i mojego dziecka.

  4. ~Znawca

    Jeśli myślicie, że za służbę zdrowia nie odpowiada rządząca partia to gratuluję rozumu. Dalej głosujcie na antypolskich złodziei i płaczcie, niech was dymają dalej.

    1. Anonim

      Żenada czy Pani nie ma nic do roboty w życiu tylko sie uzalac nad sobą i stracona ciaza ? Bez komentarza …

  5. ~kobieta-nie-typowa

    Ja nie jestem osobą łatwo ulegającą emocjom. Nie lubię, gdy ludzie nadają jakieś olbrzymie znaczenie sprawom błahym, nawet dotyczącym zdrowia. Jednak sprawy tu opisane, to są sprawy zahaczające o koszmar. Utrata dziecka, śmierć matki podczas porodu, to koszmar i trauma nie tylko dla najbliższych.
    Jeśli ktoś twierdzi, że w przypadku takiej traumy nie jest potrzebna pomoc psychologa – oznacz to tylko jedno! Ta osoba jest pozbawiona psychiki, a co za tym idzie – cech ludzkich.

  6. ~lena

    W 34 tygodniu ciąży dowiedziałam się, że córeczka nie żyje. Lekarz podjął decyzję o cesarce potem leżałam sama z dala od matek z dziećmi ,jeszcze na oddziale odwiedził mnie psycholog. To się stało półtora roku temu ale nadal we mnie siedzi i już nigdy nie będzie tak samo jak przedtem. Choć dobrze się mną zajeli po stracie dziecka to mam wątpliwości czy było tak samo jak byłam jeszcze w ciąży. Kilka dni przed tragedią trafiłam na OCP i gdybym miała robione ktg to córeczka by przeżyła.Rutyna i brak empatii ze strony lekarzy doprowadzają do takich tragedii…

  7. ~yyyyy ;////

    ten koleś to jakiś orcyk bez szkół. jego miejsce jest nie w szpitalu, tylko na polu, ziemniaki wykopywać! chociaż pewnie nawet do tego ten chłoptaś miałby dwie lewe łapy.

  8. ~janka

    Mylicie role i swoimi porażkami obciążacie innych. Lekarz ma zadanie ratować zdrowie i życie fizyczne pacjenta. Każda dojżała osoba daje sobie radę ze swoimi emocjami a żałobę trzeba przejść. Gdzie był ojciec dziecka, źe oczekujecie od lekarza aby go zastępował, gdzie była wasza rodzina? A może oczekujecie że lekarz miał wyciagnąć z szafy i dać jakieś zapasowe dziecko??? Czy to poród żywy czy martwy to dla zdrowia fizycznego matki najlepiej jak bez cesarki się odbywa.

    1. ~kobieta-nie-typowa

      Nie nazwę Cię idiotką, bo oburzyłoby to moją zaprzyjaźnioną lekarkę. Idiota posiada IQ ok.35, czyli w przybliżeniu podobnie jak sześcioletnie dziecko. Tyle, że z niektórym sześciolatkiem można porozmawiać już całkiem logicznie. Ty się nie kwalifikujesz. Jesteś niestety pozbawiona nie tylko inteligencji,ale i empatii. Rzeczywiście. Dla opisanego przypadku kobiety rodzącej pod prysznicem i jej martwego dziecka, brak cesarki okazał się zbawienny:)) Przestańcie niedouki demonizować porody odbywające się przez cesarskie cięcie, bo jak dotąd uratowały więcej żyć, niż odebrały, czego się nie da powiedzieć o porodach naturalnych.
      Mówi Ci to matka okaleczona w wyniku porodu naturalnego której odebrano możliwość bycia matką po raz kolejny, gdyby tego zapragnęła, matka dziecka któremu trwale zniekształcono kości czaszki podczas wspomnianego „bezpiecznego” porodu naturalnego i ciocia dwójki martwych chłopców, którzy mieliby szansę przeżyć, gdyby w porę zdecydowano się na cesarkę. Niestety to wstyd, bo wszystko to zdarza się w Polsce dwudziestego pierwszego wieku, a nie w średniowiecznej wsi. Więc ty się raczej nie wypowiadaj, bo podejmując decyzję o przebiegu porodu, to lekarz bierze na siebie odpowiedzialność w razie śmierci dziecka czy matki, a nie ojciec, czy rodzina.

