Archiwa tagu: tęsknota

Kolejny styczeń

6 lat…

Czas biegnie nieubłaganie.

Nie patrzy na nas, nie daje odsapnąć, nie chce się zatrzymać, zwolnić

Tęsknota znów szczelnie wypełnia mą duszę

W styczniu mój świat zwalnia, spadają obroty.

Chcę się cieszyć, a z drugiej strony czuję ze nie powinnam.

Czas urodzin

Dziewięć lat temu na świat przyszedł Miko

Sześć lat temu na świat przyszła Otysia by zaraz go opuścić …

Trzy lata tamu na świat przyszła nasza Iskierka, nasz tęczowy chłopczyk Pymcio

Chłopcy cieszą się na swoje urodziny, wybrali już swój wymarzony tort

a ja trochę zagubiona motam się w uczuciach i odczuciach, nie chciałabym by któreś z moich dzieci odczuło mój smutek, ale czy potrafię sprostać

Sama nie wiem

Znów jestem zagubiona, znów przytłacza mnie ciężar żałoby

Urodziny chłopców zrobimy jednego dnia, bardzo bym chciała w tym dniu wspomnieć o Otysi, ale mam taki wewnętrzny dylemat, czy powinnam, nauczyłam się już niczego od nikogo nie oczekiwać, nie chcę by dziadkowie czy ktoś z rodziny czuł się zmuszony do pamiętania o Otysi, chciałabym by to było naturalne, że Ona mimo wszystko jest w naszym życiu, ale nie wiem czy tym nie za bardzo obciążę chłopców, tylko o ich uczucia mi chodzi, tylko ich uczucia są dla mnie ważne, chłopców i Otysi, wiem że w tym że urodziła się dokładnie tego dnia co Miko był jakiś Boży zamysł, chcę w to wierzyć. Chciałabym by uczcić pamięć o Otysi minutą ciszy, tylko nie wiem czy mogę, czy mam prawo…

W tym roku nie będzie wyjątkowych kwiatów na urodziny Otysi pamiętam moje przyrzeczenie sprzed roku, będzie bukiet „żywy” taki który da mi ukojenie, który da mi poczucie że ta pamięć ma sens.

W tym roku przeleję te pieniążki na konto chorego dziecka, to będzie taki ‚żywy” bukiet dla Otysi i od Otysi, to da mi niesamowitą radość. Dla Otysi baloniki i róża, biała, żywa a dla chorego dzieciątka pomoc, realna, prawdziwa, taki mały prezent z Nieba, od samego Aniołka…

Powoli czuję jak otula mnie nostalgia, jak ciepły miękki szalik otula mnie i moją tęsknotę, paraliżuje jak powolna trucizna, wspomnienia odżywają, wydobywają z siebie głębię odczuć, żałoba przytłacza ciężarem, płyta nagrobna zimna pod opuszkami moich palców, nie jestem w stanie jej rozgrzać, zimno płynie do samego wnętrza mojej duszy, zamarzam z miłości…

Za oknem względnie ciepło, w duszy lód…

Pamięć wiecznie żywa 01.11.2017

20171101_171304Tak sobie myślę o tym że jeszcze nie tak dawno powtarzałam że nie mam do kogo iść na cmentarz w Święto Zmarłych, nie miałam tu nikogo.

To było całkiem niedawno.

A teraz mam tu córkę, nawet w najgorszych snach nie przewidziałam takiego scenariusza jaki napisało samo życie.

Tu mam córkę (*) , a tam ukochaną Babcię, moja ukochaną Stasieńkę (*)

Nasza córka umarła i teraz msza na cmentarzu stała się obowiązkiem, bo nie wyobrażam sobie że w tłumie ludzi moja córka jest samotna. Nie potrafię sobie wyobrazić że przy każdym grobie stoi rodzina a przy grobie Otysi nie ma nas.

Ja muszę tam być, w takim dniu jak ten muszę tam być.

Uzyskanie wolnego dnia niestety graniczyło z cudem. Moją ostatnia deską ratunku by mieć ten dzień wolny i być przy mojej Otysi była „opieka nad dzieckiem zdrowym”… o ironio ja potrzebowałam opieki nad dzieckiem … martwym.

