Aniele Boży mój

Moja najukochańsza córeczko wiem, że nie musiałabym pisać tego listu,

wiem , że zawsze jesteś przy mnie

wiem że jak nikt inny Ty jedna znasz wszystkie moje myśli,

znasz wszystkie moje uczucia, moje emocje,

moje ja

Dokładnie rok temu odeszłaś, mówią że do lepszego świata,

bez cierpienia, bez bólu, bez łez…

Chciałabym głęboko wierzyć, że tak właśnie jest,

że jedynym uczuciem którego doświadczasz jest szczęście wplecione w radość

przyprószone szczyptą beztroski

Tylko, że ja zostałam tutaj

Sama…

z moim głęboko okaleczonym macierzyństwem.

Zostały mi puste ramiona, które kołyszą Twą Anielska duszyczkę

Zostały mi uczucia tak destrukcyjne, tak rozdzierające, tak bolesne

Zalewam moja martwą duszę pulsującym i ciepłym wyobrażeniem

Wyobrażeniem mojej maleńkiej córeczki

Zdrowej

Radosnej

Uśmiechnietej

Żywej….

Pamiętasz jak kojącym głosem opowiadałam Ci o świecie,

o Twojej rodzince,

o braciszkach którzy z niecierpliwością czekali na Twoje narodziny,

pamiętasz jak Miki łaskotał Cie przez brzuszek i wołał radośnie-Motylia, Motylia

Pamiętasz moje łzy córeczko,

które tak bardzo chciałam przed Tobą ukryć,mój cichy szloch kiedy widziałam Twoje bezbronne ciałko przegrywające walkę o życie

Walkę, której czas wytyczało bicie Twojego serca…

Dokładnie rok temu Twoje serce przestało bić…

moja dusza przestała żyć…

Cisza…

i ta obezwładniająca cisza…

Oczy, które nie chciały patrzeć na martwy obraz usg

Uszy, które nie chciały wsłuchiwać się w martwą ciszę…

Ręce, które nie chciały kołysać wiatru…

Usta, które pragnęły ciepła Twojej ciepłej skóry

Rozum, który nie chciał pojąć ulotności życia i rzeczywistego wymiaru śmierci…

Pamięć, która nie chciała martwych wspomnień…

Życie które nie chciało żyć bez życia…

Jestem tak daleko od Twojego ciałka kochanie…

a tak blisko Twojej duszy…

Kocham…Kocham…Kocham…

Kochałam jak byłaś

Kochałam kiedy odeszłaś

Kochać będę zawsze…

Wszystkiego najlepszego kochanie w te pierwsze Niebiańskie urodzinki

                                                                                          mamusia

19 myśli nt. „Aniele Boży mój

  1. ~agnes

    moje Agnieszka odeszla 23 lata temu po 2 latach walki z choroba . miala 9 lat, taka strata to jest ogromna rana w search ,ktora nigdy sie nie zagoi bardzo ciezko z tym zyc .