  9. ~yhn,

    Chyba nigdzie w cywilizowanym świecie obumarcie płodu nie jest wskazaniem do ciecia cesarskiego. dlaczego? bo jest to operacja, poważna operacja i jak każda operacja obarczona jest ryzykiem powikłań, w tym szczególnie groźnych w ciąży powikłań zakrzepowo-zatorowych (ciąża i połóg jest okresem nadkrzepliwości). dlatego wywołuje się poród siłami natury. Szkoda że w żadnym dzienniku nie było wzmianki na ten temat a dziennikarze skupili się na robieniu na siłę sensacji. Warto jeszcze dodać bo o tym też nie było słowa, że ciąża po 35 roku życia jest powszechnie uważana za ciążę wysokiego ryzyka, obecnie Polki odkładają ciążę na czas po karierze, po ustatkowaniu się, po kupnie mieszkania a potem pstryk i mają 35+, a wtedy nie urodzą jak dwudziestolatki. Ale ktoś musi być winny, na szczęście zawsze pod ręką jest lekarz, na którego można zwalić winę. Możecie mnie minusować do woli ale to są fakty

    1. ~kobieta-nie-typowa

      Rzeczywiście. Poród trwający dwadzieścia godzin, niósł za sobą mniejsze ryzyko niż cesarskie cięcie. Genialny tok myślenia, zwłaszcza sądząc po efektach. Ciąża po 35 toku życia? Dawniej kobiety rodziły do pięćdziesiątki. Zdarzały się wtedy często zgony przy porodzie, ale cóż to była za opieka medyczna? Babka akuszerka samouk? Dziś to normalne jeśli się do tego odpowiednio podchodzi i zapewni kobiecie maksimum bezpieczeństwa, a nie kombinuje, co wyjdzie taniej.

      1. ~yhn,

        A może do setki od razu?? Poczytaj sobie w jakim wieku rodzą Polki pierwsze dziecko a w jakim powiedzmy 30 lat temu. Powtarzam obumarcie płodu NIE JEST wskazaniem do cc, I nie jest to mój wymysł ale zalecenia PTG, które są zgodne z zaleceniami towarzystw europejskich. A te zalecenia nie powstały ot tak, tylko zostały oparte na rzetelnych badaniach klinicznych, tu w zasadzie nie ma dyskusji, taki jest stan aktualnej wiedzy medycznej.

        1. kobieta-nie-typowa

          Obumarcie płodu nie jest wskazaniem, ale już dwudziestogodzinny poród tak. Kiedyś było to wszystkim obojętne ile godzin rodzi kobieta – dziś widzą zagrożenia wynikające z tego zagrożenie dla kobiety i w przypadku żyjącego płodu – również dziecka. Taka jest wiedza medyczna na dzień dzisiejszy, ale w krajach wysoko rozwiniętych – nie mylić z Polską.

          1. ~yhn,

            No popatrz, a post wcześniej twierdziłaś, że jest, tak samo gdy odpowiadałaś jance to też byłaś pewna, że jest. Teraz piszesz, że jednak nie jest, ale 20 godzinny poród to już bezwzględnie jest wskazaniem . Przyznasz w końcu że nie masz pojęcia o czym piszesz i tylko powtarzasz to co Ci powiedzą w tv, czy nie? Niestety dla Ciebie, niewykonanie cesarki w tym przypadku nie było błędem.

            1. ~frezja

              Masz rację ja rodziłam od piątku godz. 16 do poniedziałku 20.30. Pierwsze dziecko. Wada wzroku -4.5.

    2. ~marga

      Jestem po dwóch cesarkach, bolesnych, po skomplikowanych próbach porodów naturalnych. Przeżyłam również śmierć pierwszego z moich dzieci. Jestem pierwszą która mówi że rodzenie naturalne jest najlepsze. I wynika to przedewszystkim z obserwacji i własnego doświadczenia a nie ze sloganów cytowanych z książek czy czasopism. A twoja opinia bazuje się nie wiem na czym. Powiem ci tylko że żywcem dałabym się pokroić gdyby mogło to wrócić mi moje dziecko.

