Pamiętajmy

 

298077_2139005071848_1147795830_31940312_64617221_n(1)

Mamy córkę Otylkę, Motylka naszego Ukochanego (*)(*)(*)

Nasza Iskierka zaczęła chodzić do przedszkola, na razie na zajęcia przygotowujące z rodzicami, były też inne mamy i zaczęłyśmy rozmawiać o naszych pociechach. Bardzo często spotykam się z zachwytem i zdziwieniem że mamy trzech chłopców. Aż trzech i tylko chłopców.

Nie zawsze mam potrzebę mówić.

Nie każdemu chcę mówić.

Ale dziś mówię wszystkim .

Mam córkę.

Mamy córkę.

Nasi synowie mają siostrę.

Dbam o to by pamiętali o swojej siostrzyczce.

Chcę by pamiętali.

Bo mamy córkę.

W Niebie, ale mamy córkę.

Urodziłam córkę.

I jestem mamą córeczki.

Naszej Motylki. Naszego serduszka. Aniołeczka.

Moja ukochana córka ma na imię Otylia (*)(*)(*)

7 myśli nt. „Pamiętajmy

  1. ~Magdalena

    Witaj,
    Odkryłam Twojego bloga, kiedy dowiedziałam się, że nasze dziecko będzie poważnie chore, a dokładniej, kiedy szukałam informacji na temat poszerzobej przezierności karkowej. Kiedy postanowiliśmy starać się o dziecko, byłam tego w stu procentach pewna, że to właśnie ten właściwy moment i czas na macierzyństwo, że teraz chcę zostać mamą. W dniu, w którym zobaczyłam dwie kreseczki na teście, byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi, i podobnie jak Ty, nigdy w życiu nie przypuszczałabym, że los może zgotować takie piekło…
    To był 10 tydzień ciąży, był luty, w pracy zauważyłam delikatne plamiemie, myślałam że to z przeciążenia, więc wzięłam wolne i postanowiłam odpoczywać. Dwa dni później udałam się na wizytę, zupełnie nieświadoma tego, czego za chwilę miałam się dowiedzieć. Zaniepokoiłam się kiedy lekarka tak długo i wnikliwie analizowała obraz usg, diagnoza to poszerzone NT, ponad 7mm. Nie wiedziałam co mam myśleć, co ze sobą zrobić, wbiło mnie w ziemię, potem łzy płynęły już same, długo i to bolało. Potem już wszystko potoczyło się bardzo szybko, przyspieszone badania prenatalne, biopsja kosmówki, diagnozy i decyzja. Tego co przeżyliśmy nie życzę najgorszemu wrogowi, moja Małgosia, moja Malutka Córeczka, na obrazku usg przecież się rusza, macha rączkami i nóżkami, ale też tak bardzo cierpi, a ja, matka, nie umiem jej pomóc, nie umiem jej wyleczyć, ta piekielna bezradność wobec tego ogromu cierpienia tak Małego Człowieka. Wszystko działo się jakby poza mną, jakby za szybą, zupełnie jakby to nie mnie dotyczyła ta historia, a jednak… W kwietniu, w 16 tygodniu ciąży, zostałam mamą Aniołka. To tak bardzo boli, z każdym rokiem coraz bardziej, i masz rację, tak trudno o tym mówić, czasem w ogóle nie chcę. O naszym cierpieniu wiedzą bardzo nieliczni, ale oni rozumieją… w tym samym roku, w którym urodziłam Malgosię, ponownie zaszłam w ciążę, jestem szczęśliwą mamą ślicznej córeczki, która na pewno dowie się o swojej siostrzyczce. Dobrze że jesteś, dobrze że rozumiesz, cieszę się że Cię znalazłam :)

    1. gemini Autor wpisu

      Dziękuję że podzieliłaś się ze mną Twoją historią, bardzo mi przykro, że musiałam przez to przejść, ale ja już nauczyłam się dziękować za ten czas który nam był dany choć tak krótki, dla Małgosi światełko pamięci (*)(*)(*) Przytulam cieplutko. Cieszę się że zostałaś już tęczową Mamą :)