    Odpowiedz
  2. ~magda

    Moje ukochane maleństwo odeszło 11 marca 2012. To był dopiero 10 tydzień ciąży, jednak to nie ma znaczenia… Boli nadal tak bardzo.
    Początkowo wszystko było w porządku. Na ekranie usg zobaczyłam fasolkę, która miarowo pulsuje. Pamiętam łzy szczęścia i radosne podniecenie, kiedy zdjęcie naszego maluszka podarowałam mężowi w prezencie na walentynki. Tak bardzo się cieszył, że będziemy mieli drugie dzieciątko. Dbałam o siebie tak, jak umiałam najlepiej, choć nie czułam się dobrze – dokuczały mi poranne nudności i wymioty oraz brak apetytu. Pokochałam fasolkę od pierwszego wejrzenia, z radością poinformowałam teściów i moją mamę, że niedługo grono wnuczków się powiększy. Mój synek – Mikołajek również z radością przyjął informację, że będzie miał rodzeństwo. Wymarzył sobie braciszka, a ja – chociaż za wcześnie było na ocenę płci – czułam, że to będzie chłopiec. To były cudowne chwile, bo były NASZE. Byliśmy wtedy razem, nigdy dotąd nie byłam tak szczęśliwa. Nosiłam pod sercem maleńką fasolkę, głaskałam się po brzuchu w radosnym oczekiwaniu. Nigdy nie myślałam, że będzie coś, co zmąci mój spokój na całe życie. Że wydarzy się ta straszna chwila, że nic już nie będzie dla mnie takie samo. Poranna toaleta w poniedziałek przed pójściem do pracy. Mała kropelka krwi na majtkach i mój niepokój, który przybierał na sile z każdą sekundą. Poczekałam aż mąż pojedzie do pracy, wiedziałam, że ma bardzo ważne spotkanie, nie chciałam go martwić. Wyszłam z łazienki zapłakana. Zadzwoniłam do swojego lekarza, niestety automatyczna sekretarka poinformowała mnie, że doktor jest teraz na urlopie. A ja musiałam iść do ginekologa teraz, zaraz! Serce waliło jak oszalałe co robić? Co robić? Poszłam do poradni ginekologicznej w naszym mieście. Powiedziałam w rejestracji co się stało. Miła pielęgniarka wtryniła mnie do lekarza bez kolejki. Potem badanie ginekologiczne, krew na wzierniku, usg i te słowa, których nigdy nie chciałam usłyszeć „BRAK TĘTNA”. Wiem, że bardzo płakałam, nie mogłam się uspokoić. Lekarz coś mówił, ale ja nic już nie przyswajałam. Z trudem ubrałam się, było mi słabo. Mój świat rozwalił się na milion kawałeczków i nigdy nie przyjął już pierwotnego kształtu. Myślałam, że to niemożliwe, nie ja, nie moja mała fasolka. W szpitalu lekarz dał mi cień nadziei – być może ciąża jast młodsza, niż przypuszczamy. Na usg wyszło ok 6 – 7 tygodni, według okresu 10. Uczepiłam się tej myśli i powtarzałam sobie jak mantrę – wszystko będzie dobrze, urodzę zdrowe dzieciątko, będę mamą po raz drugi, nie poddam się. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że moja fasolka pulsowała, kiedy 3 tygodnie wcześniej robiłam usg u swojego gina. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że przecież krwawię, nieznacznie, ale jednak. Postanowiłam czekać na to serduszko, odrzuciłam od siebie wszystkie złe myśli, czekałam aż zabije, wbrew wszelkiej logice. Nie doczekałam się. Dokładnie 2 lata temu nastąpiło nasze rozstanie na zawsze. Nie dane mi było przytulić mojego martwego dzieciątka, nigdy go nie zobaczyłam. To straszne uczucie stracić najbliższą osobę w taki sposób, nie mogąc jej objąć, przytulić po raz ostatni. Ta straszna świadomość, że stałam się grobem dla mojego dziecka przytłacza mnie. I ta myśl „dlaczego?” Przecież tak bardzo je kochałam, tak bardzo się cieszyłam, że z nami będzie”. Wizyta u psychologa niewiele mi pomogła. Podczas sesji wyrzucałam z siebie swoje emocje szlochając i krzycząc naprzemian. Był bunt, gniew, złość przemieszane z bezsilnością i ogromnym poczuciem straty. Bezsenne noce, brak łaknienia i przyjaciółka, która przy mnie pozostała do dzisiaj – depresja. Poczucie pustki, poczucie niskiej wartości, bezsilność. Nikt mnie nie rozumiał. Wytarty frazes ” weź się w garść”, „opanuj się”. Tylko jak to zrobić? Nie pogodziłam się z tym do dzisiaj i chociaż niedawno urodziłam zdrowego, cudownego, wspaniałego chłopca, nie jestem już tą samá, beztroską osobą, jak kiedyś. Kiedy chcę się czasem uśmiechnąć czuję w sercu bolesne ukłucie i wtedy to wszystko do mnie wraca, zwłaszcza teraz – w marcu, kiedy mija druga rocznica naszego rozstania. Gdzie jesteś moja fasolko? Czy Cię jeszcze zobaczę?

    Odpowiedz
  3. ~marta

    Kochana Twój blog pomaga mi w przetrwanie pierwszego miesiąca po utracie mojego kochanego Tytusa. Co noc czytam i płacze. Moi bliscy zabierają mi tablet bo znowu następnego dnia wstanę ledwo żywa z czerwonymi od płaczu oczami.
    Wielka niesprawiedliwość mamy na tym świecie.
    Nadal nie mogę zrozumie sensu dlaczego mnie tak Bóg doswiadcza.
    Podobno na silnych ludzi spadają mocne ciosy….
    Bardzo za nim tęsknię. Przerasta mnie to wszystko.
    Modlę się za Was i nie mogę się doczekać jak nam wszystkim napiszesz ze Twój synek ma się dobrze:)
    Ściskam Was mocno
    Marta

    Odpowiedz
  4. ~Julcia

    ja tez jestem aniolkowa mama,nasza corcia odeszla 24 sierpnia,zyla 3 godz…jest to bol nie do opisania,nie ma gorszej rzeczy w zyciu nic strata wlasnego dziecka…

    Odpowiedz
  5. ~Nijaka

    Niesprawiedliwością losu jest to, że dzieci przychodzą na świat tam, gdzie nie są chciane, a nie ma ich tam, gdzie są kochane.