  10. ~Ewa

    Jest lato 97 rok. Mam 19 lat, jestem w 36 tygodniu ciąży. Odchodzą mi wody. Mąż zawozi mnie do szpitala…. No i zaczyna się tu historia którą kreuje szpital i jego pracownicy. Jest piątek. Nie dostaje nic do jedzenia cały czas chodzę od położnej do lekarza i proszę o zrobienie usg. Mówię że czuje, ze coś jest nie tak. Nic. Jest sobota, personel niegrzeczny pogardliwy, nadal nic nie jem. Akcja porodowa rozwija się i cofa. Coś jest nie tak mówię, proszę o usg. Cała sobota nic, nic do jedzenia, nic zero słowa konsultacji nic. Późnym wieczorem w końcu wołają mnie na usg. Jak przedmiot. Pytam, mam być cicho. Lekarka drukuje wiele zdjęć i każe mi wyjść. Po czym za chwile robi usg drugi raz pytam co się dzieje, jest obrazona syczy, że jej przeszkadzam w pracy. Później dostaje leki nasenne nadal jestem przedmiotem. Rano przedmiot ma iść do gabinetu pani doktor. Wchodzę, nie każe mi ani usiąść, nic, stoję. Pani dziecko ma wodoglowie! Co to jest wodoglowie? Niech sobie pani weźmie encyklopedie i poczyta, proszę iść do pediatrow. Idę kilka godzin chodzę po szpitalu, nikt ze mną nie chce rozmawiać. Ma mnie operować inny lekarz, ma przyjść porozmawiać błagam Boga abym umarła. Chce umrzeć Boże! Nie zniose juz ludzkiej nienawiści. Bóg mnie chyba wysłuchał. Lekarz wszystko mi wyjaśnił co to jest wodoglowie, że dziecko nie na kory mózgowej i ze nie będzie mogło żyć. Nie mogli jej wyciągnąć taką miała dużą główkę. Płakałam, anestezjolog pytała kolegów :czemu jej nie uspiliscie! Po cesarce leżę wśród kobiet które mają przy sobie dzieci. Wchodzi pediatra i krzyczy : przyznaj się jakie narkotyki bralas, przyznaj się! Płaczę, nie wiem czy coś mówiłam. Chyba nie. Rano wstawaj i myć się. Nie mam siły mowie. Wstawaj i pod prysznic. Poszłam zemdlalam od piątku nic nie jadłam a był poniedziałek. Poszłam do mojej córeczki. Oliwia. Na noworodkach krzyk matka idzie matka. Główka jest ogromna. Każe ja sobie położyć w ramionach, nie chcą. Upieram się. Mała ssie. Jedna pielęgniarka gdy oddział zasypial w nocy przynosiła mi małą do łóżka. I nad ranem zabierala ją. To co dzięki temu dała mu ta kobieta pozostało we mnie do dziś. Jedyny człowiek z uczuciami tam. Z empatia. Rodzina znajomi potrafili wyznać tylko, że dobrze ze umarła. Tego wtedy akurat nie potrzebowałam. Oliwia żyła dwa tygodnie. Umarła. Coś we mnie na zawsze umarło razem z nią…. zaufanie do ludzi.

    1. ~Jagódka

      Ewo, bardzo Ci współczuję. U mnie – 3 tyg przed terminem porodu również padło podejrzenie wodogłowia. Na szczęście diagnoza nie potwierdziła się. Pamiętam, że modliłam się żeby córeczka żyła, niezależnie od tego w jakim stanie się urodzi.
      Powszechna znieczulica to fakt. Dla mnie niepojęta jest postawa niektórych lekarzy.

  11. ~szymon

    Niestety jedynym sędzią w takim przypadku powinien być ojciec dziecka.
    Bez względu czy to lekarz czy lekarka powinien taki osobnik mieć mordę tak obitą, żeby przez 9 miesięcy łykał zupę przez słomkę.
    Do tego wyrwać takiemu ciulowi prawą rękę, żeby musiał zmienić zawód.
    Najwyższy czas na zlikwidowanie wszelkich izb typu lekarska, adwokacka, komornicza czyniąc z nich rzeczywiście bo takie są – organizacje przestępcze – typu ręka rękę myje.

  12. ~maria anna

    Był listopad 1979r. Zgłosiłam się do szpitala prawie dwa tygodnie po terminie bez żadnych oznak porodu. Przyjęto mnie na oddział patologii ciąży. Lekarz stwierdził, że dostanę jakiś zastrzyk i pięknie urodzę. Po zastrzyku przespałam całą noc i nic. Następnego dnia miał być drugi. Poszłam do zabiegowego, tam pielęgniarka wkuła mi igłę w pośladek i w tym czasie zadzwonił telefon. Wyjęła mi strzykawkę z igły zostawiając ją w pośladku i poszła porozmawiać – dobrze, że nie poprosiła żebym sobie usiadła. Następna noc przebiegłaby spokojnie, gdyby nie fakt, że na przeciw mojej sali w zabiegowym, rodziła kobieta martwe dziecko. Do dzisiejszego dnia pamiętam ten okropny krzyk. Ona po prostu wyła jak zwierzę. Nikt jej nie podał środka nasennego lub jakiegoś znieczulenia. Wyła tak dopóki nie straciła przytomności. Jak się dowiedziałam następnego dnia, płód z niej wyjmowano po kawałku. Ktoś może powiedzieć takie czasy, ale z tego co czytam i słyszę, dzisiaj jest dużo gorzej. W moim przypadku po konsultacji i badaniach następnego dnia zrobiono mi prześwietlenie rentgenowskie (usg wtedy nie było) i zdecydowano o cesarskim cięciu. Salowa przyniosła mi szpitalną koszulę i powiedziała, że przyszyła mi wszystkie guziki, żebym ładnie wyglądała. Niby mała rzecz, a nie bez znaczenia – zawsze będę to pamiętać. Następnego dnia przyszła po mnie pielęgniarka i zabrała mnie na salę operacyjną. Nie słyszałam co do mnie mówiła, nie widziałam nic po drodze, ale pamiętam jej gesty, jak mnie obejmowała i próbowała uspokoić. Po urodzeniu córki w szpitalu spędziłam dwa tygodnie. Nie dlatego, że coś złego się działo ze mną lub z moim dzieckiem. Taki był standard. Dzisiaj jakichkolwiek standardów trudno się doszukać. Dzisiaj nie liczy się człowiek – liczy się tylko to, ile kasy wpłynie na konto szpitala. Lekarze też byli bardziej ludzcy i wykazywali więcej empatii. Nie można wszystkich wsadzać do jednego wora, ale coś się w ludziach zmieniło na gorsze i to jest najbardziej przerażające.