Zamiast ściskać cieplutką drobniutką rączkę mojej córki ściskałam zimny granit. Zamiast szyć kreacje z kwiecistych różowych materiałów, szyję na miarę kompozycje z różowych kwiatów, projektując coraz to nowe kompozycje.

Nie tak miało być.

W drodze na cmentarz nie mogłam oderwać wzroku od dziewczynki w białej czapeczce, około 5 letniej, mała główka w blond loczkach…

Ciężko.

Dziękuję każdemu kto pamiętał, kto w dniu dzisiejszym wspomniał moją ukochaną córkę, każde światełko jest jak płomyk nadziei, rozświetla otchłań mojej duszy, daje wiarę i siłę, umacnia barwy obrazu pamięci wiecznie żywej… mojej ukochanej Motylki.

A Tobie najdroższa córeczko dziękuję za ten znak. Dzięki tak drobnym a tak szczególnym i nieprzypadkowym znakom wiem że jesteś blisko. że jesteś gdzieś tam kochanie. Czuwasz nad nami. Ten motyl przy światełkach pamięci… nie ma słów.

20171031_121345

Dzień Dziecka Utraconego 2017

Baloniki…

Tak bardzo brakuje mi baloników.

Otysia dała nam dziś piękne słońce, jest wprost wymarzona pogoda na baloniki…

Niestety nie było baloników. Brakuje mi takiej formy upamiętnienia dzieci. Kiedyś się w to zaangażowałam i było warto. Niebawem 1 listopada…

Piękna dziś była pogoda. Dziękuję Ci córeczko za to otulenie gorącym słońcem, dokładnie w chwili kiedy już skończyłam ogarniać nagrobek, dałaś mi znak, promienie słońca otuliły płytę i każdą literkę po kolei, i zalśniło Twoje imię Kochanie.

Kochana córeczko pamiętamy i będziemy pamiętać do końca życia (*)(*)(*)

Kochamy Cię serduszko nasze (*)

 

20171015_123750a

Właśnie dziś dostałam zdjęcie od przyjaciela… z motylkiem. Dziękuję że się Nią opiekujesz Otysiu podczas wypraw. Nie dajesz o sobie zapomnieć mała psotko :) Takie znaki są nam potrzebne jak tlen do oddychania.

***************

Czasami myślę że nauczyłam się żyć z żałobą. Czasami nawet myślę że udało mi się tą żałobę przepracować. Czasami…

I wtedy zwyczajne -”niezwyczajne” wydarzenie wywraca moje przekonania do góry nogami.

A mój stabilny pozornie świat trzęsie się w posadach.

Kiedy patrzę jak Iskierka bawi się z dziewczynką o blond włosach, którą jest oczarowany, a ta dziewczynka jest dokładnie w wieku Otysi, uśmiecham się, choć serducho w kawałkach. Ciężko mi potem dojść do siebie. Kiedy namacalnie mam możliwość widzieć co straciliśmy. Wszyscy, cała nasza rodzina, nie tylko ja mama. Cała nasza rodzinka.

Czasami myślę…

Ech

Tęsknię… więc jestem

Ktoś pomyśli że zniknęłam po 5 latach żłoby.

To nie tak. I nie obchodzi mnie kto co pomyśli, bo nikt nie może wziąć ode mnie nawet grama bólu i nie może go ponieść za mnie.

Jestem, bo tęsknię. To taka moja prywatna „myślarnia”

Bynajmniej tak miało być.

Ale nie jest. Bo w życiu nic nie jest proste, takie jak zakładamy, nasze plany obracają się w nicość, jedną wielką otchłań…

Moja „drugastronaduszy” została stratowana przez buty wielu osób, także tych zaplątanych w więzy krwi, niby najbliższych a jednak dalekich, bliskich a jakby obcych.

Czuję się tu nie swojo, bo chciałabym móc mieć tą możliwość wypowiadania swoich myśli, prawdziwych emocji a nie ubieranych w „lekkie kreacje” łatwe do przełknięcia. Dla innych oczywiście.

Myślałam o zmianie bloga. O nowej nazwie. Ale to tu jest moja cała miłość do mojej ukochanej Otysi. Tu koniec i kropka.

Tęsknię właśnie dziś. To był bardzo ciężki czas. Kilka dni. Mieszanka emocji. Jakże skrajnych emocji.