  2. ~Magdalena

    Witaj,
    Śledzę Twojego bloga od momentu… no właśnie, od momentu, kiedy dowiedziałam się że moja córcia będzie poważnie chora, to było rok temu, dla mnie, czas się wtedy zatrzymał. Aż rok zbierałam się w sobie, żeby tutaj napisać, a to nie będzie krótki komentarz. Natrafiłam na tego bloga kiedy przeszukiwałam Internet odnośnie poszerzonej przezierności karkowej. Byłam w 10 tygodniu ciąży, udało się w pierwszym cyklu, byłam najszczęśliwsza na świecie, czułam że to ten moment na macierzyństwo. Zauważyłam plamienie, takie delikatne, pomyślałam że to z przeciążenia, ze zmęczenia, wzięłam wolne w pracy, to był luty. Dwa dni później, zupełnie nieświadoma tego z czym za chwilę przyjdzie mi się zmierzyć, pojechałam na wizytę. Coś mnie zaniepokoiło kiedy pani doktor tak długo i wnikliwie analizowała obraz usg… NT powyżej 7mm, coś jest nie tak, miałam mętlik w głowie, bałam się, płakałam, tak strasznie płakałam… potem potoczyło się już szybko, przyspieszone badania prenatalne, biopsja kosmówki i decyzja… najgorsze dni w moim życiu, nie życzę ich najgorszemu wrogowi. Moja córeczka, moja Małgosia, przecież ona tam w brzuchu się rusza, macha rączkami, ale też bardzo cierpi, obrzęk, przesunięte narządy wewnętrzne, płyn w osierdziu, wodniak karku. W kwietniu, w 16 tygodniu ciąży zostałam mamą Aniołka, mojej Malutkiej Małgosi. Nie zawsze umiem o tym mówić, nie zawsze chcę, tak jak napisałaś. O tym co przeżyliśmy, przez jakie piekło musieliśmy przejść, wiedzą bardzo nieliczni… to boli, co roku boli bardziej, kiedy zapalam lampkę z aniołkiem… Dobrze że jest to miejsce, gdzie właśnie można powiedzieć, gdzie nie trzeba się bać reakcji innych. W tym samym roku, kiedy urodziłam Małgosię ponowne zaszłam w ciążę, jestem mamą drugiej córeczki, tak bardzo się cieszę że ją mam. Dziękuję Ci, że jesteś…

  3. ~Marta

    A ja mam Syna… malego chlopca w niebie. Kiedy ktos patrzy na nasza zdrowa Corcie i mowi ze powinnismy pomyslec o rodzenstwie cos wewnatrz mnie krzyczy ‚ale Ona ma rodzenstwo… tylko na cmentarzu”. Takie mamy jak my juz zawsze chyba beda ‚inne’… a zrozumie nas tylko inna anielska mama.
    Mijam kobiety ktore maja obok siebie kilkoro dzieci i mysle wtedy… hmm ta kobieta ma przy sobie wszystkie dzieci ktore urodzila. Kiedy powiedzialam to mezowi On slusznie zauwazyl ze nie moge tego wiedziec. Widzac ostatnio w kosciele kobiete z 3 synami myslalam jak ma dobre majac wszystkie dzieci przy sobie a moj maz mowi, ze tego czy wszystkie ma przy sobie nie moge byc pewna… Przytulam mocno Gemini.

    1. gemini Autor wpisu

      Witaj Marto Twój mąż niewątpliwie ma rację, mężczyźni patrzą chyba z innej perspektywy i w tym przypadku bardzo słusznie, ja również patrzyłam łapczywie na ciążowe brzuszki, ja mam trzech synów i ktoś z boku może pomyśleć ale super rodzinka, ma aż 3 dzieci, szczęściara, a ten ktoś nie musi wiedzieć że straciliśmy dziecko… To ważne by nie zazdrościć, skupić się na sobie dla synka (*)(*)(*) , przytulam

  4. ~Julia

    Rozumiem. Bardzo dobrze. Ja też mam trzech synów, pisałam już może. Dziewczynka to siostra bliźniaczka najmłodszego. Minie rok za 3 dni od narodzin, za 4 rocznica śmierci. I jak słyszę „trzech synów, oj córka by się przydała” to mam ochotę krzyczeć, wyć i drapać. A zamiast tego siedzę cicho i płaczę po powrocie do domu. Unikam urodzin kolegów synów, unikam poznawania nowych ludzi, bo zawsze zawsze pada w końcu jakiś komentarz na temat 3 synów i nie mogę tego unieść.
    A pani psycholog, do której chodzę z powodu depresji (bo proszków nie chciałam) powiedziała ostatnio „pani córeczka nie ma roku, jej nie ma od roku” i też miałam ochotę trzasnąć drzwiami i wyjść.

  5. ~Ania

    W takich przypadkach jedyne co się nasuwa na myśl- „znasz moje imię, nie moją historię…” ps. A Otylka ma najdzielniejszą mamę pod słońcem… :* Dla Was dziewczyny

Możliwość komentowania jest wyłączona.