  13. ~Jola

    Każdemu po ciężki przeżyciach należy się wsparcie a to co powiedział ten lekarz to po prostu żenada. We mnie tkwi ból choć nie urodziłam martwego dziecka, po zabiegu okazało się,że to nie była ciąża ale skutkowało wieloletnim leczeniem niepłodności.

  14. ~Andrzej

    Sami pacieci sa winni pamietacie tego obslizglego doktora pawiana morda pelna frazesow o bogu zero współczucia dla kobiety tylko ideologia a ile nawiedzonych go bronilo taki ojciec nie powinien plakac tylko wziąć siekiere wejść do szpitala i wysłać paru doktokow za swoim zabitym dzieckim w afekcie dostal by pare lat ale od tego momentu każdy nygus lakarz milby to z tyłu głowy podczas pracy

    1. ~szaula

      Popieram, bo niektórzy to nawet nie mogliby zajmować się zwierzatkami.

  15. ~Ra

    Jakim prawem twierdzi pani?, że lekarz chciał opóźnić poród? Bo tak łatwiej? Zero odpowiedzialności za słowa
    Co dziwnego jest w tym, że w chwili kiedy młoda lekarka (bez doświadczenia) została zastąpiona przez doświadczoną położną? Nie, lepiej pisać „odepchnięta”.
    A ile zna pani kobiet które urodziły i nie otrzymały potrzebnego propozycję wsparcia psychologa? Pani je otrzymała, dlaczego ma być wyjątkiem? Lepiej pisać o śpioszkach do trumny, takie obrazowe.

    1. Anonim

      lecz się kobieto na nogi bo o rozum już za późno. swoim wpisem dajesz dowód że na porodówkach jest ok. więc pytam czy ty w ogóle rodziłaś? . czy może jesteś panią doktor? sądzę że nigdy nie byłaś tak okrutnie skrzywdzona i stąd w tobie ta złość , lecz pamiętaj – nigdy nie wiadomo , co tobie los ześle…

    1. ~Ojciec

      Bawi cię coś w tych opowieściach? Jeżeli tak – zabrzmi to brutalnie, ale taka jest prawda: nie zasługujesz na to, żeby zużywać tlen i nadajesz się jedynie na kompost do kwiatów dla tych Aniołków…

  16. ~Mmaammaa

    Wiem ze strata dziecka zmienia kobiete juz na zawsze,ja nie moge sie z tym pogodzic juz przeszlo 5 lat, i jeszcze teraz ktos tam u gory mnie nie oszczedzil i dolozyl kolejny krzyz, po co? Za jakie grzechy…prawie 6 lat temu zaszlam w pierwsza ciaze ktora bezproblemowo przebiegala,oczekiwalam duzego zdrowego synka. Pod koniec 9 miesiaca strasznie spuchlam,ale do mojej gin to normalne bylo, tydzien przed terminem stwierdzila ze w sumie moge urodzic,wiec przy kilku badaniach poszerzala mi szyjke macicy,niby mialo to zaindulowac porod. A tu nic…myslalam ze z bolu oszaleje,ale nie to jest najwazniejsze.Tydzien po porodzie zlitowala sie i wziela mnie do szpitala na osytocyne. Polozna pecherz przebila,zielone wody,skurcze,synkowi tetno spadalo,ale nikt sie nie pokwapil do cc. Kazali rodzic sn.A wlasciwie to lekarka lezac na brzuchu po prostu mi go wycisnela. Zyl 1,5 miesiaca pod respiratorem w szpitalu. Odszedl, sekcja zwlok-ciezka zamartwica urodzeniowa. Lekarka na to ze takie rzeczy sie zdarzaja.Sprawe zglosilismy do prokuratury,ktora sledztwo umorzyla bo brakowalo dokumentow ktore ktos w szpitalu usunal. Sad Lekarski po 5 latach orzekl u tej lekarki ze sprawowala niewystarczajaca i niewlasciwa opieke podczas mojego porodu,a nie ze nieumyslnie spowodowala smierc dziecka. Kara smieszna. Po pol roku od smierci synka zaszlam w ciaze, urodzilam przez cc corke. W zeszlym roku kolejna ciaza,tym razem przez invitro,trauma i stres po odejsciu synka w koncu sie odbily i naturalne poszecie mimo 2 letnich staran nic nie wnosilo. Jednak i tym razem ktos u gory mi dokopal,jedno z blizniat ma ciezka,kiedys letalna wade serca. Jakby tego bylo malo 28 tyg.odkleilo mi sie lozysko,szczesliwie a moze i nie bylam wtedy w szpitalu…szybkie ciecie. Zakazenie gronkowcem,rozerwanie rany i zalozenie opatrunku prozniowego. Przezylam,dzieci tez. Nie wiem co bedzie dalej dziecko z wada serduszka 3 miesiace w szpitalu bylo, teraz przebywa w hospicjum do zabiegu,ktory nie wiadomo czy przezyje. Moral mojego przypadku,jedna tragedi nie wyklucza kolejnych. A mnie ewidentnie ktos na gorze bardzo nie lubi…