28 stycznia 2017

28.01.2017

Było przed jedenastą. Tak jak wtedy. Dokładnie 5 lat temu. Sobota. Jechaliśmy na ktg, ja już wiedziałam że coś jest nie tak. Nie umiałam jednak i nie chciałam przyznać tego sama przed sobą. Z duszą na ramieniu, z wielką nadzieją i lękiem jechałam by usłyszeć bicie serca swojej córki.

Dziś nie chciałam się obudzić. Przytłoczona myślą że jest dokładnie jak pięć lat temu. Sobota. Kiedy jechaliśmy autem doszło do mnie że jest ta sama godzina i dzień zaczął się podobnie. Mąż i chłopcy krzątali się w kuchni ja wstałam ostatnia. I znów jedziemy wszyscy, tylko że tym razem po kwiaty. Po kwiaty które złożymy na maleńkim zimnym grobie naszej córki.

Piąty już raz.

Białe chryzantemy. I różyczki. I serduszko z drewna. Gąbka. Powiedziałam kwiaciarce że robię motyla. Życzyła miłej pracy.

Klucha w gardle. Kiwnęłam głową chyba nie podziękowałam.

Miłej pracy – dźwięczało mi w uszach przez całą drogę powrotną. Czy to możliwe?

Motyl dla MOtylki. Moje serce, tylko tyle mogę dać od siebie. Tak niewiele.

Żywe kwiaty które na mrozie nie przetrwają zbyt długo.

Nie nacieszysz zbyt długo swoich błękitnych oczu w których odbija się Niebo córeczko.

Sercem układane kwiaty poddały się zupełnie moim dłoniom. Jednak poczułam potworną pustkę i żal że te kwiaty umrą.

Myślę że dojrzałam, w pewien sposób dojrzałam do takiej decyzji. Nie będzie już kolejnych świeżych kwiatów w styczniu. Wiem że tego nie potrzebujesz córeczko.  Zamiast kupić świeże kwiaty wpłacę tą kwotę na konkretne chore dziecko. Wiem że to będzie taki żywy kwiat dla Ciebie Otysiu w tym wyjątkowym dniu. I chcę byś była ze mnie dumna.

Córeczko.

Na łąkę świeżych kwiatów i motyli zapraszam Cię do swojego serca.

Do mojej duszy.

motyl

Wepchnięta w piąty rok

I znów nastał styczeń.

Pięć lat temu wchodziliśmy w nowy rok z nadzieją. Tak ogromną.  Wierzyliśmy że wygramy tą walkę o życie naszej córki.

Teraz pięć lat później pochylamy głowy nad maleńkim grobem naszej ukochanej Otysi.  Grobem, otulonym śniegiem niczym puchową pierzynką.

Czy kiedyś przyjdzie ukojenie?

Liczę że przyjdzie choć nie wiem ile w tym myślenia życzeniowego ile realizmu.

Wiem jedno, ból nie minie. Pustka się nie zapełni. W sercu zionąć będzie potworna dziura.

A na końcu nosa zawsze będzie płacz na widok małej dziewczynki, która choć w niewielkim stopniu będzie przypominać mi  córkę. Wystarczą blond loczki. Wystarczy wiek. Roześmiane oczy, malutkie rączki, sukienka w motyle…

Nie czuję już tej fizyczności kochana moja córeczko. Jesteś tak daleko. Jestem zła, bo może to ja pozwoliłam Ci odejść, a może nie powinnam, a może jednak powinnam i dobrze Ci tam gdzie jesteś. Może właśnie tego chciałaś. Mam mętlik w głowie.Na cmentarzu zimna płyta, nie rozgrzewają jej ani moje myśli, ani moje gorące łzy, ani gorące płomyki świec.

Marznę do szpiku kości.

Całuję Twój lodowaty nosek.

Piąty już rok.

Zrobię tort. Pielęgnuję pamięć o Tobie córeczko.

Mam nadzieję że z moją Ukochaną Stasieńką w Niebie dbacie o siebie nawzajem.

Tęsknię…

Zatracam się we wspomnieniach, w pragnieniach i nie ubłagalnie zderzam się z rzeczywistością. Czuję ból. Tak namacalny. Tak potworny. Tak bardzo mój.

Osobisty.