    Odpowiedz
  6. ~AniołkowaMamusia

    Witam. Ja swoje dzieciątko straciłam 21 lutego 2014 r. Czekaliśmy na nie z mężem kilka długich lat. Teraz mija 4 miesiąc od odejścia Aniołka do Nieba…….a ja czuje coraz większą pustkę. W tym miesiącu zaczynamy starania o drugie nasze dzieciątko. Mam nadzieję ze nam się uda i tym razem zostanie z Nami na ziemi. Marzę o chociaż jednym dziecku. Chciałabym zobaczyć jak to jest móc przytulić je do siebie i powiedzieć „kocham Cie”.

    Odpowiedz
  7. ~Dorota

    Jakie to smutne, że w większości piszecie „straciłam” …..i tak mało rozumiecie, że duszy dziecka nie można stracić . Mój Aniołek odszedł , takiego wyboru dokonał, wolnego wyboru i ja taki stan zaakceptowałam z momentem gdy dotarło do mojej świadomości, że duszyczka mojego Aniołka jest Wiecznie Żywa :)

    Odpowiedz
    1. gemini Autor wpisu

      Bardzo Ci współczuję Sylwio.
      chciałabym przeczytać o dzieciach które wygrały z tą straszną chorobą…
      (*)(*)(*)śpij spokojnie Aniołeczku
      Tulę mocno

      Odpowiedz
  8. ~

    Witam szukałam jakiejś inspiracji na tatuaż w internecie natknęłam się na twój – moja córeczka Maja też zmarła we mnie już wiem jak będzie wyglądał mój tatuaż .

    Odpowiedz
  9. ~Elcia452

    Ja stracilam moja ukochana Coreczke 29.10.2012roku. Minol juz rok i 3 msc i nie moge pogodzic sie z jej strata. Miala prawie 11 lat i zginela w pozarze w naszym domu to co przezywam i z jakimi myslami musze sie na codzien uporac np. DLACZEGO NATALKA???? Ja z mezem i mlodsza corka ocalelismy i to najbardziej boli i nie potrafie jeszcze pisac o tym bo zly mi sie leja serce peka. Natalia byla moja duma znana w mojej miejscowosci bo bardzo aktywna dziewczynka i wystarczyla jedna chwila i czar prysl:((((

    Odpowiedz
  10. ~jeszczeniemama

    nie mam jeszcze dziecka. nie jestem w ciąży. nigdy nie byłam. ale mam nadzieję, że kiedyś będę. trafiłam na ten blog przypadkiem. po tym poście nie mogę przestać płakać. bardzo się wzruszyłam. przepięknie napisałaś. nie znam Cię, nie wiem jaki to ból, ale z całego serca współczuję Ci i Twojemu Aniołkowi. Motylio RIP

    Odpowiedz
  11. ~Motileczek

    Kochana bardzo Ci współczuje. Ja również straciłam swoje pierwsze dzieciątko w inny sposób niż ty, jednak mimo iż nawet nie wiedziałam czy to chłopiec czy dziewczynka do dziś czuję ogromny smutek i pustkę… rozumiem, że Ci ciężko- tego nie można zapomnieć i oswoić się z tym… Bądź dzielna. Ściskam mocno.

    Odpowiedz
  12. ~a

    Płacze i jestem wdzięczna, że moje dziecko walczyło i zwyciężyło , bo nie wiem czy byłabym tak silna jak TY . DZIĘKUJE ŻE PISZESZ CHYBA DZIĘKI TWOIM SŁOWOM JESTEM TERAZ BARDZIEJ WSTANIE ZROZUMIEĆ SŁOWA MOJEJ KOLEŻANKI KTÓRA PORONIŁA

    Odpowiedz
  13. ~aisa

    ja swoje malenstwo stracilam w grudniu 2011 roku, mialo sie urodzic w czerwcu 2012, wciaz boli, wciaz sie zastanawiam czy byl to chlopczyk czy dziewczynka, chociaz mam juz dwoje kochanych dzieciaczkow pozostaje pustka

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>