    1. ~kaśkaś

      „Mądrość” ludowa głosi :Kogo Pan Bóg umiłuje, temu krzyże zsyła…Mnie w ten sposób sąsiadki pocieszyły po podobnych doświadczeniach

  17. ~Mela

    Nie wyobrazam sobie takiego porodu.. W jakich Wy szpitalach rodzilyscie? Dla mnie wybor szpitala to byla podstawa, potem prowadzenie ciazy u jednego z najbardziej cenionych przez pacjentow lekarzy, prywatnie, bo tu chodzi o dziecko, wiec pieniadze zawsze sie znalazly na wizyty, pozniej bez problemu cesarskie ciecie po powstaniu komplikacji przy naturalnym porodzie. Praktycznie zero stresu, sale prywatne przed i po porodzie, lazienka w pokoju. Naprawde sa takie szpitale, kobiety, nie dajcie sie! Owszem kiedys byly straszne czasy, moja mama przy porodzie pierwszego dziecka miala problemy, nikt jej nie pomogl w porodzie, nie wywolal ani nic i dzidzius urodzil sie juz mocno po czasie, przyduszony, zmarl po dwocb dniach. A cala ciaza ksiazkowa, chlopczyk silny, zdrowy, po prostu lekarze ani polozne nie kiwneli palcem jak moja mama rodzila i urodzic nie mogla.. Mnie bez zastanowienia wzieli na cesarke, ale starannie wybralam szpital, lekarza, dla mnie to byla podstawa zeby sie o to zatroszczyc.

    1. ~Nesca

      Mela bardzo sie ciesze ze udalo ci sie to wszystko tak pieknie przejsc z pomoca prywatnych wizyt i pieniazkow. Ale my placimy na co dzien za godna opieke medyczna i nie bardzo rozumiem dlaczego pieniazki na prywate musza sie znalesc- mamy to juz oplacone. Jednak nauczylismy konowalow ze bedziemy placic bo to przeciez o dzidziusia chodzi… I tak jest ze wszystkim- z porodami, operacjami, badaniami itp itd…

      1. ~michal

        weź swoje pieniążki z ubezpieczenia zdrowotnego ( bajonśką sumę ) i jedź za to rodzić do usa możnowładco:)

    2. ~Mmaammaa

      Rodzilam w malym szpitalu ktory „szczyci”sie tytulem Rodzic po ludzku, ciaze prowadzila mi prywatnie lekarka ktora w tym szpitalu pracuje, i to na jej dyżurze rodzilam, i co na nic sie zdaly pieniadze, na nic zycie mojego dziecka…

  18. ~d.Ciaciek

    Ze względów biologicznych,medycznych lepiej ,jak kobieta rodzi siłami natury. Dla psychiki to męka.
    Współczuję wszystkim aniołkowym mamom.

  19. ~lusia

    Ogólnie pan drRajs zachowuje się skandalicznie! Rodziłam na jego dyżurze syna w 2012 roku, był to mój pierwszy poród i jak każda kobieta się bałam. Pan dr przebijał mi pęcherz płodowy i na moje pytanie czy to będzie boleć (może to śmieszne, ale nie wiedziałam)udał, że nic nie słyszy i nawet jednym słowem nie odpowiedział. Cale szczęście miałam opłaconą prywatnie położną dzięki której porod wspominam jak najbardziej miło.

  20. ~Yondra Mahore

    Pan doktor tyle już miał do czynienia z pępowinami, że uważa się za pępek świata. Niby nie on jeden, ale w tym przypadku to zaczyna być niebezpieczne dla pacjentek.

  21. ~Milka

    Ja również rodziłam martwego Aniołka,moje pierwsze, wyczekane, wymodlone, wyproszone dziecko, Łukasz miałby teraz 6 lat. Wady rozwojowe układu moczowego, w centrum zdrowia matki polki w Łodzi, mówiąc mi że nawet jeśli urodzę żywe dziecko to umrze w przeciągu 48 godz nikt sie ze mną nie liczył, zrobiono to przy jeszcze 2 innych kobietach, które na ostatnich nogach czekały na poród. Dobrze że w naszym powiatowy szpitaliku gdzie wywoływano poród choć stary, zniszczony zaopiekowano sie mną, dostałam sale 4 osobową sama dla siebie, przy regulaminie odwiedzin tylko 2 godz, ze mną mógł być ktoś cały czas, zapewniono psychologa, leki uspakajające, i nie jedna położna salowa wręcz specjalnie do mnie co chwile zaglądały obym tylko nie była sama. Lekarz odbierający poród zapewnił mi wielki ból fizyczny, zrobił to umyślnie abym wiedziała że żyję, czuję i obym choć przez chwile zapomniała o bólu psychicznym, z perspektywy czasu jestem mu za to wdzięczna. Dość szybko pozbierałam się po porodzie, zawsze mówię innym nie oglądaj sie za siebie tylko przyj do przodu i pewnie też dla tego teraz w moim domu słychać śmiechy, tuptanie, płacze i te piękne słowo Mama, urodziłam dwóch zdrowych synków a Łukasz zajmuje szczególne miejsce w moim sercu.

  22. ~gdfgdsf

    Chcieliście PO ta macie …W marcu 2007 roku poszedłem do ordynatora, krótka rozmowa , żona w stanie przedrzucawkowym i szło załatwić a teraz …macie co wybraliście ..do kogo wy macie pretensje do lekarzy czy do systemu ??? pozdrowienia dla dr.Kwiatkowskiego z Wrześni.

    1. ~kalabrak

      Tu nie chodzi o to jaka partia jest u wladzy tylko o podejscie personelu szpitalnego do kobiet ktore wlasnie przezywaja traume. Ty myslisz ze ci sami lekarze zachowywaliby sie inaczej gdyby u wladzy byla Inna partia? Jesli tak myslisz to jestes glupi

  23. ~marta

    No ale wiecie, w takich sytuacjach się rodzi martwy płód siłami natury, bo ….. No bo wiecie, śmierć płodu się diagnozuje najczęściej po kilku dniach a wtedy to są już ROZKŁADAJĄCE SIĘ ZWŁOKI i to jest bomba biologiczna. Jak się rozetnie wam brzuch i to się nie daj boże rozleje po waszym ciele to macie sepsę w paręnaście minut. A siłami natury jest 10-krotnie mniejsze ryzyko powikłań, bo macica was chroni przez tym a i dopływ krwi jest tam blokowany, więc jesteście jako tako bezpieczne, a właściwie całkiem bezpieczne. No ja wiem, że to smutne, ale naprawdę powinnyście być bardziej przerażone usuwaniem martwego od kilku dni płodu przy pomocy cc, bo to na 90% ryzyko że padniecie w razie powikłań.

  24. ~viki

    Takie jest podejście lekarzy do kobiet uważają się za bogów kobiety traktują z pogardą głupie docinki i komentarze podczas badań

  25. ~ma

    nie płacz , aniołek jest wolny i szczęśliwy , ominął go ten popaprany świat

  26. ~MagdaS

    Wsparcie psychologa w takiej sytuacji powinno być automatyczne. Niestety w szpitalu chyba nie ma psychologa na etacie…
    W moim przypadku żałoba trwa do dziś, a minęło już ponad 7 lat. Wszystko zdarzyło się na 2 tygodnie przed wyznaczonym terminem porodu. W piątek po południu lekarz stwierdził, że dziecko nie żyje. Przejazd do szpitala, kolejne USG, potwierdzające tragiczną wiadomość. Powrót na izbę przyjęć, a tam pielęgniarka\położna obstawia mnie, że przyjechałam do porodu ‚nie ogolona’. Nawet nie miałam siły jej odpowiedzieć. Gdy chciała sprawdzić tętno powiedziałam tylko, że tu nie ma czego szukać. Przewieźli mnie na porodówkę, podłączyli oksytocynę. Rano odłączyli, bo nic się nie działo. Kolejna próba w sobotę ok południa. Znów nic. I ta przerażająca cisza, gdy podłączali ktg… Odesłanie wieczorem na patologię, kolejna próba ma być w poniedziałek, mąż nie może ze mną zostać. ‚Na szczęście’ leżę sama, ale z korytarza słychać ktg innych mam. Poranny prysznic – widzę brzuch, wiem, że jest w nim mój synek i nie wierzę w to, że tak naprawdę, to go nie ma… Wyglądał przez okno – za nisko, nie zabije się, jeżeli skoczę z okna, a nie chcę obciążać męża niepełnosprawną żoną… Decyzja, że próbujemy w niedzielę wieczorem. Lewatywa, jakiś żel dopochwowo -boli strasznie, a skurczy nie ma. Potem kilka godzin wyjętych z życiorysu, tylko prysznic pamiętam. I bezradnego męża. Bez znieczulenia. Synek urodził się rano – wspaniała położna masowała mi krocze, żeby nie nacinać. Chciała, żebym urodziła na jej zmianie, żeby mnie nie przekazywać dalej… Po 2 tygodniach rodzi szwagierka, też syna… I słowa teściowej ‚nie becz’…

  27. ~kasia

    Ja urodzilam w anglii amelke, tez serduszko ustalo bic. Dostalam znieczulenie wewnatrzoponowe wiec poszlo szybko ze tak powiem. Polozne wspaniale, opieka niezastapiona, mialam na zmianie jedna polozna ktora zajmowala sie tylko mna. Wszystkie pocieszaly, rozmawialy o tym co sie stalo. Lekarze tez super. Mielismy osobny pokoj z mezem gdzie praktycznie mieszkalismy przez kilka dni, amelka w pokoju obok w lozeczku na specjalnym chlodzonym kocyku. Moglismy ja miec przy sobie kiedy i ile chcielismy. Znajomi odwiedzali od rana do godzin polnocnych, nikt nic nie mowil. Jak wychodzilam na spacer to usuwano inkubatory z korytarza, zamykano drzwi gdzien inne kobiety rodzily, albo byly po porodzie zebym tylko nie slyszala czy nie widziala. Jak wocilam do domu pomoc poloznej i health visitor przez kilka tygodni. Kontakty gdzie zadzwonic jak jest zle, ksiadz mnie odwiedzal z parafii gdzie byl pogrzeb, zaoferowana pomoc lekarska itd. Minelo 5 tygodni dopiero, nic nie ukoi bolu ale od strony osob opiekujacych sie To mna i moim
    mezem nic zlego powiedziec nie moge :-)

  28. ~kasia

    A ja jestem lekarzem. Nie ginekologiem, na szczęście. Na studiach uczestniczyłam w cięciu cesarskim z którego urodziło się martwe dziecko. Do dziś pamiętam a było to 12 lat temu. Być może był to powód, że wybrałam inną specjalizację. Znieczulica u lekarzy, pewnie tak. A może to pancerz, w który trzeba się oblec żeby nie zwariować widząc i uczestnicząc w całej masie ludzkiego nieszczęścia. Mówicie, żeby traktować pacjenta jak człowieka i bardzo dobrze, bo jest człowiekiem, człowiekiem nieszczęśliwym, cierpiącym, zagubionym a czasami też opuszczonym. Proszę tylko pamiętajcie, że lekarz też jest człowiekiem, też ma uczucia. Owszem są jednostki tak głupie i nieczułe że nic do nich nie dociera, ale większość z nas naprawdę robi co może, żeby przynajmniej ulżyć pacjentowi w cierpieniu, a każde niepowodzenie odczuwa też jako osobistą porażkę. Teraz pracuję na hematologii, podobno mocno się wczuwam w moich pacjentów, większość z nich znam długo i spotykam często, nie sposób się nie przywiązać. Gdy odchodzą to tak jakby odszedł ktoś bliski. Jak się nie wypalić? Jak znaleźć siłę na dalszą pracę, która wiąże się z ludzkim odchodzeniem. Jak się angażować, nie wsiąkając w pacjenta? Jak o niego dbać chroniąc siebie i swoją rodzinę przed zatraceniem w cierpieniu? Nie umiemy radzić sobie z odchodzeniem, nie uczono nas tego na studiach , nikt nie pomaga nam w trakcie pracy. Współczuję pacjentom i współczuję nam, bo wiem jak to wygląda z tej drugiej strony.

  29. ~maggi

    okropne zachowanie lekarza. Stary buc chce prowadzić swoje stare zardzewiałe praktyki. Szolga bardzo mi przykro przez co przeszłaś. co to w ogóle jest w tych polskich szpitalach? strach rodzić.

    1. ~molly

      Niestety To co się dzieje wpolskich szpitalach jest straszne. Pierwszą ciążę poroniłam a na oddziale „najlepsza ginekolog” powiedziała mi, że nie ma co płakać bo „gdyby urodziło się chore, to bym go nie chciala”. Pomimo prośby nie otrzymałam dokumentacji pozwalającej na pogrzeb aniołka, jeszcze zostałam wyzwana przez wiceordynatora. Drugą ciążę miałam zagrożoną – pobyt w szpitalu z powodu krwawienia, leki na podtrzymanie, a potem na porodówce zrobili wszystko, żeby dziecko urodziło się niedotlenione. Efekt? – Mały jest opóźniony psychoruchowo a zwłaszcza umysłowo i nikogo to dziś nie obchodzi czy chcę takie „chore dziecko”. Oczywiście, że kocham go nad życie, ale kto dał lekarzom prawo do zabawy w Bogów? Temu damy szanse a ten niech sobie radzi albo umiera albo niech sobie rośnie kaleka…?

  30. ~szolga

    24.02.2012 [*] straciłam moje maleństwo, właściwie tego dnia miałam zabieg, ale dla mnie to data utraty, utraty wszystkiego. Skierowana na oddział patologii ciąży czekałam kilka godzin na usg, które miało potwierdzić … Jedne z najdłuższych godzin w moim życiu. Do tego bezsensowne tłumaczenie lekarza. Połażyli mnie na sali z ciężarnymi z brzuchami. Myślałam, że oszaleję patrząc na nie , słuchając ich radości z dzieci i bicia serduszek na ktg. Ja swego nie usłyszałam. Potem następnego dnia musiałam długo czekać aż mnie zabiorą na zabieg. Żadnego współczucia czy pożałowania. Pamiętam chyba każdą minutę, te ostatnie sekundy bycia w ciąży. Było na tyle humanitarnie, że uśpili mnie.
    I to wszystko spierdzielili, bo za dwa dni wróciłam do tych samych ciężarnych na oddział, z strasznymi powikłaniami. Nikt nie wyleczy mnie z tej traumy, płaczę do dziś, a wspomnienia często wracają.

    W następną ciąże zaszłam jak tylko lekarz mi pozwolił. Też nie było różowo, leżałam kilka razy w szpitalu, często krwawiłam. Ciąża była trudna, ale poród przebił wszystko. Najpierw lekarz tak mnie zbadał, że zrobił z 2 cm 4 cm, to było brutalne. Potem położne kazały mi czekać 2 godz w łazience, aż przyjdzie moja kolej na rodzenie. Jak zwolniło się miejsce położyli mnie w boksie, za parawanem w ciągu nocy urodziły przy mnie dwie kobiety. Odesłali mnie z porodówki na oddział, wtedy mała straciła tętno. Zawrócili mnie przerażoną na porodówkę, dali coś, aż rzucało mnie z łóżkiem. Jak po godz ustabilizowali tętno, dali mi kroplówkę na wywołanie. Po 6godz skurczy zemdlałam. Przy badaniu odeszły mi czarne wody. Wtedy po 27godz w szpitalu zabrali mnie na porodówkę. Rozcieli mi brzuch zanim znieczulenie zadziałało, jak się rozdarłam to mnie uśpili. Podczas cesarki miałam krwotok, ciężko to przeżyłam, ale ważne że wogóle. Mała na oddziale miała spadki saturacji, więc z powodu zaniedbań lekarzy jezdzimy po kardiologach.

    Moja trauma już nigdy sięnie skończy, jestem przez to wszystko zupełnie innym człowiekiem . w szpitalu nikt mi nie wierzył jak mówiłam że mi słabo, że znieczulenie nie działa, traktowali mnie z automatu.

  31. ~sylwetka74

    w pełni świadomie użyłam wielu mocno niecenzuralnych słów. Niestety przypadek tego pana nie jest odosobniony. Lekarze w wielu przypadkach przestali widzieć Człowieka a widzą jedynie numer w statystyce szpitala.

  32. ~t.vik

    Obrzydliwy, oślizgły skurwysyn. Całkiem podobny do tego, który przyjmował na świat mojego pierworodnego. Takie chodzące śmieci powinno się pozbawiać prawa do wykonywania tego zawodu. Ale on we własnych oczach sumienie oczywiście ma czyste.

  33. ~Kasia Aniołkowa mama

    Tam, gdzie nie ma miejsca dla Boga nigdy nie będzie miejsca dla Człowieka.

  34. ~Marga

    Pokutuje niestety w Polskich realiach stereoryp lekarz = Bog. I jeszcze smie chwalic sie 40-letnim stazem pracy. Jestem przerazona. Ktos taki powinien zostac pozbawiony prawa do wykonywania zawodu dozywotnio. Czy naprawde lekarze nie widza ze dzieki takim osobnikom rzuca sie cien na cale grono lekarskie? Sami powinni we wlasnych szeregach porzadek zrobic i na takie zachowania reagowac stanowczo. Na temat dramatu tej biednej rdziny nawet nie chce sie wypowiadac. Nie ma slow ktore sa w stanie opisac co mi w glowie siedzi. :((( (*)(*)

  35. szarabajka

    Aniołkowa Mamo, jeśli Ci napiszę, że 30 lat temu było jeszcze gorzej, nie uwierzysz. Ja nawet nie umiem opisać tamtych zachowań lekarzy, poniżających i upokarzających kobiety, że o ewidentnych „błędach” lekarskich (z wygodnictwa) nie wspomnę. Nie umiem, bo tak bardzo mi wstyd. Czemu mnie? I nie chcę nikogo, a tym bardziej Ciebie, pocieszać w ten sposób.
    Brak wskazań do cesarki przy martwym dziecku uważam za bezduszne i okrutne. W sumie to brak mi na to słów. Znaczy kilka mi się nasuwa, ale wszystkie niecenzuralne. Człowiek składa się nie tylko z ciała, ale przede wszystkim z duszy lub psychiki i trzeba to brać pod uwagę.
    Pan Rajs, czy jak mu tam, nie jest dla mnie żadnym lekarzem, ale zwyczajnym dupkiem przyuczonym do zawodu i tyle w tym temacie.
    Trzymaj się Kobieto. Nie jesteś sama w swym oburzeniu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.